,,Polcon 2013 był poligonem” – wywiad z koordynatorem Polconu 2013 Arturem Olchowym

Autor: Magda Kącka
Korekta: Magda Kącka
4 września 2013

Polcon 2013 na zawsze zapisał się w pamięci konwentowiczów jako Kolejkon. Po niezbyt dobrych recenzjach, jakie zebrał konwent, postanowiliśmy zapytać organizatorów, co właściwie zawiodło i jak organizacja konwentu wyglądała z ich perspektywy. 

Magdalena Kącka: Z czego jesteście najbardziej zadowoleni na tegorocznym Polconie?

Artur „Dzikowy” Olchowy, prezes Zarządu Avangardy, koordynator Polconu 2013: Odpowiem, z czego ja mogę być zadowolony, bo jeszcze nie rozmawiałem ze wszystkimi organizatorami, koordynatorami i gżdaczami.

Najbardziej jestem zadowolony ze współpracy z Samorządem Studentów i Studenckim Kołem Astronautycznym. Bez zaangażowania przede wszystkim Marka Dobrowolskiego z SSPW Polcon by się po prostu nie odbył. Zgodnie z sygnaturą wysłał około 400 pism w sprawie Polconu, często kwestie, o które pytaliśmy, były już załatwione. Marek jest nasz i go nie oddamy.

Avangarda na Politechnice była moim marzeniem od 2010 roku i w końcu się ono ziściło. Również wielkie wrażenie wywarła na mnie Gala wręczenia Nagrody im. Janusza Zajdla. Wiele osób narzeka, że konwenty, które kiedyś były raczej wydarzeniami spajającymi środowisko, tak się rozrosły, że stały się anonimowe. Na Gali wróciła atmosfera, jaką pamiętam z małych konwentów trekowych, na które jeździłem w latach 90.

A z czego jesteście najmniej zadowoleni?

Najmniej jestem zadowolony z planów, których nie udało nam się zrealizować, mimo ogromu pracy, jakie w nie włożyliśmy. Panel Kosmiczny był znacznie, znacznie skromniejszy niż początkowo planowaliśmy. Nie udało nam się zaprosić Walentiny Tierieszkowej w 50. rocznicę jej lotu w kosmos oraz Yasushiego Horikawy, Przewodniczącego UN COPUOS, z którym rozmowy były już bardzo zaawansowane, jak również konstruktorów Sputnika. Nie udało nam się też pozyskać Gmachu Głównego Politechniki, mimo że w grudniu otrzymaliśmy zgodę Jego Magnificencji. Po prostu ktoś budynek ten zarezerwował wcześniej, o czym dowiedzieliśmy się jakoś w marcu. Stąd to rozstrzelenie konwentu – Gmach Elektroniki był jedyną alternatywą dla Gmachu Głównego i musieliśmy zagryźć zęby, przestawić kiermasz do Fizyki, gdzie miał być tylko Blok Dziecięcy, zredukować rozmiar Dni Nauki itd. No i nagle zostało nam niecałe pół roku na przeorganizowanie całego projektu.


 

Co czuliście/czułeś kiedy czytaliście, że krytykują Was nieobecni na konwencie?

Mnie hejt nieobecnych nie rusza. Z większym niepokojem, jak zresztą po każdym konwencie, czekałem na wpisy blogerów, którzy swoje relacje publikują dopiero po zakończeniu wydarzenia. Na szczęście te są w większości pozytywne, a autorzy wymieniają błędy, które pokrywają się z moimi obserwacjami.

Niemniej jednak wielu organizatorów i gżdaczy było głęboko dotkniętych takimi wpisami. Można sobie racjonalizować, że takie wpisy nie mają znaczenia, ale po miesiącach pracy, braku snu i tygodniach stresu cały zespół miał tak zszargane nerwy, że takie razy były dla niektórych bolesne. Co zresztą widać było na Facebooku, gdzie pękali nawet ci, którzy odpowiadali za komunikację, a jednocześnie toczyli pojedynki na nieszczególnie wysokim poziomie, za co przepraszam. Sam zakazałem sobie wypowiedzi na temat Polconu w trakcie trwania konwentu, bo trochę siebie znam.

