Powrót do przeszłości
Jakoś tak wyszło, że przywykłem kojarzyć Andrzeja Pilipiuka przez pryzmat Jakuba Wędrowycza: sympatycznego pijaka, a w razie potrzeby lokalnego supermana (czy też superchłopa), który a to kosmicie tyłek skopie, a to niecnego bandytę pognębi, a to świetny zacier pod bimber uczyni. Wędrowycz to swego rodzaju ikona – zawadiacki antybohater, którego nie sposób nie polubić i który zarazem jest tak bardzo swojski i „nasz”, że prawie zęby od tego bolą. Teraz jednak, kiedy najnowsze dziecko Pilipiuka czyli cykl „Oko Jelenia” rośnie, rośnie i rosnąć przestać nie potrafi, będę musiał przewartościować pewne ze swoich przyzwyczajeń. Kto wie, czy w przyszłości mówiąc „Pilipiuk” nie będę myślał „Oko Jelenia”. Oto bowiem na rynku pojawił się już tom czwarty, pod wielce intrygującym tytułem „Pan Wilków”, i… wcale nie ostatni. Końca bowiem nadal nie widać.
Zanim jednak z zazdrości poczerwienieją latynoamerykańscy producenci niekończących się telenowel, zobaczmy co najnowsza odsłona „Oka Jelenia” wnosi nie tylko do cyklu, ale i do życia przeciętnego czytelnika.
Pod względem fabularnym mamy tutaj oczywiście kontynuację dotychczasowych wątków, które leniwie lecz konsekwentnie rosną i tężeją. W poprzednim odcinku byliśmy świadkami czegoś, co od biedy można by uznać za unicestwienie Marka i Heli, co wraz ze śmiercią ich młodego towarzysza oznaczało, iż kontynuacji nie będzie. Zapewne każdy czytelnik zdawał sobie jednak sprawę z faktu, że rzeczone wydarzenia były niczym innym jak tylko pisarską strategią czy też sprytną fatamorganą. Pilipliuk przyśpieszył, udramatyzował akcję i nakierował ją na nowe tory, po których toczy się ona w „Panu Wilków”. I rzec można, że w końcu doczekaliśmy się pewnych konkretów. Jakimś cudem Pilipiukowi udało się nas przeprowadzić przez trzy poprzednie tomy niemal nie uchylając rąbka tajemnicy. Wraz z Markiem, Staszkiem i Helą mogliśmy się jedynie domyślać, co jest grane. W części czwartej poznajemy wreszcie jednego z głównych Złych Doktorków – skojarzenie z Bondem mile widziane, choćby z racji ponurej przyszłości, na którą owi animatorzy niegodziwości są skazani. Tytułowy Pan Wilków jest rozgrywającym w tej grze. Przybył z przyszłości, ma za sobą świetną technologię, a przed sobą ambitne cele. Czy podoła połączonym siłom (proszę się nie śmiać) Eskimosów i Hanzy? Do akcji wraca Staszek, ożywiony ze śmierci i rzucony w sam środek pełnego niebezpieczeństw wiru wydarzeń. Na chwilę odpocząć mogą Hela i Marek, którzy oczywiście wcale nie zginęli, lecz po niewartych wspomnienia przygodach trafiają do spokojnego Gdańska.
„Pan Wilków” nie przynosi odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nadal liczne są wątpliwości, ale czytelnik po raz pierwszy może mieć świadomość, że w końcu chwycił wiatr w żagle. W przeciwieństwie do fabuły, rewolucji nie uległy technikalia pisarskie. „Pan Wilków” spisany został tym samym stylem, który z podziwu godną konsekwencją służył wznoszeniu poprzednich tomów. Jest więc tutaj odrobina humoru – ze wskazaniem na słowo „odrobina” – ale nie on jest najistotniejszy. „Pan Wilków”, podobnie jak cały cykl, to powieść przygodowa i to w klasycznym sensie. Pilipiuk opisuje nie tylko dramatyczne wydarzenia, ale snuje opowieść o życiu codziennym bohaterów rzuconych wbrew własnej woli w inny wiek. Zmuszeni zrewidować swoje podejście do życia i dostosować się do nowych-starych realiów, bohaterowie muszą nie tylko przetrwać, ale i wykonać swoje zadanie. Jedno i drugie nie jest proste. Wyzwaniem okazuje się zapewnienie suchego i ciepłego kąta do spania, żywności, leków. Nie da się ukryć, że Pilipiuk potraktował temat bardzo kompleksowo. Nie zadowolił się pojechaniem po łebkach. Utopił w cyklu całkiem konkretny kawałek wiedzy o dawnych czasach, dzięki czemu książkę czyta się niemalże jak encyklopedię lub podręcznik historyczny. Wiedza autora i umiejętność jej przekazania zasługują na szczery podziw, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Na niekorzyść można więc wymienić momentami nadmierną intelektualizację powieści i zbyt sztuczną konstrukcję portretów psychologicznych bohaterów. Weźmy na przykład Marka vel Markusa, który mimo czwartego tomu na karku nadal się wszystkiemu dziwi. Nużące stają się także jego monologi wewnętrzne, w których wyjaśnia własne postępowanie bądź spiera się z sumieniem, niewybaczającym mu najlżejszych nawet potknięć, na które uwagi nie zwróciłby pewnie przeciętny czytelnik książki. Takiego podejścia ganić oczywiście nie można, ale konwencja gatunku także ma swoje prawa.
„Pan Wilków” to kontynuacja udana, ale… tylko kontynuacja. Tak to już jest, że czwartego tomu większej całości nie da się ocenić indywidualnie. Jest częścią cyklu, który z konieczności należy uśrednić. „Oko Jelenia”, nawet przy takim uśrednieniu, jawi się jako seria nie tylko bardzo ciekawa, ale i na swój sposób wartościowa. Najważniejsze, że nadal dobrze się ją czyta i że łatwo się w nią „zapaść”. Z pożytkiem dla spędzonego w ten sposób czasu.
Oko Jelenia #4 - Pan Wilków
Autor: Andrzej PilipiukOkładka: Paweł Zaręba
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2/2009
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-069-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
Sklep
Forum