InkBook 8, czyli czy wielkość ma znaczenie? Recenzja czytnika

Autor: Asia Sikorska
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
23 listopada 2016

Czytniki inkBooka mogą się poszczycić ugruntowaną pozycją na polskim rynku. Dzięki przystępnej cenie, nowoczesnym technologicznym rozwiązaniom oraz instynktownemu interfejsowi zaskarbiły sobie przychylność wielu użytkowników. Po przyjemnym spotkaniu z Obsidianem, postanowiłam dać szansę jego większemu kuzynowi – inkBookowi 8, który pojawił się na rynku pod koniec stycznia bieżącego roku. Kampania promocyjna opierała się na haśle "Większy znaczy lepszy”. Czy rzeczywiście tak jest?

Pierwsze wrażenie

Ośmiocalowy czytnik przybył do mnie we wzmocnionym, kartonowym opakowaniu i, podobnie jak jego mniejszy poprzednik, od razu urzekł mnie elegancją czarnej obudowy. Oprócz sprzętu w pudełku znajdują się również wygodnie zapakowany przewód USB oraz instrukcja obsługi. Nieco mniej przyjemne od pierwszego, wizualnego wrażenia, okazało się pierwsze zetknięcie z inkBookiem. Dlaczego? Otóż obudowa czytnika wykonana została z dość śliskiego materiału. Biorąc pod uwagę, że sprzęt ma osiem cali, istotne staje się dla mnie poczucie bezpieczeństwa w obcowaniu z nim. Takiego jednak obudowa nie daje, sprawiając wrażenie, że w przypadku intensywnego użytkowania czytnik po prostu może wyśliznąć nam się z dłoni.

Na szczęście, problemowi temu skutecznie zapobiega etui, które nie tylko chroni duży ekran ósemki, ale również dobrze leży w dłoniach. Chropowata struktura na zewnątrz i zamszowe pokrycie wewnętrznej strony dają to poczucie bezpieczeństwa, którego brakowało mi przy pierwszym ujęciu sprzętu w dłoniach. Oczywiście, takie rozwiązanie ma swoje wady – za firmowe etui należy dodatkowo zapłacić kilkadziesiąt złotych. Można również nabyć inkBooka 8 w pakiecie razem z opakowaniem, wtedy cena znacząco spada, jednak wciąż jest to dodatkowy koszt.

Technikalia i obsługa

Podobnie jak inni przedstawiciele rodziny inkBooka, parametry techniczne Ósemki robią dobre wrażenie. Najważniejszy jest tutaj oczywiście fakt, że producenci oferują nam przekątną ekranu rzędu aż ośmiu cali oraz rozdzielczość 1024x768 pikseli. Należy podkreślić, że mimo swojej wielkości czytnik jest stosunkowo lekki i waży jedynie 258 gram. Dla porównania jego starszy kuzyn, Obsidian, przy przekątnej ekranu sześć cali, ważył 196 gram.

Okazuje się jednak, że poza wielkością pozostałe parametry Ósemki nie różnią się od sześciocalowej wersji inkBooka. Dysponuje ona ośmioma gigabajtami pamięci masowej, wersją 4.2 systemu Android, dwoma rdzeniami procesora głównego o częstotliwości 1 GHz i komunikacją bezprzewodową Wi-Fi. Czytnik posiada również wejście na kartę pamięci microSD, złącze micro USB 2.0 oraz obsługuje następujące formaty e-booków: EPUB, MOBI, PDF, TXT, Adobe DRM, RTF, HTML i FB2.

W porównaniu do wcześniejszej wersji znacząco zmniejszono liczbę przycisków. Ósemka ma ich jedynie dwa i są to: umiejscowiony na górze włącznik oraz okrągły, znajdujący się na środku dolnej części przycisk cofania. Wynika to z faktu, że nowy inkBook przystosowany jest przede wszystkim do interakcji dotykowej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stworzony został na obraz i podobieństwo tabletów – świadczą o tym nie tylko ograniczona ilość przycisków, ale również jego wielkość. Na pewno jest to istotny krok w stronę zadowolenia fanów sprzętów wykorzystujących technologię dotykową.

Podobnie jak w przypadku Obsidiana, interfejs sprawia, że korzystanie z inkBooka 8 staje się niesamowicie instynktowne. W głównym menu znajdują się dwie, wyróżnione zakładki „Ostatnio czytane” oraz „Ostatnio dodane”, dzięki którym bez czasochłonnego przeglądania zasobów pamięci czytnika łatwo dotrzemy do interesującej nas lektury. Ponadto w formie charakterystycznych kafli, które znajdują się na ekranie głównego menu, możemy zajrzeć do naszej biblioteki, zalogować się do systemu Legimi czy przejrzeć dostępne na dysku aplikacje. A jest z czego wybierać! InkBook 8 może posłużyć nam nie tylko jako czytnik, ale również przeglądarka internetowa, notatnik, odtwarzacz muzyczny czy album zdjęciowy. Zresztą – sprawdźcie sami, gdyż Ósemka oferuje możliwość instalacji aplikacji przez użytkowników.

