Recenzja książki "Dziewiąty mag"

Autor: Przemek Szymczak
Korekta: Wiktor "Inferre" Dynarski
31 października 2010

Są takie książki, do których czytania trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem, bo inaczej może się to skończyć katastrofą. Jeśli jednak czytelnik przygotuje się na prostą lekturę z absolutnie przewidywalną fabułą, wtedy może dobrze się przy niej zrelaksować. Jednak nawet taka książka musi mieć w sobie kilka rzeczy, które sprawią, że będzie chciało się z nią wygodnie usiąść na kanapie.

„Dziewiąty mag” należy do takich właśnie powieści: prostych i napisanych dla zabawy. Zarówno czytelnika, jak i autorki. Początek jest obiecujący. Okładka zachęca monochromatycznym obrazkiem i wypukłymi literami. Każdą ze stron ozdobiono na brzegach motywem smoczych łusek. Również i historia już na początku przyciąga uwagę czytającego. Tajemnicza i niebezpieczna misja – kto nie czytałby dalej, choćby po to, by dowiedzieć się, na czym miałaby ona polegać?

Zagadka jednak szybko się wyjaśnia i od tej pory nie ma już w książce nic zaskakującego. Fabuła opiera się na najbardziej podstawowych schematach w literaturze fantasy. Intryga szybko ustępuje miejsca wątkowi romantycznego uczucia pomiędzy głównymi bohaterami, Ariel i Marcusem. Szybko staje się ono motorem napędowym dalszej akcji. Myślę, że to właśnie najbardziej przeszkadzało mi w książce – wszystko, co się dzieje, jest pretekstem do opisania zakazanej miłości dwójki głównych bohaterów. Źle pomyślanym pretekstem na dodatek, bo w warstwie fabularnej można znaleźć wiele luk i sztucznie stworzonych problemów. Przykładem może być obowiązujący w wymyślonym przez autorkę świecie zakaz tworzenia związków – główna przeszkoda niepozwalająca spełnić pragnień dwójki głównych bohaterów. Po krótkim zastanowieniu się nietrudno dojść do wniosku, że w świecie, w którym istoty inteligentne czują tak samo jak my, zakaz taki nie miałby szans na wprowadzenie, nie mówiąc już o jego całkowitym przestrzeganiu. „Dziewiąty mag” próbuje zresztą dotknąć kilku ważnych kwestii, takich jak na przykład problem nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn. I byłoby to ciekawe, tym bardziej że temat równouprawnienia (albo jego braku) rzadko poruszany jest w literaturze fantasy. Niestety, autorka stara się ukazać ten problem, opisując sytuacje tak mocno przerysowane, że nie sposób odbierać ich poważnie.

Jest to zresztą część większego trendu, który przewija się przez całą książkę. Czytelnik jest w niej traktowany jako osoba, do której trzeba mówić wolno, wyraźnie i drukowanymi literami. Absolutnie brak w niej subtelności i niedopowiedzeń. Podczas czytania można znaleźć kilka sytuacji, które mogłyby być zabawne, jak chociażby moment, w którym ranny elf zapomina (tak, tak, zapomina) powiedzieć Marcusowi, że osoba, na której poszukiwanie ten ma wyruszyć, jest kobietą. Jednocześnie podczas rozmowy wciąż powtarza się słowo „facet”, żeby nawet najmniej rozgarnięty czytelnik miał szansę zrozumieć, że wytworzy to jakąś komiczną sytuację. Podobne zabiegi powtarzają się zbyt często. Wydaje się, że autorka traktuje czytelników jak osoby niepotrafiące samemu wyciągać wniosków, więc zostawia dla nich wielkie drogowskazy. Niepotrzebnie.

Zdecydowanie najgorszym elementem tej powieści są jednak jej bohaterowie. Na samym początku wydaje się, że postacie są wyraźne. I rzeczywiście, wyróżniają je konkretne cechy, łatwo je od razu zapamiętać i umiejscowić w świecie książki. Jednak w miarę zagłębiania się  w lekturę okazuje się, że postacie nie rozwijają się już dalej. Czytelnik nie ma możliwości poznawania ich, ponieważ określony na początku zestaw cech to już wszystko, czym dana postać się charakteryzuje. A przecież 450 stron to mnóstwo miejsca, by dodać postaciom trochę głębi. Bohaterowie powieści pozostają jednak papierowi i mało wiarygodni. Od początku otrzymują wyraźnie rozpisane role i trzymają się ich do samego końca. Ariel w tym nieznanym sobie świecie wciąż dokonuje niemożliwego, co wprowadza wszystkich w zdumienie. Owszem, my – czytelnicy – lubimy, gdy głównemu bohaterowi udaje się to, co zamierza, bo identyfikujemy się z nim. Ale gdy zdarza się to według tego samego schematu, po raz n-ty, zaczyna być zwyczajnie nudne. Marcus okazuje się ucieleśnieniem męskiego ideału, choć jest bardzo naiwny w sprawach uczuciowych. Ta naiwność zresztą udziela się też Ariel i oboje (choć ona ma już kilkuletnią córkę z nieudanego małżeństwa) zachowują się jak para dzieci z gimnazjum, które przeżywają swoje pierwsze uczucie. Kłótnie, nieporozumienia, absolutny brak umiejętności zinterpretowania zachowania drugiej osoby – wszystko to przypomina źle napisaną komedię romantyczną. I, w sumie, nią właśnie jest. Tym bardziej zaskakuje (a może właśnie nie), że wszystko to okraszone jest językiem rodem z liceum. Wypowiedzi bohaterów nie są w żaden sposób stylizowane, ale to nie w tym tkwi problem. Język, dość często i miejscami niepotrzebnie wulgarny, nie pasuje do klimatu tego świata. Czasami daje to komiczny efekt (zamierzony, jak sądzę), choć rzadko. I wtedy brzmi to źle.

Jeśli jednak czytelnik przebrnie przez 450 stron książki, czeka go zaskakujące zakończenie. Niestety nie jest to związane z żadnym nagłym zwrotem akcji. Książka po prostu kończy się w samym środku akcji, niewiele wyjaśniając i nie kończąc żadnego z wątków. To nie jest nawet zakończenie otwarte, po prostu ma się wrażenie, że nie dodrukowano kilkudziesięciu stron. W ten sposób może skończyć się rozdział, ale nie powieść! Byłoby to zupełnie zrozumiałe, gdyby wydawnictwo Redhorse gdziekolwiek umieściło informację, że „Dziewiąty mag” jest pierwszym tomem opowieści [istotnie, jest to pierwszy tom – przyp. red.]. Tymczasem z przodu, z tyłu okładki, na stronie tytułowej nie ma o tym ani słowa. Jest to ze strony wydawnictwa nie w porządku wobec czytelników. Nie wiem, jaka idea przyświecała temu zabiegowi, ale wykluczam działalność chochlika drukarskiego, ponieważ książka jest wydana zbyt starannie, by zdarzyć się mogło takie przeoczenie.

Przeglądając opinie internautów zauważyłem, że jest całkiem duże grono osób, którym książka się podoba. Tak więc można w niej znaleźć coś pozytywnego. Nie będę zniechęcał nikogo, kto zechce poszukać, ale zrobi to na własną odpowiedzialność.

Dziewiąty mag #1 - Dziewiąty mag

Autor: A.R. Reystone
Wydawnictwo: Red Horse
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 10/2009
Seria wydawnicza: Otchłań
Liczba stron: 456
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60504-42-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus