"Kocioł" (fragment)
Sobotni wieczór w knajpie zapowiadał się cholernie miło. Na zewnątrz dął wiatr, chwilami zacinał deszcz. W środku było cudownie przytulnie. W starym żeliwnym piecyku typu koza buzował ogień, z magnetofonu sączyła się delikatnie pieszcząca uszy muzyczka disco-polo. Piwo chłodziło się w potężnej ruskiej lodówce. Z zaplecza buchał sycący zapach szaszłyków z nutrii smażonych na starym oleju.
Semen siedział wygodnie rozparty za stołem. Mundur rosyjskiej kawalerii z pierwszej światowej poprzecierał się nieco na łokciach a z przodu zdobiły go plamy piwa, ale i tak wysoka postać starca robiła wrażenie. Grupka słuchaczy sączyła z kufli słuchając piętnasty raz z rzędu opowieści z wojny w Mandżurii. Opowieść za każdym razem wzbogacana była o nowe ciekawe elementy i w miarę jak wzmagał się kompleks kombatancki starca jego oddział zdobywał coraz większe łupy i coraz bardziej zbliżał się do Pekinu.
Drzwi odtworzyły się i do środka wniknął przemoczony niemal na wylot Józef. Odetchnął głęboko ciepłym powietrzem nasączonym mile wonnym dymem sportów i ekstra mocnych... Przepchał się do kontuaru, wziął sobie piwo z kostkami lodu. Nigdy wcześniej takiego nie próbował, a ajent powiedział że to najnowsza zagraniczna moda i w najlepszych lokalach tak podają. Miło było sączyć złocisty napój że świadomością że w zwykłej wiejskiej knajpie człowiek obsługiwany jest niczym w jakimś szeratonie...
Józef opróżniając powoli porcję osiadł się do stolika starego kozaka. Ten zakończył opowieść tradycyjnie. Straszliwą jatką w której polegli wszyscy jego towarzysze broni a tylko on z cząstką łupów zdołał ujść cało.
- Nie widziałeś Jakuba? - zagadnął przybysz.
Semen odstawił na stół dziesiąty pusty kufel.
- Dzisiaj go nie było - wyjaśnił
- Nie wiesz gdzie jest?
Kozak wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia - powiedział. - Może go diabli wzięli...
*
Diabli wzięli Jakuba z zaskoczenia. Rąbał właśnie drewno na paliwo do kotła z bimbrem gdy nieoczekiwanie huknęło, powiało siarką i na jego podwórzu pojawili się dwaj kosmaci kolesie. Egzorcysta obrzucił ich uważnym spojrzeniem po czym wrócił do pracy. Wyższy bies chrząknął delikatnie.
- Czego? - zagadnął uprzejmie gospodarz.
- Jak by to powiedzieć - zaczął diabeł - Nazywam się Asmodeusz...
- Po naszemu Smoluch - poinformował go Jakub życzliwie po czym rozwalił solidny pniak jednym mocnym uderzeniem topora. Tydzień temu odkrył, że sproszkowana viagra, zmieszana z olejem maszynowym i wtarta w skórę utwardza mięśnie. Wprawdzie sporo Ukraińcy chcieli za te niebieskie tabletki ale opłaciło się. W życiu nie miał takiej pary w łapie.
- Smoluch? - skonfundowany diabeł popatrzył na kumpla.
Ten odpowiedział mu równie zaskoczonym spojrzeniem. Jakub rozwalił jednym cisem gruby dębowy konar.
- Przysyła nas Boruta - wyjaśnił niższy z diabłów.
- I czego chce ten palant? - zapytał Jakub.
Zebrał naręcze polan i wszedł do szopy gdzie na palenisku czekał już potężny blaszany kocioł z zacierem.
- A wiec Boruta... - zaczął niższy diabeł.
Egzorcysta złapał o zręcznym ruchem za kark, zgiął w pół i potężnie szarpnął za ogon. Bies zionął ogniem prosto w palenisko. Drewka zajęły się płomieniem.
- Dziękuję za współpracę - staruszek otrzepał ręce z sadzy.
Diabeł złapał się za nasadę ogona i jęknął.
- A więc mamy problem - powiedział wyższy z diabłów na wszelki wypadek odsuwając się o krok.
- Znacie moje warunki finansowe - rzekł spokojnie gospodarz. - Płatność złotem albo walutą połowa z góry, połowa po robocie...
- Trochę się nie zrozumieliśmy - bąknął niższy ciągle masując ogon.
