"The Bullets"


:: źródło ::

W miasteczku Fog było jak zwykle nieco wietrznie, a słońce było schowane gdzieś za gęstą powłoką ciemnych chmur. Bezpański kot przemykał przez kolejną pustą uliczkę, a czarne ptaki zasiedliły słupy i kable telefoniczne. Plastikowa siatka, która zaczepiła się o gałąź jednego z rosnących w okolicy drzew tańczyła do gwizdania wiatru. Pozostałe po niedawnym deszczu kałuże odbijały obraz ciemno pomalowanych budynków.

O tej porze dnia wszystkie dzieci uczyły się w szkole, a dorośli zarabiali na życie. W jednym tylko domu świeciło się światło. Przez jego okno na parterze można było zauważyć mężczyznę, który najwyraźniej był czymś bardzo zajęty, ponieważ wyraz jego twarzy wskazywał na skupienie i stres. Od czasu do czasu odwracał głowę i jakby patrzył na kogoś lub coś, czego nie można było zobaczyć z zewnątrz.

Ellen po raz kolejny uderzyła pięścią w ścianę.

-Czy ty zawsze musisz być taką ślamazarą, James?- z irytacją spojrzała na swojego męża, który w tym czasie wkładał kolejną rzecz do torby podróżnej.- Że też musiałeś odłożyć to na ostatnia chwilę. Na przygotowanie się do wyjazdu miałeś całe dwa dni!

-Uspokój się, na litość boską!- odpowiedział mężczyzna nie przestając pakować.- Jesteś jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Powinnaś wyluzować. Dla dobra swojego i Adama.

James miał rację. Odkąd Ellen zaszła w ciążę, na którą długo czekała, faktycznie stała się szczególne drażliwa na wszystko, co nie szło po jej myśli. Kiedy ostatnio James przygotował jej mrożoną kawę rozpłakała się i zganiła go za to, że nie dodał kostki mlecznej czekolady na szczyt porcji bitej śmietany, którą kawa była przykryta.

Oczywiście szybko zapomniała o tym incydencie i  po godzinie leżała w objęciach męża oglądając ich ulubiony film.

Po usłyszeniu imienia nadanego swojemu nienarodzonemu jeszcze synowi Ellen uspokoiła się i na jej twarzy zagościł uśmiech. Oparłszy głowę o ścianę zaczęła wspominać dzień, w którym dowiedziała się, że jest w ciąży.

Kiedy minął kolejny tydzień, odkąd miesiączka powinna się pojawić, a nie pojawiła się, poszła do lekarza.

Po krótkim wywiadzie i badaniu ginekolog stwierdził, że zaszła w ciążę.

-Nareszcie!- powiedziała jakby do siebie Ellen będąc jeszcze w gabinecie. I zaczęła opowiadać

Lekarz popatrzył się na rozradowaną kobietę i również się uśmiechnął, a następnie rozchylił usta jakby chciał coś do niej powiedzieć. Nie, pomyślał lekarz, jednak nie będę przeszkadzać w prowadzeniu tego jakże pięknego monologu. Niech się kobiecinka nacieszy. W momencie kiedy Ellen skończyła opowieść o tym, jak długo starała się, żeby ten dzień nadszedł, lekarz zaczął mówić o nowym stylu życia, w którym od teraz musiała stosować.

-Ocknij się, Ellen!- zaśmiał się James przerywając pstryknięciem palcami wspominki żony. – Wszystko już spakowałem. Możemy już jechać…

-Jaaaames!- powiedziała wyrwana jakby z transu, po czym przytuliła się do niego.- Dobrze, że już skończyłeś, ale wiesz co? Mam ochotę na coś słodkiego. Jedźmy do jakiejś knajpki, gdzie serwują lody i gofry. Tak! Tego mi trzeba!

James jeszcze raz uśmiechnął się, po czym kiwnął głową.- Dobrze, a kiedy już osłodzisz sobie to straszne jak diabli życie pojedziemy do Ipswich.

-No to wio!- klasnęła w dłonie Ellen, po czym razem z mężem zaczęła się szykować do wyjścia.

 

***

Rob Nutt, szef miejscowej mafii naprawdę bardzo lubił swoich podwładnych. W ciągu kilku lat wspólnej działalności zawiązała się braterska więź między nim, a pozostałymi ośmioma współpracownikami. Rob był dla nich jak ojciec i brat.

Pomagał prawie we wszystkim.

Niedługo po upływie dziesięciolecia znajomości coś się jednak popsuło w relacjach tych gangsterów. Wkrótce okazało się, że w gronie swoich przyjaciół jest jedna czarna owca, którą był capo o imieniu Louis. Nikt do końca nie wiedział, o co chodziło w sporze między Robem a nim. Plotki, które krążyły pośród pozostałych mafiosów mówiły, że Louis zaczął pracować dla innej rodziny, a don się o tym dowiedział. Cokolwiek by to nie było, Rob nie puścił płazem tego występku. Było mnóstwo rzeczy, które tolerował, jednak były i takie, które były przez niego zakazane. Ostatni wyczyn Louisa niestety zaliczał się do grupy tych zabronionych. Na niekorzyść capo był również fakt, że jego siostra, Audrey, była w związku z donem. Jako jego dziewczyna była między innymi powiernicą, a także pewnego rodzaju szpiegiem. Pomimo, że Louis bardzo kochał swoją siostrę, ona nie czuła tej bliskości. Łatwo było jej więc mówić o jego niecnych planach, które don zamierzał pokrzyżować. Oczywiście Louis niczego się nie domyślał, ponieważ Audrey świetnie udawała niewiele wiedzącą studentkę psychologii, która była tylko narzeczoną jego szefa. Dlatego też zwierzał się jej z niemalże wszystkiego, a następnie ona przekazywała to Robowi. Tak było i tym razem.