Czy gżdacze byli w jakikolwiek sposób przeszkoleni? Nikt z nich nic nie wiedział.

Scena ze szkolenia: kto z was był kiedyś gżadczem? Nikt nie podniósł ręki. Kto z was jest pierwszy raz na konwencie? Las rąk w górze.

Gżadcze byli przeszkoleni, ale szkolenie nie zastąpi doświadczenia, co słyszymy wszyscy na szkoleniach dla konwentorobów. Najbardziej doświadczonych gżdaczy lokuje się w akredytacji, tylko co zrobić, jeśli takich nie ma? Mamy nauczkę na przyszłość, zresztą nie jedyną. To nie jest tak, że Polcon i już wszyscy gżdacze przebierają nogami. Tutaj wykazaliśmy się arogancją i zapłacili za to uczestnicy stojący w kolejce, ale też sami gżdacze, którzy niezasłużenie obrywali.

Dlaczego oznakowanie konwentu było tak fatalnie? Nie pomyśleliście, żeby zapytać Politechnikę o pozwolenie na rozklejenie plakatów?

Ależ oczywiście, że pytaliśmy. Odpowiedź była jednoznaczna – nie! I ja się wcale nie dziwię, skoro to my wchodzimy po raz pierwszy z tego rodzaju wydarzeniem i nie wiadomo, czego się po nas spodziewać. Szczególnie w Gmachu Fizyki, gdzie renowacja zabytkowych powierzchni była wyjątkowo kosztowna, a podłogi, kolumny i ściany są podatne na zniszczenia. Mimo zakazów zdarzały się przypadki naklejania taśm, plakatów, cięcia wykładziny na posadzkach itd. Jedna taka naklejka może kosztować więcej niż połowa zabudowy stoisk. Co więcej, mimo tego zakazu mam w domu karton plakatów zebranych ze ścian Inżynierii Środowiska. Wycena zniszczeń jeszcze trwa, ale koszty będziemy dzielić po równo na wszystkich plakatujących.

Banery oznaczające budynek pojawiły się dopiero w piątek albo sobotę, dlaczego? Poprzyklejane do ogrodzenia kartki były brzydkie i ręcznie wypisane - czy to oznacza, że nikt wcześnie nie wpadł na to by oznaczenie wydrukować?

Bannery to faktycznie wtopa, bo były gotowe w czwartek, tylko przez kolejkę i rozkładanie konwentu nie było nikogo, kto mógłby je odebrać. Niektóre budynki konwentowe były dla nas dostępne dopiero od czwartku i to nie przez złośliwość Politechniki, tylko z powodu cen. To jest naprawdę droga lokalizacja. W chwili, gdy wszyscy przenoszą magazyn z tymczasowego do docelowego, kolejka przed EiTI i w głównym OrgRoomie rośnie, rozkłada się Games Room i kiermasze, co chwilę podjeżdżają kurierzy, oklejanie kampusu ma stosunkowo niski priorytet, skoro są mapki. Zabrakło po prostu rąk i czasu. Przede wszystkim rąk.

Po kolei: co poszło nie tak z kolejką?

Kilka spraw. Po pierwsze, ustawienie akredytacji było jedynym wariantem akceptowanym przez Straż Pożarną. Było to ustawienie złe, klinujące wszystkie kolejki, skoro zaakredytowani muszą się przebić w poprzek pozostałych osób przy innych stanowiskach. Po drugie, było to po prostu złe miejsce na akredytację. Jedyny ciąg komunikacyjny całego budynku, czyli przez korytarz, zasypany bagażami, przechodzili tam uczestnicy, gżdacze, transporty itd. Już lepiej byłoby zrobić akredytację przed wejściem. Po trzecie, nie powinniśmy byli otwierać drzwi na oścież. Tłum momentalnie zaczopował akredytację. Jeżeli bym miał nad głową pięć osób przekrzykujących się, blokujących dostęp do powietrza, to pewnie miałbym spory problem z obsługą akredytacji. To był błąd, który udało się wyeliminować jeszcze w czwartek. Pomyłka trwająca kilkanaście sekund przedłużyła czwartkową akredytację o kilka godzin. Tu też zawinił brak kontroli i brak doświadczenia pod względem liczby uczestników.


