"Ptaki"


Symbole miesięcy zmieniały się, aż pojawił się symbol Świętego Początku. Szkatułka wyemitowała z siebie krótki błysk i znowu wydawała się martwa. Kenardo stał wystraszony przez chwilę, aż usłyszał za sobą szelest gałęzi. Obejrzał się, akurat w chwili, gdy martwy ptak spadł na ziemię. Po chwili spadł drugi i trzeci, a potem jeszcze kilka nieopodal. Ostrożnie podszedł do najbliższego martwego zwierzęcia i w momencie, gdy je podnosił, ostatni ptasi zewłok spadł mu na kark.

- Aaa! - przestraszony łowca nie zdążył stłumić krzyku. Drzewa poniosły jego głos hen daleko, w nienaturalnie teraz cichy las.

Kenardo chwycił truchło ptaka i pędem ruszył przed siebie. Po kilkunastu minutach szybkiego biegu, zwolnił i od tej pory szedł ostrożnie, zacierając uważnie swoje ślady. Zmęczenie i kilkudniowe niewyspanie dawało mu się we znaki. Tuż przed świtem dotarł do naturalnej polany, sprawdził ją dokładnie i po upewnieniu się, że tym razem nie czeka na niego żadna pułapka, przygotował miejsce do spania.

Dopiero teraz, gdy odeszła adrenalina, zdał sobie sprawę, że tajemnicza szkatułka, zabijająca ptaki, została w miejscu, w którym ją odrzucił, gdy nagle błysnęła. Wyjął ze swego worka, martwego ptaka i zaczął mu się przyglądać. Zwierzę miało zeszklone, twarde oczy, a jego ciało było zesztywniałe. Łowca z ledwością mógł poruszyć jego skrzydłami, a przecież nawet mimo wycieńczenia, nie był słabym człowiekiem. To musiała być jakaś potężna magia - pomyślał - skoro nie tylko uśmierciła wszystkie ptaki w okolicy, ale i częściowo zmieniła je w kamień. Ten nie nadaje się nawet do zjedzenia - przeszło mu przez głowę i dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo jest głodny.

Jeszcze tylko z ciekawości, rozciął ptaka swoim nożem, by przekonać się, że jego wnętrzności również uległy magii szkatułki-pułapki i obecnie składają się tylko z ciemnego, poskręcanego ni to metalu, ni to kamienia. Odrzucił zabite zwierzę od siebie i położył się spać. Po chwili wzeszło słońce. Jeden z jego promieni padł na martwe ciało nieopodal łowcy. Ptak ruszył skrzydłem, a jego oczy ponownie nabrały blasku życia. Trwało to jednak tylko kilka sekund, po czym jego ciało rozsypało się w pył.

Kenardo obudził się koło południa. Szybko sprawdził, czy nic się nie zmieniło w okolicy i przeciągnął się. Zapomniał o martwym zwierzęciu, myślał teraz o swoim śnie i głosie, który usłyszał, a który mógł być przepowiednią. Przez chwilę zastanawiał się, co mogłaby ona znaczyć i jakie były jej dokładne słowa, chyba coś jak "Sprawdzić ponownie obszar. Wykryto wybuch masetowy. Stan energii zero. Sonda niesprawna. Samozniszczenie". Powinien udać się do wyroczni w Nhuc Leahroen po wyjaśnienie. To mogło być ważne dla całego świata, w którym przyszło mu żyć. Świata, który nie był już tak prosty jak kiedyś.

 

niedziela, 28 stycznia 2001, © by Soulless



blog comments powered by Disqus