-…I wtedy odpowiedział mi, że wyjeżdża do Ipswich. - Audrey skończyła składać swój raport i uśmiechnęła się subtelnie.

-Kiedy?- Rob złożył kolejny pocałunek na szyi swojej lubej.

-Dziś, około trzynastej…

Don podniósł się i usiadł na brzegu łóżka. Wyraz jego twarzy wskazywał na lekkie zmieszanie.

-Trzeba będzie szybko zadzwonić do reszty.- powiedział wyjmując telefon z kieszeni.- Mamy niecałe trzy godziny, żeby złapać Louisa.

-Co zamierzasz z nim zrobić?

-Zatańczyć z nim tango na szczycie Mount Everest, a po wszystkim chcę podarować mu trochę ołowianych figurek. Takich małych, żeby nie mógł odmówić ich przyjęcia.

-Ależ pan jest szlachetny, panie Robercie!- Audrey objęła tors kochanka i pocałowała w kark, co spowodowało u niego ciche jęknięcie.

-Przypomnij mi jeszcze, Audrey, jaki jest samochód twojego braciszka?

-Czarny Scandieng. Kiedyś przyjechałam nim do Ciebie.

-Ach, już wiem, który! Przy okazji właśnie mi przypomniałaś tamten dzień. Mmm, był naprawdę niezły…

-Racja, racja…- mruknęła Audrey i zeszła z łóżka, a następnie uklękła między nogami Roba i wyszczerzyła się.

-Nie teraz, kocie.- powiedział don gładząc włosy dziewczyny.- Muszę załatwić potańcówkę z Louisem.

Kobieta kiwnęła głową i położyła się z powrotem na łóżku, po czym zaczęła przeglądać gazetę.

Rob wybrał numer i zadzwonił.

 

***

Ellen właśnie skończyła jeść pucharek lodów. Czwarta gałka odznaczyła się czekoladową plamą na jej policzku. Trzecia ubrudziła jej bluzkę, a dwie poprzednie nie miały okazji zatrzymać się nigdzie indziej jak tylko w żołądku, ponieważ kobieta szybko je pochłaniała. Spojrzenie na uśmiechniętego męża przerzuciła na porcję gofrów z bitą śmietaną i sosem czekoladowym. Z radością sięgnęła po jednego z nich i chichocząc ugryzła go. W pewnym momencie zobaczyła, że James wyciągnął z plecaka swój aparat i próbuje jej teraz zrobić zdjęcie.

-Oszalałeś?- spytała ze śmiechem odkładając gofra z powrotem na talerz. – Kiepsko teraz wyglądam! Nie możesz mnie sfotografować w takiej chwili!

-A właśnie, że wyglądasz bardzo fajnie! Proszę, nie przeszkadzaj sobie w konsumpcji.- powiedział James i również zaczął się śmiać. –O, proszę! Kolejna plama! Twój policzek to czekoladowa galeria sztuki Picassa!

Ellen parsknęła i wytarła siebie sos.

-Dobra, panie fotografie- powiedziała zaczynając jeść już drugiego gofra.- Jak tylko skończę jeść to w trybie natychmiastowym jedziemy do Ipswich.

 

***

- Macie być przy Reem Road dopóty, dopóki nie zobaczycie czarnego Scandienga. Kiedy tylko ta bryka będzie w zasięgu waszych spluw, strzelajcie do niej ile wlezie. Starajcie się mierzyć w przednią szybę, ewentualnie koła.

-Jasne, Rob!- powiedział sgarrista Andrew Leafe. – O tej porze będzie tam mały ruch. Razem z Danny’m załatwimy to raz dwa. W razie czego dam ci znać przez telefon…

-Jak spieprzycie tą robotę to możecie pożegnać się pieniędzmi na ten miesiąc. Dodatkowo będziecie musieli jechać do Ipswich, żeby odnaleźć Louisa i wtedy go zabić.

-Tak, szefie, wiemy- powiedzieli jednocześnie obaj gangsterzy posmutniałym nieco głosem.

-Dobra, chłopcy, ruszać dupy w troki! Nie ma już wiele czasu… - pstryknął palcami Rob, po czym wyciągnął z kieszeni spodni pudełko tabaki. Następnie nasypał jej sobie trochę na dłoń i wciągnął obiema dziurkami nosa.

Andrew i Danny wyszli.

***

-Co za rzęch jest z tego samochodu! Jakim cudem go kupiliśmy?