Z poziomu menu głównego możemy również sprawnie i szybko ustawić preferowane natężenie jasności, co bardzo pomaga, jeśli z jasnego pomieszczenia przenosimy się do zdecydowanie ciemniejszego, albo kiedy oświetlenie w pociągu bezlitośnie zgaśnie. Warto tutaj podkreślić, że ekran ósemki sprawuje się znakomicie w każdej sytuacji. Wyświetlacz E Ink Pearl daje doskonałą widoczność zarówno w słoneczny dzień, pochmurne popołudnie, jak i ciemną noc.

Jak czytać? Opcje i możliwości

Jak wspominałam, obsługa Ósemki odbywa się przede wszystkim dotykowo. Podczas lektury wystarczy lekki ruch palcem, by przerzucić kolejną stronę. Nie wszystkim może jednak przypaść do gustu przenikanie tekstu – zanim ostatecznie załaduje nam się treść lektury, przez moment widzimy jeszcze poprzednią stronę, która nakłada się na nową. W przypadku cofania mechanizm jest ten sam – przesuwamy palcem w stronę odwrotną. Natomiast jeśli chcemy wrócić do menu głównego, wystarczy, że klikniemy w przycisk na dole czytnika. Proste? Proste!

Tak samo intuicyjne staje się przejście do mini menu, które otwiera przed nami opcje, umożliwiające przejrzenie zakładek oraz adnotacji. Jedno delikatne naciśnięcie ekranu pozwala zapoznać się z komentarzami do przeczytanych fragmentów tekstu czy przestudiować zakładki, dzięki którym zaznaczyliśmy interesujące nas miejsce w lekturze. Z kolei dłuższe przytrzymanie danego wyrazu na stronie sprawia, że system dokonuje jego zaznaczenia. Dzięki umiejscowionym po boku zaznaczenia kursorom możemy dowolnie przedłużać fragment, obejmując nawet kilka stron. Takiej możliwości nie oferował Obsidian. Zaznaczony tekst można oczywiście podkreślić albo opisać krótką notatką. Do adnotacji oraz podkreśleń mamy następnie dostęp z otwieranego poprzez naciśnięcie ekranu mini menu.

Pozwala ono również na zmianę strony poprzez wpisanie jej numeru w przeznaczone do tego okienko, dostosowanie do swoich potrzeb rozmiaru czcionki, odstępu między wierszami, marginesu oraz zmianę czcionki (do wyboru mamy aż dwadzieścia siedem jej kształtów). Ósemka umożliwia również dowolny obrót ekranu oraz ustawienie automatycznej zmiany stron – cyfrowe kartki mogą „przewracać się” po minimalnie dziesięciu, bądź maksymalnie osiemdziesięciu sekundach. Słowem – inkBook 8, podobnie jak jego starszy brat Obsidian, umożliwia pełną personalizację. Użytkownik może dowolnie zmieniać sposób wyświetlania tekstu tak, by dostosować go do własnych preferencji odbiorczych.

Nie ulega wątpliwości, że pozytywnie na sam proces lektury wpływa wielkość ekranu. Dzięki temu nie tylko sensu nabierają dodatkowe opcje, takie jak zmiana wielkości czcionki, ale również możemy wygodnie czytać na przykład pliki PDF oraz komiksy. Zamieszczone w tekście ilustracje swobodnie mieszczą się na ekranie, pozostając jednocześnie wystarczająco szczegółowymi.

Warto? Sam zdecyduj!

Wydaje się, że inkBook 8 powstał przede wszystkim z myślą o tych odbiorcach, którzy cenią sobie duży ekran wyświetlacza, przy jednoczesnej niewielkiej wadze czytnika. Warto podkreślić, że inne opcje Ósemki niemal nie różnią się od tych, które oferował nam Obsidian – co więcej, to właśnie kuzyn analizowanego czytnika mógł się poszczycić lepszą technologią wyświetlania (E-Ink Carta). Problem z dużymi gabarytami Ósemki jest również taki, że w przeciwieństwie do mniejszych odpowiedników wymaga on nabycia specjalnego etui, bez którego użytkowanie czytnika wiąże się między innymi ryzykiem wypadnięcia z dłoni. Poza tym większy wyświetlacz wiąże się, niestety, z krótszym czasem pracy baterii. Ósemka wymaga więc stałej kontroli użytkownika nad poziomem jej naładowania. Jeśli jednak zależy Wam na komforcie czytania, nie tylko tekstów, ale również komiksów; jeśli jesteście gotowi zapłacić więcej, aby móc delektować się dużym, ośmiocalowym wyświetlaczem – inkBook 8 nie zawiedzie waszych oczekiwań. 



blog comments powered by Disqus