Recenzja książki "Wieloryb, czyli przypadek obiektywny"
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 31,40 zł
Od czasu do czasu każdy czytelnik, nawet jeśli na co dzień porusza się między Dostojewskim a Proustem, ma ochotę na książkę, przy której będzie mógł się odprężyć. Okazję do takiej właśnie lektury daje „Wieloryb czyli przypadek obiektywny” Agnieszki Taborskiej. Co więcej, jest to lektura, która umożliwia spędzenie kilku bardzo przyjemnych godzin, ale nie pozwala na wyłączenie myślenia.
„Wieloryb…” to zbiór anegdot i obserwacji zapisanych przez autorkę w krótkich, jedno- lub dwustronicowych historiach, nie zawsze zakończonych wyraźną puentą. Każda (dosłownie) z przytoczonych historii jest ciekawa. Dzieje się tak w dużej mierze dzięki narracji, której podstawą jest subtelne poczucie humoru autorki. Świetnie dopasowuje się ono do opisywanych sytuacji, w których element komiczny rzadko jest oczywisty. Jednocześnie teksty Taborskiej są komentarzem dotyczącym sposobu myślenia ludzi, którzy wciąż i wszędzie, czy to w Polsce, we Francji, czy w Stanach, tworzą logiczne paradoksy, wykręcają prostą, zdawałoby się, logikę swoich działań tak, że stają się one zakręcone niczym wstęga Möbiusa. W efekcie powstają anegdoty, które po przeczytaniu wydają się dziwne, choć nie od razu jest oczywistym, dlaczego. Zdaje się, że Agnieszka Taborska specjalnie poszukuje sytuacji, w których, zgodnie z teorią surrealizmu, zachowaniem ludzi kieruje coś więcej niż świadome myślenie. Rzeczywiście, gdy się nad tym zastanowić, wiele z wydarzeń opisanych przez autorkę wydaje się przebiegać raczej zgodnie z logiką snu.
Czytając książkę, odkrywamy też za tekstami ich autorkę. „Wieloryb...” jest więc poniekąd autoportretem. Jednakże bliżej mu do portretu chińskiego, gdzie poszczególne przedmioty, zjawiska itp. odpowiadają jakiejś ludzkiej cesze, niż do typowej autobiografii. Pomimo tego trzeba przyznać, że po przeczytaniu książki możemy powiedzieć, iż właśnie byliśmy na spotkaniu z Agnieszką Taborską, nawet jeśli nie zamieniliśmy z nią ani słowa.
Teksty są krótkie, czyta się je dosłownie w chwilę. Gdy już skończy się jeden z nich, coś podpowiada zdradziecko: „Zaraz wrócę do zmywania/nauki/pracy. Jeszcze tylko jedna historia”. I tak mija piętnaście minut, potem znów piętnaście. Książka potrafi niezwykle silnie wciągnąć. Każda kolejna strona kusi krótkim tekstem, a rozbudzona ciekawość każe dowiedzieć się, o czym będzie następna anegdota.
Książka ma bardzo minimalistyczną szatę graficzną. O ile wewnątrz to nie przeszkadza, o tyle okładka wydaje się jednak mocno uboga. Wewnątrz znajdują się rysunki Mieczysława Wasilewskiego, niebędące ilustracjami tekstów, ale wpisujące się bardzo dobrze w klimat książki. Graficznie prace te oscylują gdzieś pomiędzy dynamicznymi rysunkami Picassa przedstawiającymi toreadorów a precyzją japońskiej kaligrafii.
„Wieloryb...” jest książką, która może zapewnić inteligentną rozrywkę. Jest też ciekawym zobrazowaniem działania teorii surrealizmu w praktyce. I wreszcie – ta książka to zbiór bardzo dobrze dobranych tekstów, co wcale nie jest takie proste, jak się wydaje. Wyszukanie odpowiednich wydarzeń i opisanie ich w ciekawy sposób bywa czasami o wiele trudniejsze niż wymyślenie ich. Nie ma jednak rzeczy idealnych i książka ta z pewnością ma jakieś wady. Trudno je jednak znaleźć, bo rozpocząwszy lekturę, czytelnik zatapia się w historiach Taborskiej całkowicie. Pozostawimy więc szukanie wad tym naprawdę dociekliwym, podczas gdy my, którzy już książkę przeczytaliśmy, wrócimy jeszcze raz do tych kilku bądź kilkunastu ulubionych historii.
Wieloryb czyli przypadek obiektywny
Autor: Agnieszka TaborskaWydawnictwo: Czarne
Miejsce wydania: Wołowiec
Wydanie polskie: 6/2010
Liczba stron: 168
Format: 145x210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7536-203-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 38 zł
Sklep
Forum