"Komnata wiedzy" - fragment #4 z książki "Władca Czasu: Archipelag"
Rozdział czwarty
Komnata wiedzy
Następne dni w Domu Magów płynęły Dawidowi wartko. Wstawał wypoczęty, ciekaw wszystkiego, co go otaczało. Co rano w komnacie wiedzy uczył się myślomowy. Gdy Kiona zaprowadziła go tam po raz pierwszy, komnata wydała mu się pusta.
- Jest taka, jak twój umysł - powiedziała ze śmiechem.
Dawid uznał do za dowód pyszałkowatości i zaciskając zęby przysiągł sobie, że w niedługim czasie prześcignie w umiejętnościach córkę maga. Wytrwale ćwiczył przed magicznym lustrem, które odczytywało jego myśli i jednocześnie zmieniając ich sens, odpowiadało coraz trudniejszymi zagadkami. On jednak w lot pojmował i rozwiązywał te zadania, tak że w miesiąc później zaskoczył Kionę, która pokpiwając z niego w myślach, sama nagle znalazła się w niezłych opałach. Od tej pory, jeśli nawet z niego żartowała, więcej w tym było życzliwości i podziwu dla jego zapału w doskonaleniu magicznych praktyk.
Altus, który rzadko zaglądał do komnaty wiedzy, zjawił się tam pewnego dnia i długo przyglądał ćwiczącemu Dawidowi. Chłopiec początkowo nie zauważył jego obecności, a gdy wreszcie go spostrzegł, zmieszał się bardzo, zastanawiając się, jak długo mag jest w komnacie i czy był świadkiem przekomarzania się z lustrem. Dawid, który zawsze miał głowę nabitą różnymi zwariowanymi pomysłami, wymyślił bowiem grę. Polegała ona na wysyłaniu w myślach wyrazu z żądaniem, aby go skrócić. Wysyłał słowo "wtorek" i oczekiwał w odpowiedzi wyrazu krótszego o jedną literę. Lustro odpowiadało "worek". Dawid skracał słowo jeszcze bardziej, przesyłając "krew". Kto nie potrafił skrócić, przegrywał. Od pewnego czasu lustro coraz częściej sygnalizowało błyskiem niemożność sensownego skrócenia wyrazu.
- Brawo! - Altus trzykrotnie klasnął w dłonie, dając wyraz swojemu zadowoleniu z postępów ucznia. - Wygląda na to, że potrafisz wystarczająco dużo, aby opuścić Dom Magów.
- Mam opuścić Dom Magów? Dlaczego?!
- Och, nie rób takiej miny! - uspokoił go Altus. - Ćwiczenia z lustrem wyraźnie już nie wystarczają, pora ruszyć między ludzi. Pomożesz Kionie w zakupach. W połowie tygodnia odbywa się w miasteczku targ. To doskonała okazja, aby wypróbować twoje nowe umiejętności. Potrzebna ci będzie jednak ochrona. Nie możemy ryzykować. W takie dni ulice pełne są obcych. Wśród nich kręci się wielu magów, czarodziejów i...
- ... cieni... - Dawid bez najmniejszego trudu odczytał to w myślomowie.
- Właśnie! - potwierdził Altus. - To prawdziwi łowcy! Nierzadko więc udaje im się uprowadzać uczniów, a nawet początkujących magów.
- Napadają na czarnoksiężników? Dlaczego?
- Ponieważ sami nie posiadając magicznych zdolności, swych ofiar poszukują wśród tych, którzy liznęli co nieco magii i czarów. Ci nieszczęśnicy latami tkają dla nich czar iluzji i przemiany, co umożliwia cieniom wkradanie się do miasta.
- Ale po co, skoro i tak bronią go potężne zaklęcia i czary? Czyż nie na tym polega równowaga?
- Na tym! - zgodził się mag i z nieskrywanym zadowoleniem przyglądał się temu piegowatemu, rudowłosemu chłopcu, który w ciągu kilku tygodni zdobył wiedzę, na jaką inni potrzebowaliby roku. Mistrz Earn miał rację, chłopak zapowiada się na nie lada czarodzieja!
Tej ostatniej myśli Altus nie pozwolił Dawidowi odczytać - nie chciał, aby przewróciło mu się w głowie. Powiedział natomiast coś, co Dawid zapamiętał na długo.
