"Kamień"


-Powiedziałem, że nie! Nie będę jechał na tą pieprzoną działkę!- głos taty brzmiał coraz groźniej.

Spróbowałam go namówić jeszcze raz.

-Ale wujek chciałby cię zobaczyć! Raz do roku przyjeżdża z tej całej Holandii do Polski głównie po to, żeby nas zobaczyć! Ostatnim razem, jak przyjechał to byłeś z nami i było jakoś dobrze!

-Wtedy to było wtedy. Jest inaczej...

-Jak to inaczej? Teraz będziemy jechać tak jak zawsze! Będę ja, mama i Tomek.

-Przymknij się z Tomkiem...- ojciec łyknął piwo i zapalił szluga.

-O co ci znowu chodzi? Tomek to twój syn.

-Chuja mam, a nie syna! Miał być z niego piłkarz, a wyszedł kaleka, co nawet do kibla sam nie może pójść.

-On przecież ma wózek...

-Zamknij się i spieprzaj stąd!

:: źródło ilustracji ::

Poczułam na twarzy mocne uderzenie, po czym bez słowa wróciłam do swojego pokoju. Kij tacie w oko za to...

Nastrój poprawił mi widok mojego brata malującego kolejny pejzaż. Uwielbiałam momenty, kiedy Tomek przelewał swoją duszę na płótno. Te jego precyzyjne ruchy pędzla i bezbłędne zachowanie proporcji... Chyba tylko ja i mama doceniałyśmy sztukę Tomka najbardziej z całej rodziny i uważałyśmy też, że chłopak mimo swojej.... hmmm... dysfunkcji ma cel życia i dobrze wykorzystywał swoje atuty.

Właśnie obserwowałam jak Tomek malował statek na morzu, kiedy ten odwrócił do mnie głowę.

-Co tam obczajasz?- spytał z uśmiechem.- Podoba ci się?

-No pewnie, bardzo!- kiwnęłam głową.- Ale czy nie słyszałeś...

-...Ojca, który znowu strzela focha? Olać go! Mi on do szczęścia nie jest potrzebny. Tobie chyba też.

-Skłamałam, że wujek Paweł chce się z nim widzieć.

Brat wybuchnął śmiechem.

-Dziwisz się?- wyszczerzył na maksa zęby. Przecież kłamstwo widać po tobie od razu!

-Oj nooo- jęknęłam czując się jak idiotka.- Noo, ale lepiej mi powiedz, co tam jeszcze namalujesz na tym obrazie.

-Tutaj, na niebie, namaluję ciebie jeżdżacą na różowym jednorożcu, który strtzela laserami z oczu.

Zdziwiłam się i zaczęłam się zastanawiać, czy mówi serio.

-No przecież żartuję!- powiedział po chyba minucie ciszy.- To ma być niespodzianka. A teraz zmykaj, bo Jackiego trzeba wyprowadzić!

„Kiedy się nauczę rozumieć ten jego humor?”zapytałam siebie w myślach i wyszłam z psem na spacer.

Wróciłam po kilku godzinach. A to łażenie z psem po całym parku, a to zmywanie naczyń po obiedzie, a to mycie łazienki, mycie okien w salonie, ścieranie kurzy i... jakoś tak czas zleciał.

Zapadł już wieczór.

Wpadłam sprawdzić jak idzie Tomkowi. Gdy zobaczyłam prawie skończony obraz opadła mi szczęka. Co prawda na niebie nie był na nim namalowany jednorożec ze mną, tylko księżyc, ale to nie byle jaki księżyc, tylko przecudna pełnia w poświacie. Rany, to był chyba najlepszy obraz, jaki namalował brat! No, albo przynajmniej jeden z najlepszych.

Po moich „ochach” i „achach” przyszedł czas kolacji, a później ćwiczeń rehabilitacyjnych Tomka. Zawsze to ja z nim je wykonywałam. Mimo, że trwały one godzinę, to i tak nie było drętwo. Zawsze się mogliśmy z bratem powymieniać jakimiś kawałami czy plotkami. Po rehabilitacji przyszedł czas na moje ćwiczenia. Nie, nie! Ja byłam sprawna, ale chciałam podrasować sobie co nieco bicepsy. A najfajniejsze było to, że... Tomek ćwiczył razem ze mną.

Skubany nie miał dość swoich ćwiczeń! W sumie fajny był to widok dla mnie. Zawsze do ćwiczeń brat ściągał koszulkę i rozpuszczał włosy, które tylko trochę zasłaniały jego tatuaże na



blog comments powered by Disqus