"Wyzwanie"
Wyczepiłem się zaraz po zbombardowaniu reklamą CiMech C., w sam raz by zdążyć na doskonałe pałeczki Natturli o smaku zachodzącego sklepienia kaplicy Sysktyńskiej. Dwadzieścia smutnych kresek zaraz zamieniło się w maskaradę udającą tego uśmiechniętego Mikołaja, od wygasłego wulkanu Nasamuto Kuato. Depilatory z niezwykłą gracją zdradziły mnie z najlepszym syntetycznym zwojem, który czekał na wyrok w sprawie McDouglas kontra Sentenence XIV na poziomie uprawnień do eksploatacji praw do koloru udającego syntetyczne kwiaty Ms Diverse. Obróciłem się na swoim, zdemoralizowanym ciągłym kontaktem z dolnymi partiami mego ciała siedzidle, wmaskowanym w zewnętrzną ścianę, pokrytą pożywnymi światłowcami systemu L&L Co., odruchowo głaszcząc psota, leniwie opalającego się w amplustrze, na które wymieniłem się kiedyś z dworcami końcowymi kolejki naziemnej St. Louis - St. Louis Jr.. Zmieniłem jednorazowe wkłady nosowe z nowym dotleniaczem BrIeXtra, stare rzucając na dywochłon i obserwując chwilę jak zamienia je w proste składniki odżywcze dla mego biompa. Wszedłem w ścianobiór i czekając, aż pokryje mnie najmodniejszym triflexem, wymieniłem swoje paznokcie na staromodny typ VamNailZ z prostymi czujnikami biopola. Może był to anachronizm, ale zawsze wolałem wiedzieć, czy ściskam ludzką dłoń. Zrezygnowałem z zalewania triflexem oczu i założyłem chromokulary Straight2H mimetujące ruchy gałek ocznych mijanych osób. Wylewając się ze ścianobioru na zewnątrz, przejrzałem najnowsze wersje doceniaczy estetycznych Samco&Son i wybrałem bieżący transfer modelu YouR14Me na środkowy triflex, jednocześnie na zewnętrzny nakładając średniozmienną wersję MłodyGniewnyLepiejNiePodskakuj i dowieszony średni wibromiecz NasakiTech, doprawiając ostrze nie wytartą kroplą OxyFerru. Już wjeżdżając symschodami do poziomu subulicy, wpiąłem w swe eWłosy drabinkę izraelskiego fichipa. Wtajemniczonym moja ranga mówiła, że jeśli nie ma się Naprawdę Ważnego Powodu, to lepiej udawać, że się mnie nie widziało i skasować swoje cyboczy. Niewtajemniczonymi już od dawna nie musiałem się przejmować. Jestem Magiem Koordynatorem dwudziestej drugiej edycji symnetu i byle trafoboy mi nie podskoczy. Odruchowo wrzuciłem analizę hormonów, skojarzoną z tą podnoszącą samoocenę myślą do kieszeni syntetyzera Championi200, tak by zdążył przygotować replikę chemiczną na chwilę, kiedy będzie mi naprawdę potrzebna. To nie była już zabawa w wojny korpo w symnecie. Szedłem na prawdziwą randkę.
czwartek, 12 października 2000, by Soulless
Sklep
Forum