- Nowy czarny Scandieng- James uniósł lekko brwi nie przestając patrzeć się na drogę.- Czy mi się wydaje, czy sama chciałaś ten model?

-No tak, chciałam, ale zobacz, jak on wolno jedzie!

-Przestań, Ellen. Silnik jest popsuty dopiero od wczoraj, a ty narzekasz, jakby to było dwa lata… Obiecuję, że jak wrócimy z Ipswich szybko oddam ten samochód do naprawy.

-To jest oczywiste!- żachnęła się Ellen obgryzając kolejny paznokieć.- A propos Ipswich to jestem ciekawa, czy mama upiekła dla mnie te cudne orzechowe muffinki.

-Zawsze, kiedy przyjeżdżamy do twoich rodziców one, jeszcze ciepłe czekają na ciebie, więc tym razem też będą.

-Masz rację! Nie ma co się nad tym dłużej zastanawiać. Już niedługo pożrę te babeczki niczym zwierz!

-Żeby tylko zwykła zwierzyna!- zaśmiał się James i nieco mocniej nacisnął pedał gazu.

 

***

Przez Reem Road przejeżdżało w tej chwili trzy albo cztery samochody na minutę, dlatego też jechały szybko.

Andrew i Danny zaczaili się w opuszczonym budynku, który stał kilkadziesiąt metrów od drogi. Będąc na drugim piętrze ruiny Andrew wyglądał przez okno, które wychodziło na początek ulicy, a Danny oglądał zostawiony w tym pomieszczeniu kalendarz z nagimi modelkami.

Leafe podniósł swój karabin ustawiając go na framudze okna i dalej obserwował ruch na drodze. Na jego nieszczęście nie widział pasażerów przejeżdżających aut.

-Ale ta kobitka ma cycki!- westchnął głośno Danny oglądając zdjęcie modelki pozującej na trawie przy jeziorze.

-Zamknij się i chodź tu natychmiast!- Andrew zrobił gest ręką, żeby podszedł do okna.

-Jedzie czarny Scandieng!- powiedział jakby z podnieceniem.- Myślisz, że to na pewno Louis?

-Nie wiele osób może pozwolić sobie na zakup takiego samochodu! Fog nie jest miastem o bardzo bogatej społeczności. Poza tym spójrz na zegarek. Widzisz? Czas się zgadza. To musi być Louis! On miał tyle forsy, że mógł kupić nawet trzy takie auta!

-Dobra, Danny, ucisz się już. Potrzebuję skupienia…- Andrew wycelował w opony jadącego auta.

 

***

Pani Elderson wyjęła z piekarnika orzechowe muffinki i położyła je na stole. Cudownie pachną, pomyślała układając babeczki na dużym porcelanowym talerzu.

Kiedy kobieta wyszła z kuchni do salonu żeby usiąść na swoim ulubionym fotelu i poczytać gazetę, zobaczyła, że jej będący tam mąż pakował coś do torebki na prezenty.

-Co tam masz, Steve?- spytała z zaciekawieniem i podeszła do niego.

-To jest ubranko i smoczek dla Adama. Pewnie Ellen kupiła już dużo takich rzeczy, jednak kolejny ciuszek nie zaszkodzi, a jak jeden smoczek się zgubi to ten będzie zapasowy.- odpowiedział pan Elderson.

-Albo może też dać go Jamesowi!- zaśmiała się kobieta siadając na fotelu.- Trzeba przyznać, że Ellen znalazła sobie uroczego męża. Jak ich syn będzie taki sam jak on, to z pewnością trzeba będzie kupować dużo jedzenia i zabawek!

-Zabawek?

-James ma talent do niszczenia i gubienia różnych rzeczy, dlatego wydaje kupę pieniędzy na nowe gadżety. Ponadto je tak dużo jak zmordowany pracą górnik.

-Silny i szczupły chłopak z niego jest! Oby Adam też miał te mięśnie gdy dorośnie. Jestem też ciekaw, do kogo on będzie bardziej podobny.

-To się okaże za trzy miesiące!- powiedziała ze wzruszeniem Dorothy.- Tymczasem czekajmy, na dzisiejszy przyjazd Ellen. Muffinki już na nią czekają!

A ty, Steve, schowaj gdzieś ten prezent….

Mężczyzna pokiwał głową i ukrył torebkę za dużą doniczką z kwiatkiem, która znajdowała się obok sofy. Pan Elderson wiedział, że i tym razem jego córka zapragnie siedzieć na tym właśnie meblu, ponieważ był jej ulubionym miejscem do siedzenia i plotkowania. Po schowaniu prezentu usiadł blisko żony i włączył telewizor. Na ekranie pojawił się kanał z wiadomościami.

-Znowu był jakiś wypadek…- westchnął pan Elderson widząc jakiś leżący w rowie samochód, a obok niego radiowóz, pogotowie i straż pożarną.

-Przełącz na coś dokumentalnego. Kojarzę, że na którymś kanale leci program o wikingach.

Mężczyzna usłuchał i rytmicznie zaczął wciskać przycisk na pilocie.

***

Przy Reem Road pakowano ciało Ellen do plastikowego worka.



blog comments powered by Disqus