- Oni tylko czyhają, aby znaleźć okazję i osłabić moc chroniącą Mu. Dlatego, póki nie będziesz potrafił zadbać o siebie sam, noś to!
Altus zdjął z szyi mały złoty talizman i zawiesił go na piersi Dawida.
- Nie zdejmuj go w żadnym wypadku ani nie pozwól dotykać!
- Kionie też?
- Kiona jest czarodziejką i sama wie, co wolno, a czego nie!
Altus gwałtownie uciął rozmowę, cofnął się o krok i rozpłynął w powietrzu.
Było to dziwne zachowanie, w Domu Magów ani on, ani Kiona, jeśli nie było to konieczne, nie korzystali z magicznych sposobów. Dawidowi przemknęło przez głowę, że być może coś się musiało stać, ale zaraz o tym zapomniał. Jego uwagę przykuł bowiem talizman, a właściwie wyryty na nim znak. Miał kształt słońca, zdumiewająco podobny do tego, jaki Dawid wyrysował w swojej Księdze magii. Przez moment zastanawiał się, gdzie podziała się Księga i postanowił, że po powrocie do gościnnej komnaty odnajdzie ją i porówna oba znaki.
Ponieważ do końca ćwiczeń z myślomowy pozostało jeszcze trochę czasu, piasek w klepsydrze przesypał się zaledwie na trzy czwarte, usiadł więc naprzeciw lustra i aż przetarł oczy. Odbicie komnaty wiedzy wyglądało teraz zupełnie inaczej. W głębi zwierciadła pod ścianami stały ciężkie, dębowe szafy i regały wypełnione starymi, oprawionymi w skórę księgami.
- Co jest?! - krzyknął, zerkając jednocześnie do tyłu. Po jego stronie komnata była nadal pusta.
Czyżby magiczny przedmiot pokazywał coś, czego nie widział, albo to, czego w ogóle nie było?
Niechcący dotknął dłonią talizmanu. Lustro drgnęło i zafalowało, pokazując teraz wyłącznie jego samego.
"Talizman - ależ tak!"- W ułamku sekundy Dawid doznał olśnienia. Ostrożnie rozwarł palce, uważnie obserwując zwierciadło. Ledwo wypuścił talizman z dłoni, wypchane książkami szafy i regały wróciły na swoje miejsce. Dlaczego jednak widział je tylko w lustrze?
Jego rozmyślania przerwał tupot nóg. Do komnaty wpadła zdyszana i zarumieniona Kiona.
- Chodź szybko, zobaczysz coś, czego jeszcze nie widziałeś!
- Właśnie zobaczyłem - Dawid wskazał ręką lustro. - Pokój pełen jest książek, których nie ma!
- Ach to! Daj spokój! - Kiona machnęła ręką. - Przecież to biblioteka! Zawsze tu była!
- Była?
- Jasne! Była i jest, ale nie mogłeś jej zobaczyć, bo nie nosiłeś talizmanu. To wszystko przez niego. Ma moc ochronną i trochę wzmacnia magiczne widzenie. - Dziewczyna podeszła do pustej ściany i wydobyła z niej opasłą, oprawiona w czerwoną skórę księgę.
Dawid wyciągnął po nią rękę, ale Kiona cofnęła się o krok i przesuwając palcem po złoconych literach, przeczytała: - Rozmnażanie i hodowla bazyliszków. Gdybyś kiedyś jej potrzebował, już wiesz, gdzie tego szukać! - powiedziała z drwiącym uśmieszkiem i szybko wstawiła księgę na niewidoczną półkę.
- A teraz chodźmy - ponagliła - smoki nie będą czekać!
- Żartujesz - Dawid spojrzał na nią z niedowierzaniem.
Potrząsnęła głową.
- Właśnie zaczęły się pierwsze loty. Wylęgły się ubiegłej nocy.
Zbiegli na podwórze, a potem krętymi schodami wdrapali się na wysoką kamienną wieżę. Zjawili się tam w samą porę. Na horyzoncie, ponad spienionymi morskimi falami, w niezdarnym locie próbowały swych sił młode smoki. Leciały z wyspy Hver, okrążając Mu od południa. Stado prowadziła wielka smoczyca uważnie pilnując, by się nie rozproszyło. Ogromnymi, błoniastymi skrzydłami delikatnie zaganiała maruderów i oddalających się śmiałków. Na przemian też wydmuchiwała obłoki dymu i ognia, zachęcając młode, by ją naśladowały. Niektóre z nich na podobieństwo matki starały się wyrzucać ze swych nozdrzy płomienie, ale kończyło się to jedynie na mizernych parsknięciach, po których na niebie pozostawały małe obłoczki pary.
