Recenzja książki "Malujemy Fantasy: Wróżki i elfy"
Nie mamy chyba w naszym języku słowa, które jednoznacznie określałoby istotę taką jak fearie. Wróżka wielu ludziom kojarzy się raczej ze szklaną kulą, a elf z dumnymi wojownikami z Lothlorien. Tytuł recenzowanej książki z konieczności jest więc czymś zastępczym.
Analogicznie jest, niestety, z jej treścią. „Malujemy fantasy” to seria, która w założeniu ma być pomocą dla osób rysujących i malujących obrazy związane tematycznie z literaturą fantasy. Każda z tych książek przedstawia prace jednego wybranego ilustratora. Na ich przykładzie czytelnikom udzielane są wskazówki, jak narysować dany obrazek. Jednak porady są dość lakoniczne i wiele rzeczy zostaje przemilczanych, więc książka przekazuje zbyt mało wiedzy, by można było uznać ją za podręcznik dla adeptów sztuk plastycznych. Jednocześnie jest ładnie wydana, ale rysunków w niej jest za mało, aby mogła stanowić atrakcyjny artbook.
Dla kogo więc jest przeznaczona ta pozycja? Ciężko jest znaleźć dla niej idealnego odbiorcę. Używany w niej nieskomplikowany język, nierozbudowane komentarze, szata graficzna, jak również tematyka wskazują, że czytelnikiem ma być osoba młoda, powiedzmy w wieku szkolnym. Książkę bardziej przegląda się niż czyta, w związku z czym nie zanudzi ona nikogo, kto chciałby od razu rozpocząć rysowanie.
Tu pojawia się jednak kolejne pytanie. Jaki rysownik najbardziej na tym wydawnictwie skorzysta? Z pewnością nie może to być osoba początkująca – w książce nie ma ani jednej wskazówki dotyczącej prawideł rysowania istoty ludzkiej (ta wiedza jest tu najistotniejsza, jako że głównym motywem przedstawianych rysunków są wizerunki wróżek). Z jednej strony to zupełnie zrozumiałe, w końcu opisanie nawet podstawowych zasad wymagałoby prawdopodobnie więcej stron niż ma cała opisywana tu książka. Wciśnięcie w jej treść strony czy dwóch, zawierających kilka wskazówek, mijałoby się z celem. Byłoby to za mało, by dobrze nauczyć czytelnika rysować ludzi, a zajęłoby niepotrzebnie miejsce. Stawiający pierwsze kroki w rysowaniu muszą więc być świadomi tego, że kupując którąkolwiek pozycję z serii „Malujemy fantasy”, otrzymują tylko suplement, który w żaden sposób nie da im podstaw potrzebnych, by wykonać zawarte w nim rysunki.
Załóżmy więc, że książkę otwiera rysownik, który potrafi już bez większych problemów nakreślić na papierze poprawnie wyglądającą istotę ludzką. Ktoś rysujący na tym poziomie prawdopodobnie dawno poradził sobie z problemami, które poruszone są w książce. Rady tam zawarte, typu „szkic rysujemy ołówkiem 2H”, nie na wiele się zdadzą osobie, która już od dłuższego czasu wykonuje rysunki i szkice wspomnianym ołówkiem, lub też innym, najbardziej odpowiadającym jej preferencjom i stylowi. Możliwe, że dla takich osób pomocne będą niektóre uwagi podsuwające pomysły na konkretne rozwiązania: na jednej ze stron pokazane są np. przykładowe fryzury, jakie mieć mogą postacie, i rysownik może wzorować się na nich. Jednakże podobne przykłady może znaleźć chociażby kartkując kolorowe pisma o modzie lub o życiu gwiazd.
Książka zawiera kilka porad, którym jednak brakuje rozwinięcia. Przekazują one czytelnikowi za mało wiadomości. Informacja, że szkic należy wykonać wspomnianym ołówkiem 2H, nie wystarczy. Powinno wyjaśnić się również dlaczego akurat ten typ ołówka ma zostać użyty. Wystarczyłoby przykładowo dodać dwa lub trzy krótkie zdania jego charakterystyki. Dzięki temu mniej doświadczony czytelnik miałby świadomość tego, jaki efekt może uzyskać, wykorzystując daną technikę.
Jako podręcznik służący do nauki rysowania „Malujemy fantasy: wróżki i elfy” nie sprawdza się. Jeśli uznać go za książkę mającą stanowić inspirację, także od razu nasuwają się pewne uwagi. Tytułowe wróżki i elfy przedstawione są w podręczniku bardzo stereotypowo. Nie wychodzi on poza ogólnie przyjęty kanon. Nie jest to wadą, choć mnie osobiście brakuje w nim kreatywności, zachęty do puszczenia wodzy wyobraźni. Krótkie informacje o świecie wróżek mogą stanowić początek historii, którą czytelnik pociągnie dalej lub zmodyfikuje, tworząc swoją własną, ale same w sobie są niezbyt ciekawe.
Na koniec pora powiedzieć kilka słów o samych obrazkach. Są sympatyczne, przedstawione na nich wróżki są narysowane ładnie, kolory dobrane harmonijnie. Szkoda trochę, że na rysunkach niewiele się dzieje – większość z nich to statyczne portrety poszczególnych wróżek i elfów, niewiele tam interakcji między postaciami, żadnej ukrytej w obrazie historii. Zdaję sobie jednak sprawę, że w tej chwili zaczynam już zwyczajne marudzenie, aczkolwiek miło byłoby, gdyby przedstawione w książce prace były bardziej różnorodne.
Nie potrafię wskazać konkretnej grupy czytelników, dla której „Malujemy fantasy: wróżki i elfy” byłoby książką wartą polecenia. Jeśli jednak macie ochotę podpatrzeć, jak rysują inni, lub też interesuje Was świat fearies i szukacie dla siebie inspiracji, możecie sięgnąć po tę książkę. Pozostałym czytelnikom, zanim to zrobią, radzę zastanowić się nad tym, czy znajdą tam to, czego potrzebują.
Wróżki i elfy
Autor: Amandine LabarreTłumaczenie: Magdalena Sołtys
Wydawnictwo: RM
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2009
Seria wydawnicza: Malujemy fantasy
Liczba stron: 64
Format: 210x295 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 978-83-7243-706-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Sklep
Forum