Jak nie przejmować się wróżbami
Jarosław Grzędowicz
Przyszłość ludzi interesuje. Zwłaszcza kiedy nadchodzą ciężkie czasy i to, co ma nastąpić, jawi się jako coś niepewnego i najeżonego potencjalnymi niebezpieczeństwami. Można ją przepowiadać na wiele sposobów, z których tylko jeden jest uczciwy, bowiem niczego nie udaje. Jest to opisywanie przyszłości przez autorów SF. Każdy, kto ma odrobinę rozsądku, wie, że powieść, której akcja toczy się w przyszłości, jest przede wszystkim i najpierw powieścią. Jej sensem nie jest przedstawianie najbardziej prawdopodobnej linii wydarzeń, które dopiero nastąpią, ale pasującej do opowiadanej historii. Zazwyczaj jest to hipoteza, która mówi nam więcej na temat teraźniejszości, niż o tym, co będzie kiedyś. Autor zakłada aproksymację rozwoju obecnych wydarzeń i pokazuje świat, który może się z tego wyłonić. Nie twierdzi że tak będzie, ale że tak może być, o ile rozmaite zjawiska rozwiną się w sposób pokazany w utworze. Nie pretenduje do pozycji proroka.
Co innego cała reszta. Ludzi się straszy i informuje możliwie powierzchownie, a potem usiłuje wpędzić w psychozę, czasem z zupełnie urojonych powodów. Po co? Po to żeby kupowali gazety. Ludzie zastraszeni chcą wiedzieć, co ich czeka. Zatem prasa prezentuje im wizję przyszłości. W tej chwili, media żyją straszliwym, globalnym zagrożeniem, które dla statystycznego mieszkańca Ziemi przedstawia mniejsze ryzyko niż szansa na bycie porażonym gromem, lub śmiertelny upadek z huśtawki. Możliwe, że kiedy będziecie czytali te słowa, straszna pandemia „świńskiej” grypy będzie już zepchnięta z nagłówków, na stronę czwartą albo i szóstą. Jednak pani dyrektor WHO koniecznie chce jako pierwsza w historii ogłosić szósty poziom zagrożenia – pandemię, więc pewnie ogłosi. Na topie są jeszcze wizje Komisji Europejskiej, która liczyła, liczyła i wyliczyła iż kryzys będzie taki, że w porównaniu z nim efekty drugiej wojny światowej będą przypominały skutki imprezy w Klubie Harcerza.
W czasopismach naukowych z kolei trudno znaleźć cokolwiek, co nie będzie związane z Katastrofalnym Ociepleniem Klimatu. Ostatnio jedna z gazet opublikowała kolejne proroctwo w postaci wykresu temperatury, która od przeszłości do teraźniejszości oscyluje zębatą rozedrganą linią, lekko rosnącą od jakichś trzydziestu lat, a w niedalekiej przyszłości nagle strzela pionowo w górę odważnym pociągnięciem, jak spod ręki chińskiego kaligrafa. Prognoza. Za parę lat będziemy gotować wodę w zamrażarkach.
Ostatnio w branżowym piśmie przeczytałem artykuł jednego z kolegów, który na domiar nieszczęścia jest filozofem. Artykuł dotyczył właśnie futurologii. Autor dość przytomnie wywodził, że największą wadą futurologów jest chciejstwo, ale nie wiedzieć czemu uparł się, że wszyscy chcą by przyszłość była jasna i pogodna i tak modyfikują swoje wywody. Jest to błąd gruby, ponieważ jest odwrotnie – gazety z zasady nie płacą za pozytywne proroctwa. Chcą mieć czytelników znerwicowanych i niepewnych swego losu, bo taki raczej odmówi sobie bułki, ale gazetę kupi, chcąc się dowiedzieć czy już ma kopać schron, budować arkę, ewentualnie nakupić ziemniaków, czy też po prostu wiać w góry. Sam autor też pokusił się o przedstawienie linii rozwoju wydarzeń i zaraz wdepnął na własną minę. Najpierw zrobił założenie, że dla ludzkości kwestie zasadnicze dla filozofa również mają znaczenie fundamentalne i wywiódł, że cywilizacja się zawali, gdy tylko wyjdzie na jaw, że fizykom zgromadzonym wokół wykopanego za furę pieniędzy cyklotronu o nazwie Large Hadron Collider ostatecznie nie uda się dowieść istnienia pewnej elementarnej cząstki, niezbędnej dla najnowszych teorii fizycznych. Będzie to katastrofa na miarę Mad Maxa.