- Jak nie przyszliscie mnie wynająć to po cholerę dupę zawracacie? - zdenerwował się Jakub.
- Widzisz Jakub dostaliśmy pewne nazwijmy to polecenie służbowe...
- Że co? - zdumiał się egzorcysta. - Gadaj jaśniej do cholery.
- A o czym tu gadać - wzruszył ramionami Asmodeusz.
Jego pomocnik wyciągnął z kieszeni kij do bejsbola i przyładował Jakubowi w łeb. Smoluch strzepnął wielkim czarnym workiem i zręcznie wtłoczywszy egzorcystę do środka zarzucił podwładnemu na plecy.
- Eins, zwei, draj - mruknął i oba diabły wraz z pakunkiem zapadły się w ziemię.
W szopie unosił się jeszcze przez chwilę zapach siarki a potem i on się rozwiał.
*
Posadzka z czarnego bazaltu lekko drgnęła gdy oba diabły zmaterializowały się na jej powierzchni.
- Nareszcie w domu - Kusy ze wzruszeniem wciągnął przesycone siarką i dymem powietrze.
Nieoczekiwanie wydał dźwięk jak nagle odkorkowany zlew. Na jego wargach pojawiła się krew i runął na twarz. Worek pękł z trzaskiem i wygramolił się z niego egzorcysta. Jednym ruchem wyciągnął bagnet od kałasznikowa z pleców leżącego i wytarł go o rękaw swojej SS-mańskiej kurtki.
- Ja cię nauczę pałą w łeb walić - kopnął lezącego.
Asmodeusz cofnął się o krok i wciągnąwszy z palca antenkę zadzwonił po pogotowie. Właśnie kończył rozmawiać gdy coś ostrego ukłuło go w mostek.
- A ty co, też chcesz pierdziel obskoczyć? - warknął Wędrowycz. - Gdzie ja do cholery jestem?
- W piekle - poinformował go szatan.
- Widzę - parsknął egzorcysta. - Tylko po jaką cholerę?
W tej chwili nadbiegło dwu sanitariuszy z noszami. Jeden pochylił się nad zarżniętym.
- Rana cięta zadana posrebrzonym poświęconym ostrzem - raportował przez telefon komórkowy. - Przygotować blok reanimacyjny...
- Wyjdzie z tego? - zaniepokoił się Asmodeusz.
- Tak, serce mu sklonujemy nowe, ale będzie potrzebował wielu miesięcy rehabilitacji.
- Cholera. Idziemy - zwrócił się do Jakuba.
Ale więźnia już tam nie było...
*
Egzorcysta ostrożnie wyjrzał z pomieszczenia na szczotki. Syrena alarmowa ciągle wyła. Chyba zauważono jego ucieczkę. Obciągnął na sobie SS-mańską kurtkę. Jak zauważył wielu funkcjonariuszy tu takie nosiło, a w półmroku brak rogów na szczęście nie był specjalnie widoczny.
- Kurde gdzie tu może być winda na górę? - zastanowił się. - Trza by kogoś przydusić to może wyśpiewa...
Po kamiennej posadzce zadudniły buciory. Spory oddział najwyraźniej biegł na jego poszukiwania.
- Głupie kutasy - mruknął sam do siebie. - Ano rozglądnijmy się...
Korytarz kończył się masywnymi wrotami. Wybiegały spod nich tory kolejki.
-Centralny Ośrodek Resocjalizacji Grzeszników I.N.F.E.R.N.O. Dystrykt Polska. Wydział Przypadków Beznadziejnych - odcyfrował z tabliczki. - kierownik J. Boruta.
Pchnął wierzeje.
- Hasło, okazać przepustkę - warknął stróżujący po ich drugiej stronie diabeł.
W ułamek sekundy później leżał na ziemi z jakubowym bagnetem w sercu, sprawiony jak wieprzek..
- Takie coś mogą zregenerować - mruknął egzorcysta. - No jasne diabły są nieśmiertelne... ale ciekawe jak u nich z częściami zamiennymi...
Wyciął kilkanaście narządów wewnętrznych i wrzucił do kosza na śmieci stojącego pod ścianą. Następnie zawlókł ciało do pakamery. Upitolił głowę w położył ją na torach w nadziei ze niebawem najedzie pociąg.
- Dobra - mruknął.
Przyczepił sobie obciachany wrogowi ogon i trzymając w dłoni znalezioną w kieszeni tamtego przepustkę wrócił do drzwi. Wszedł śmiało do środka.
