"Dostaniesz czas na zemstę"

Autor: Anna Celska

   Usłyszał  ciche pukanie do drzwi. Wstał z łóżka i szybko nałożył sutannę.

    – Ojcze, coś się stało? – zapytał, kiedy w półmroku korytarza ujrzał zmęczoną twarz proboszcza. Staruszek powiesił lampę na haku. Rzucała mdły, żółty blask uwydatniając głębokie zmarszczki na jego twarzy.

    – Przyjechali ludzie z Grabownicy. Złapali dziewczynę. Mówią, że nawiedzona. Trzymają ją w pustym spichlerzu. Jedź, trzeba coś z tym zrobić.

    Młody zmieszał się.

    – Nie mam doświadczenia w egzorcyzmach…

    – Może nie będą konieczne – przerwał kapłan i uśmiechnął się lekko. – Już czterdzieści lat służę i – raz to zrobiłem, dostałem pozwolenie od biskupa. Ta osoba była dręczona, ale nie przez ducha tylko przez własne wyrzuty sumienia. Tak po latach na to patrzę. W każdym razie – pomogło. – Chwycił za lampę i z cichą modlitwą na ustach ruszył w stronę klatki schodowej.

    – Ojcze, mogę wziąć twojego konia?– zapytał młody. Zapakował w pośpiechu do torby wodę święconą, kropidło i krzyż.

    – Czeka na ciebie powóz – zmęczony głos staruszka odbił się od pustych ścian korytarza i dotarł z pogłosem do celi.

    ***

    Woźnica czekał przed plebanią gotowy do jazdy. Wskoczył na kozioł zabudowanej wizawy i rozglądał się nerwowo po podwórzu. Samotne oczekiwanie na placu o tej porze przyprawiało go o gęsią skórkę. Gdy ujrzał księdza odetchnął z ulgą.

    Duchowny przywitał się i nie czekając ruszył w kierunku siedzeń dla pasażerów. Purpurowa kotara zaszeleściła przy wsiadaniu. Lampa we wnętrzu budy zamigotała trzykrotnie i zgasła, kiedy woźnica szarpnął za cugle i gwałtownie ruszyli. Wiatr kołysał okiennicę, a kapłan wsłuchiwał się w skrzypienie wypaczonego ze starości drewna i w zgrzyt pordzewiałych blach. Bezwiednie poprawiał fałdy sutanny. Czerń przykryła krajobraz i wkradała się podstępnie w uchylone okna powozu.

    ***

    Wysiadł  i powiódł wzrokiem po twarzach chłopów, którzy stali przed chałupą i rozganiali płomieniami pochodni ciemność nocy. Przelotnie spojrzał na czterospadowy dach pokryty gontem i ruszył w stronę wrót.

    – Niech ojciec uważa. – Poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. – Jest bardzo niebezpieczna.

    – Usiekła dwóch naszych – dodał cicho drugi głos.

    Ciężkie drzwi zaskrzypiały, ksiądz ostrożnie wsunął się do sieni. Zaglądał w głąb spichlerza, a panujący wewnątrz mrok uwalniał powoli wszystkie jego lęki. Kilka kolejnych kroków i wciąż martwa cisza. Ktoś wszedł za nim i wcisnął mu w dłoń lampę. Patrzył długo na drżący ognik, bojąc się spojrzeć na przeciwległą ścianę. Próbując przyzwyczaić oczy do półmroku zobaczył najpierw zarys postaci. W kącie pustego pomieszczenia, z dłońmi związanymi sznurem kuliła się brudna, potargana dziewczyna. Na sukience dostrzegł plamy krwi. Głowa ze skołtunionymi włosami była schowana w ramionach. Siedziała spokojna, smutna, zagubiona. Kiedy podszedł bliżej zakryła związanymi dłońmi twarz. Młody ksiądz wyszedł z budynku i gorączkowo zadawał pytania zgromadzonym ludziom:

    – Czyje to dziecko? Gdzie ją znaleźliście?