Widzicie to? Mistrz zmianowy w tartaku Pcieje, Alojzy Pompa budzi o trzeciej w nocy żonę okrzykiem: Izauro! Bozon Higgsa nie istnieje! To pewne! Wali się teoria kwantowa! Natychmiast musimy porzucić wiarę w naukę, bowiem zostaliśmy oszukani! Wstawaj! Musimy popaść w irracjonalizm i oddać władzę populistycznym szarlatanom!
Jasne. W dalszej części prognoza była jeszcze bardziej przewidywalna, bowiem w naszym kraju ludzie o pewnym typie światopoglądu, określanym czasem jako „paleokonserwatywny” mają genetycznie zakodowaną wiarę w cykliczność historii, więc o cokolwiek ich nie zapytasz, zawsze powiedzą że należy spodziewać się klęski i rozbiorów. To łatwe do przewidzenia, bowiem nasza historia do szczególnie pogodnych nie należy, więc gdyby miała toczyć się kołem, zawsze doprowadzałaby do tego samego efektu. Istnieje też takie nieznośne założenie, mówiące, że w przyszłości będzie tak samo jak teraz, tylko bardziej. Nie pamiętam nawet, kto pierwszy wypuścił ten bon mot, ale przyjęcie takiego założenia, to gwarancja zrobienia z siebie durnia. Według raportu U’Thanta z wczesnych lat siedemdziesiątych, od dawna siedzimy na zasypanej śmieciami pustyni, zwierząt nie ma bodaj od trzydziestu lat, a wszelkie surowce są już tylko wspomnieniem. Podobną wartość ma tzw. Raport Rzymski. Obecnie można zrobić sobie z niego papiloty, tak samo jak z ostrzeżeń mera Paryża z końca wieku XIX który dowodził, że miasto zatonie w hałdach końskiego nawozu, którego nikt nie nadąży wywozić i nie będzie dokąd.
Przyczyna jest prosta: to, co kształtuje historię, to zmiany jakościowe, a nie ilościowe. Pojawia się coś, co zmienia kształt świata i nie wiadomo nigdy, co to będzie. Pierwsze telefony komórkowe – wielkości cegły, z anteną, na której można było upiec sobie kiełbasę – uważano za gadżet wydumany i bez przyszłości. Podobnie komputer osobisty – pytano retorycznie, na diabła przeciętnemu zjadaczowi chleba coś takiego, a firma IBM tłumaczyła bezradnie, że na przykład do rachowania domowego budżetu, jakby nie można tego było zrobić na odwrocie koperty, w której przyszło ponaglenie z elektrowni. Roli, jaką coś będzie odgrywało w przyszłości, ani tego, co to będzie, nie da się przewidzieć i wszystkie te wieszczby, czy to naukowe, czy futurystyczne, czy medialne, tyle są warte, co wizje Wróżki Dermabrazji widziane na dnie filiżanki.
Dlatego – nie przejmujcie się. Obchodźcie szerokim łukiem gazetowych wieszczy i futurologów. Wkrótce wakacje. A do spełnienia się proroctwa Majów zostały ledwo trzy lata. Nie ma się co przejmować.
Nowa Fantastyka - 321 - (6/2009)
Redaktor naczelny: Paweł MatuszekWydawnictwo: Prószyński Media
Tytuł: Nowa Fantastyka
Data wydania: 6/2009
Liczba stron: 87
Format: 200x285
Cena z okładki: 9.90
Sklep
Forum