Smoki zbliżyły się do skalistego wybrzeża wyspy Mu i gdy zdawało się, że przelecą nad miastem, gwałtownie zawróciły, jakby zderzyły się z niewidoczną ścianą.
Dawid zastanawiał się, co je powstrzymało, gdy ręka maga Altusa spoczęła na jego ramieniu.
- To magiczna sieć związana przed laty zaklęciami arcymaga Earna. Jeszcze nikomu nie udało się przez nią przedostać. Jest odporna na czary i zaklęcia i jak dotąd żadnemu czarownikowi ani magicznemu stworzeniu nie udało się znaleźć jej początku.
- Jak to?
- Zwyczajnie! - Kiona odprowadziła wzrokiem znikające za skałami smocze stado i odwróciła się do Dawida. - Każda sieć ma swój początek i w tym właśnie tkwi jej siła i tajemnica. Ktokolwiek chciałby ją zniszczyć, musiałby najpierw znaleźć jej początek. Czyżbyś chciał go szukać?
- Czemu nie? - odpowiedział na zaczepkę Dawid. Nie lubił, jak Kiona z niego kpiła. W swej zapalczywości gotów był przyjąć każde jej wyzwanie. Jeśli chciała go upokorzyć przed Altusem, to jej się prawie udało.
Mag spojrzał na chłopca z taką uwagą, jakby chciał poznać nie tylko wszystkie jego myśli, ale i przyszłe czyny. Po czym westchnął głęboko i rzekł:
- Wracajmy! Już po wszystkim.
Dawid rzucił jeszcze okiem na spienione u stóp wieży morze, na puste niebo, na którym unosiła się już tylko rzednąca smuga dymu, jedyny ślad po smokach, i szybko zbiegł za Altusem i Kioną. Dogonił ich, a potem ścigali się z Kioną aż do samego dołu. Dotarł tam pierwszy, ciesząc się, że chociaż w tym okazał się od niej lepszym.
Tego wieczoru kolację jedli tylko we dwoje. Mag Altus, zajęty swoimi sprawami, wypłynął samotnie w morze. Niewykluczone, że chciał sprawdzić sieć Earna, jej stan i wytrzymałość przed spodziewanymi atakami smoków. Kto wie? Dawid widział malutką łódkę dzielnie walczącą z falami. Jej żagiel wydymał magiczny wiatr, pozwalający Altusowi bezpiecznie opływać skaliste zatoczki. Wiele by dał, aby posiąść taką moc i umiejętności i robić z nich użytek.
Jedząc bez słowa kolację, rozmyślał o tym, wykorzystując jednocześnie to, czego się nauczył. Gdy tylko wkroczył do kuchni, użył zaklęcia solferino, blokującego dostęp do jego myśli. Był pewien, że Kiona będzie próbowała obejść zaklęcie, ale Dawid nie po to godzinami wysiadywał przed lustrem w komnacie wiedzy, aby pozwolić jej się kontrolować.
Zrozumiała to i podsuwając mu talerz z pysznymi ciasteczkami mango, mruknęła pojednawczo:
- Mam wrażenie, że się obraziłeś!
- Mam wrażenie, że chciałaś mnie obrazić - odpowiedział tym samym tonem, zastanawiając się, czy sięgnąć po ciasteczko.
- Poczęstuj się - powiedziała, biorąc chrupkie pachnące słoneczko. - Są wyjątkowo dobre.
Po chwili wahania sięgnął po nie i pozwolił mu rozpływać się w ustach. Równie trudno, jak jej rzec "przepraszam", przychodziło mu powiedzieć "dziękuję".
Władca Czasu #2 - Archipelag
Autor: Andrzej ŻakWydawnictwo: Videograf II
Miejsce wydania: Chorzów
Wydanie polskie: 3/2006
Liczba stron: 224
Format: 150x210 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788371834615
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,90 zł
Sklep
Forum