"Poświęcenie"
Dziewczynka splunęła krwią. Ból szarpał jej wnętrzności, a ona nie potrafiła powiedzieć dość... Jeszcze ten jeden dzień. Zwlokła się z łóżka i obojętnie przeszła obok zmęczonej matki. Już dawno przestała się nią przejmować. Zobojętniała na jej prośby. Natasza miała serce z kamienia. Po prostu pewnego dnia nie udźwignęło tego ogromu miłości, jakim darzyła świat i odmówiło posłuszeństwa. Skurczyło się, pomarszczyło i stwardniało na amen.
Wyglądała na wykończoną. Ledwo chodziła. Była prawie przezroczysta, włosy wychodziły jej garściami, ale nie zwracała na to uwagi. Zdawała sobie sprawę ze swojej odmienności i z tego, że nie ma szansy na normalne życie... Ona miała misję, dlatego świadomie i godnie przyjmowała swoje umieranie... Tak godnie, jak godnie może to przyjąć 13 letnie dziecko.
Z trudem otworzyła drewniane drzwi Przez chwilę, bez protestu przyjmowała ostry ból światła słonecznego. Brakowało jej oddechu, ale oparła się o futrynę i mimo cierpienia uniosła rękę w geście pozdrowienia. Nie otworzyła oczu, ale i tak wiedziała, że przed nią jest tłum, który w milczeniu czeka na jej pozdrowienie. Ludzka masa zafalowała, wprawiając mroźne powietrze w drżenie. Natasza otworzyła zaropiałe oczy. Przed nią, aż po horyzont rozciągało się morze ludzkich nieszczęść... Wszyscy czekali na jej pomoc, cudowne uzdrowienie. Ledwie przeciągnęła wzrokiem po pochylonych głowach, a już wiedziała, że to jest ostatni raz. Nadszedł jej czas. Poczuła jak przenika ja zimno i spokój. Podeszła do pierwszej kobiety...
Nataszę nazywali żywym rentgenem, potrafiła prześwietlać wzrokiem ludzkie dusze, wiedziała, jakie choroby ludzie w sobie noszą...i ona przejmowała je od nich. Świat nie miał przed nią tajemnic. Ogrom tej wiedzy był ponad jej siły. Tyle bólu i zła mieszkało w ludziach. I wszystko to ją raniło, wysysało z niej siły...
Kolejna kupka ludzkiego nieszczęścia. Młody chłopak patrzył na nią niewidzącym wzrokiem, a ona czytała z jego serca historię sieroty, który ze złości na świat podpala ślepe kotki, istoty bardziej bezbronne niż on sam... Natasza słyszy rozpaczliwe miauczenie i czuje swąd palonego ciała. Odwróciła głowę ze wstrętem, a chłopak powstał i odkrył, że widzi. Podeszła do kobiety z dzieckiem na rękach, kobieta nosiła w sobie obrazy wojny, torturowanego męża i palonych domów, ale kobieta przyszła do niej z gnijącym ciałem, nie zatrutą duszą... Natasza upadła. Była coraz bliżej końca. Wyciągnęła rękę do starca, wiedziała, że udusił nowo narodzone dziecko, ale teraz bolała go tylko źle zrośnięta noga... Natasza przestała rozróżniać kształty, zaczęła modlić się bezgłośnie... Nagle poczuła nad sobą znajomy zapach. To jej matka pochylała się nad nią. Wzięła ją na ręce i krzykiem odganiała napierających ludzi. Niosła ją i kierowała się w stronę syberyjskiej tajgi. Nogi kobiety pogrążały się w głębokim śniegu, a gorące łzy obmywały udręczoną twarz Nataszy. Gdy już nie miała więcej siły, uklękła na ziemi, wzięła twarz córki w dłonie i twardym, zdecydowanym głosem, zaczęła mówić:
-Odbieram Ci Twój dar Nataszo. Przejmuję na siebie całe Twoje męczeństwo i nie godzę się na Twoją śmierć... Córko Ty nie odkupisz świata, bo świat nie jest tego wart. Nikt nie wybuduje Ci świątyni i nie wyniesie na ołtarze. Nie pozwalam na to by ludzie się do Ciebie modlili i kierowali w Twą stronę, egoistyczne prośby...Nie chcę byś okupiła to męczeństwem.
Ludzka gromada, pokrzykując i nawołując, biegła przez las. Nagle zatrzymali się i zamilkli. Przed nimi, na ośnieżonej polanie, w bezwzględnym i trupim blasku księżyca klęczała skamieniała postać. Zastygła w pozie bezgranicznej, bezwarunkowej, matczynej miłości. Swą zszarzałą twarz kierowała w stronę nieba, jakby obwiniając je za okrutne milczenie. Kościstymi dłońmi tuliła do serca wycieńczoną dziewczynkę, która po raz pierwszy w życiu uśmiechała się beztrosko...
Sklep
Forum