Zbrodnia jak zegarek - recenzja "Przyjdź i zgiń" Agathy Christie

Autor: Darek Czywilis
4 stycznia 2008

Młoda stenotypistka przypadkiem natrafia na zwłoki mężczyzny w mieszkaniu, w którym miała przepisywać listy. Miejsce zbrodni pełne jest zegarów wskazujących tą samą godzinę, właścicielka mieszkania – niewidoma staruszka – zarzeka się, że nie miała nigdy do czynienia z denatem. Również przypadek sprawia, że w trakcie panicznej ucieczki z miejsca zbrodni owa stenotypistka zderza się z młodym agentem brytyjskiego wywiadu. Colin Lamb z kolei trafia przypadkiem na ulicę, na której popełniono morderstwo, gdyż podejrzewa iż tam właśnie ma swoją siedzibę wroga agentura...

Recepta na książkę Agathy Christie wydaje się być prosta do bólu – kilka pozornie niezwiązanych logicznie ze sobą wydarzeń nagle splata się, wywlekając przy okazji na światło dzienne rodzinne tajemnice, skrywane kompleksy i pretensje. Akcja osadzona w realiach powojennej Wielkiej Brytanii, gdzie konserwatywny, skostniały światek starej arystokracji jest pod permanentnym naciskiem ze strony hałaśliwej moderny. Wszystko to jest bardzo proste, ale całkowicie niepodrabialne. Dlatego też bez względu na to ile rozwiązań fabularnych będzie się powtarzać, fani książek Christie zawsze będą się bawić tak samo dobrze. Zwłaszcza, że wobec użycia różnych aktorów i innego tła, schemat fabularny stosowany przez angielską pisarkę za każdym razem wygląda świeżo i interesująco.

A co z tymi, którzy twórczości Pierwszej Damy Kryminału nie znają lub nie przepadają za nią? Ci powinni docenić przede wszystkim dobrą robotę tłumaczki Krystyny Bockenheim, która idealnie oddała niuanse języka i sposobu formułowania myśli przez kolejnych bohaterów, pokrywając wszystko lekką patyną staroświeckości i uprzejmości. Takie tłumaczenia są wartością samą w sobie, zwłaszcza w dobie myślenia schematami rodem z kina Tarantino. Równie wartościowe mogą się okazać wątki kryminalne w powieści. Pierwszy ma wydźwięk międzynarodowo–szpiegowski, a drugi – jak najbardziej lokalny i wiąże się ze starannie skrywanymi rodzinnymi tajemnicami. Dobre dla osób, które lubią kilka równoległych historii w ramach jednej fabuły.

Osobiście uważam wątek szpiegowski za najsłabszą część książki. Widać, że Christie była mistrzynią w opisywaniu zależności funkcjonujących w ramach małej, zamkniętych społeczności. Kiedy zaś przyszło do zastąpienia pojedynczych osób całymi państwami, to nastrój zaczyna się sypać jak domek z kart. Historia siatki agentów osadzonych w willowej dzielnicy nie ma ani odpowiedniego suspensu, ani sensownego zakończenia i wygląda jakby była doczepiona na siłę. Ocena jest tym surowsza, że wątek ten przeszkadza w poukładaniu sobie porządnie zagmatwanego wątku głównego i wyodrębnienia właściwych kawałków układanki. A układanie jest i tak utrudnione ze względu na permanentne gapiostwo Colina Lamba i jego rozdarcie pomiędzy pracą agenta a zainteresowanie rozwojem wydarzeń wiążących się z piękną Sheilą Webb – głównym świadkiem i podejrzaną w sprawie tajemniczego morderstwa na Wilbraham Crescent. Dobrze chociaż, że w odwodzie pozostaje niezawodny Herkules Poirot – stary, zmęczony i marudny, ale błyskotliwy jak zawsze.

Mimo niezadowolenia z poszczególnych wątków nie uważam Przyjdź i zgiń za złą powieść. Ma w sobie dość uroku, zmusza też do wysiłku przynajmniej kilka szarych komórek. Nie jest to jednak arcydzieło na miarę Dziesięciu Murzynków, głównie ze względu na nierówności fabuły i stylu. Ciekawe co by wyszło, gdyby Christie skupiła się w swojej książce wyłącznie na rozwiązywaniu morderstwa na Wilbraham Crescent...

Przyjdź i zgiń

Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2007
Format: 142 x 202 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7469-457-5
Cena z okładki: 19 zł


blog comments powered by Disqus