- Hy sporo tych beznadziejnych resocjalizantów - mruknął.
W ogromnej hali wykutej w czarnych bazaltowych skałach płonęło wiele ogni. Dym i para trochę przesłaniały widok. Tory biegły środkiem sali. W połowie jej długości, jakiś kilometr od miejsca w którym stał, potępieńcy rozładowywali pociąg z węglem. Kotły ciągnęły się w kilkunastu rzędach. Były płaskie, miały co najwyżej półtora metra wysokości ale bardzo szerokie. Jakubowi przypomniał się od razu składany basen który widział w jednym supermarkecie. Pod kotłami płonął ogień. W kotłach gotowali się grzesznicy. Inni widocznie już częściowo zresocjalizowani podkładali do ognia dziarsko machając łopatami. W pierwszej chwili sądził że grzeszników nikt nie pilnuje ale zaraz spostrzegł swoją pomyłkę. Przy paleniskach kręcili się zarówno obozowi kapo jak i diabły z widłami w rękach.
- Aha - mruknął. - Dobra. Do windy i chodu... Właśnie którędyś muszą ich ładować...
Ruszył możliwie zacienioną alejką biegnącą pomiędzy kotłami. Nieoczekiwanie złowił uchem czyjś znajomy głos. Obrócił głowę.
- Kubuś, wnusiu - ryczał łysy staruszek zanurzony w ukropie.
- Dziadek? - zdumiał się Jakub. -wiedział ze jego dziadek był straszną szują i wysoce prawdopodobnie było ze trafi do piekła, ale żeby zaraz na oddział przypadków beznadziejnych?
Podszedł bliżej.
- Gdzie? - odepchnął go wachman - Rozmowa z więźniami wzbroniona. A tak w ogóle to kto ty jesteś?
- Sekundkę - powiedział Jakub do dziadka - Muszę tu wyjaśnić jedno zabawne nieporozumienie...
Prawy sierpowy, wzmocniony viagrą, zadany lekko z dołu zbił kapo z nóg. Padając uderzył się głową o krawędź gara.
- Co do cholery? - zaczął i zaraz umilkł bo Wędrowycz zdekapitował go szpadlem.
Zwłoki wepchnął do paleniska, w ślad za nimi kopnął głowę i dla pewności dorzucił jeszcze dwie szufle węgla.
- No i czego się dziadek wydzierasz? - egzorcysta zwrócił się do swojego przodka.
- Kubuś wyciągnij mnie stąd... - poprosił stary lizusowskim głosem..
- Tak, teraz to Kubuś, a kto zwinął złoto? - odwarknął
- Jakie złoto? - nieszczerze zdziwił się stary.
- Jak to jakie? - wściekł się Wędrowycz - Tu złamasie, całe oszczędności tatki i stryjka zwinąłeś i zwiałeś...
- Daruj wnusiu to chciałem na konto w Szwajcarii wpłacić... Zresztą co ty byś z nimi zrobił? A mi by się przydały...
- Wszystko przechlałeś co?
- Co za idiotyczne podejrzenia... Zresztą było minęło, tu i tak forsa nie będzie ci potrzebna - stary uśmiechnął się złośliwie. - Za co wsadzili?
- A cholera ich wie - mruknął Jakub. - Słuchaj muszę już lecieć...
- Chyba mnie tak nie zostawisz - na twarzy dziadka odmalowało się szczere zdumienie.
- Należy ci się stary pierdzielu.
Jakub odwrócił się na pięcie i uszył naprzód.
- Stój! Powiem gdzie je schowałem - darł się dziadek.
- Za późno - odkrzyknął. - Sam zarobiłem.
Niespodziewanie wpadł na kogoś.
- I jak spotkanko rodzinne? - zapytał Asmodeusz.
- Miło było - mruknął Jakub.
Ciał bagnetem od spodu usiłując trafić w tętnicę udową ale diabeł zręcznie uskoczył i wytrącił mu nóż...
- Niegrzeczny chłopiec - powiedział z naganą.
- W tej części piekła trzymacie tylko Polaków? - zainteresował się egzorcysta.
- Tylko.
- To dziadka powinniście przenieść do sektora ukraińskiego - mruknął.
- Jak wypełniał ankietę personalną twierdził że narodowość polska - mruknął strażnik. - Test językowy i kontrolę stężenia alkoholu we krwi przeszedł bez trudu...
Zorientował się ze mówi do powietrza. Więzień znowu zniknął.
koniec fragmentu
Sklep
Forum