 

Dlaczego Kocioł był tak fatalnie zorganizowany? Gralnio-muzealnia była zamknięta, atrakcje w bloku dziecięcym nie odbywały się, sale były źle oznaczone.

Przyznam szczerze, że w Kotle byłem tylko raz. Nadal czekam na sprawozdania koordynatorów, ale podejrzewam, że było ich po prostu za mało. Szczególnie od piątku wieczorem, gdy jeden z nich został na stałe oddelegowany do drugiej szkoły noclegowej. Wbrew pozorom Avangarda jest małym stowarzyszeniem, dlatego szykowaliśmy się na Polcon dopiero na 2015 rok, żeby dotrzeć współpracę z Politechniką, z nowymi partnerami, wypróbować różne pomysły na mniejszej i łatwiejszej do ogarnięcia Avangardzie, a przede wszystkim przeprowadzić rekrutację, czego nie robiliśmy od lat. Tak, Avangarda 2013 (lub Avangarda 9) miała odbywać się na Politechnice. Avangarda X miała być lepsza, większa i zachęcać do przystąpienia, a także być poligonem dla nowych członków zwerbowanych w trakcie innych naszych projektów, np. WAva, RPG Instant, Graffic Club, jak również wydarzeń Politechniki, do których współorganizowania już zostaliśmy zaproszeni. My planujemy bardzo długoterminowo, dlatego tym bardziej jestem rozgoryczony krytyką stowarzyszenia, które dla ratowania Polconu, który by się po prostu w tym roku nie odbył, znacznie uszczupliło kapitał zbierany od trzech lat na potrzeby organizacji jubileuszowego Polconu. Przypominam: już w 2010 roku słyszałem, że Avangarda zgłosi się na organizatora jubileuszowego Polconu w 2015 roku. Z nastawieniem na ten cel przyjęliśmy swego rodzaju „pięciolatkę”, czyli siedziba, partnerzy, test i szkolenia na Avangardach, i w końcu Polcon idealny.

Czy za rok odbędzie się Avangarda? Co z Polconem za dwa lata w Warszawie?

Już w styczniu lub lutym odbędzie się zjAva V, od lutego prawdopodobnie ruszą cykliczne spotkania w bibliotekach w dzielnicy Wola, w maju mamy w planach Noc Muzeów, a w lipcu Avangarda 9 na Politechnice Warszawskiej.

Jeżeli za dwa lata Polcon miałby się odbyć w Warszawie, to nie bez udziału Avangardy i nie bez Avangardy na Politechnice Warszawskiej. Z przykrością muszę stwierdzić (bo tu mieszkam), że nie ma w stolicy innej lokalizacji nadającej się pod takie wydarzenie przy takiej frekwencji. Przez cztery miesiące przeszukaliśmy holete, centra konferencyjne, byliśmy nawet na Stadionie Narodowym. Po prostu nie ma miejsca, które mogłoby pomieścić taką liczbę uczestników, zapewnić taką liczbę projektorów, tablic, toalet, sal wykładowych, a nie boksów targowych, i nie byłoby położone tak korzystnie: przy Dworcu Centralnym, akademikach, hotelach, metrze, gastronomii itd. Nawet kampus główny Uniwersytetu Warszawskiego jest zbyt rozstrzelony, bo budynki są zbyt małe. SGGW testowaliśmy przez dwa lata przy okazji Avangardy 007 i Avangardy 8. Również się nie nadaje.

Decyzja dotycząca organizatora Polconu 2015 zapadnie w grudniu i oczywiście Avangarda zgłasza swoją kandydaturę. Tym razem będziemy dwa lata mądrzejsi, lepiej zgrani z SSPW i SKA PW, liczniejsi. Tegoroczny Polcon był tym, czego chciałem uniknąć – poligonem. Po raz pierwszy w kilku budynkach, po raz pierwszy na Politechnice, po raz pierwszy z taką frekwencją.

Poza tym będziemy mieć więcej czasu. Na razie zarezerwowaliśmy Gmach Główny, żeby nikt nam go nie podebrał. W 2015 roku odbędzie się tam Avangarda XI lub Polcon 2015. Tego dowiemy się w grudniu.



blog comments powered by Disqus