    – Nie wyprawi ksiądz egzorcyzmów? – zdziwił się ten, który go przywiózł. Młody spojrzał na woźnicę.

    „Egzorcyzmy powinienem wyprawić na was. Ciemnota i zabobon!”, wrzeszczał we własnych myślach.

    – Wyprawię – skłamał. – Ale na świętej ziemi w kościele. Tam będą miały większą moc. – Ludziom spodobała się ta odpowiedź. Dwoje z nich wywlekło dziewczynę ze spichlerza i usadziło w powozie.

    – To dziecko jest z nikąd. Nie z Grabownicy – odpowiedzieli mężczyźni.

    – Co zrobiła?

    – Wyje, straszy, przeszkadza nocą. Demonica. Jak ktoś podejdzie to wydrapuje oczy. – Ksiądz skrył oczy w dłoniach. „Ciemnota i zabobon. Ot co!...”

    – Co ojciec myśli? – zagadnął rozmówca.

    – Odmawiam modlitwę. – Po chwili zawrócił w kierunku spichlerza i skropił ściany wodą święconą.

    – Nie boi się ojciec z nią jechać?

    – Tylko niech ksiądz jej nie rozwiązuje! – słyszał za sobą gorączkowe rady mieszkańców.

    ***

    Lampa, którą zabrał do środka rzucała przyćmiony blask. Cienie spływały po ścianie powozu. Dziewczyna utkwiła w nim ogniste źrenice. Dłuższy czas jechali w milczeniu. Ksiądz pomyślał, że mógłby zawieźć nastolatkę do sióstr zakonnych, gdzie dostanie nowe ubranie, kąpiel, strawę i opiekę. Obserwowała go uważnie. Inteligentne, świdrujące spojrzenie wbijało się w niego jak ostrze.

    – Zrobili ci coś? – zapytał nie oczekując odpowiedzi. Dziewczyna powoli przechyliła głowę nie spuszczając wzroku z jego oczu.

    – Zrobili ci coś? Zrobili ci coś? – powtórzyła słodkim dziecięcym głosikiem umoczonym w jadzie. – Zawsze o to pytasz! – dorzuciła oskarżająco. – I zawsze nabierasz się na te moje smutne oczęta. – Zawachlowała rzęsami.

    Ksiądz zaniemówił na dłuższą chwilę.

    – Nie rozumiesz, że wolałabym umrzeć w tej celi bez światła? Że nie chcę twojej fałszywej dobroci? – Brudna twarz była tuż przed jego obliczem. Odepchnął ją delikatnie i znów siedziała w kącie powozu cicha i spokojna.

    – Jak to zawsze się nabieram? – spytał mrugając szybko powiekami. – Jestem pełny miłości do bliźniego, chcę dać ci szansę na normalne życie… – zawahał się.

    Zasyczała szyderczo. – Obydwoje dobrze wiemy dokąd jedziemy. I że nikt nie będzie po mnie płakał. Zostałeś księdzem – może to był zły wybór?

    – Zaczynam wierzyć, że naprawdę jesteś demonicą. – Próbował się do niej uśmiechnąć. – Znajdziemy ratunek dla twojej duszy. Nie bój się.

    Oparła głowę na łokciu.

    – Tyle razy. – Kręciła głową z niedowierzaniem – Postępujesz tak samo i przyoblekasz twarz w ten kłamliwy uśmiech. Im dłużej ci się przyglądam tym bardziej mi cię żal. Chciałabym to zakończyć i uratować twoją duszę. Przy okazji swoją także. Zabij mnie. Zabij a twój koszmar się skończy.

    – Cicho – ksiądz ją uspokajał. – Nie chcę cię kneblować.

    – Postąp jak chrześcijanin. Zło czyha we mnie! – wskazała na siebie związanymi dłońmi.

    – Uspokój się. Nie jesteś zła tylko zagubiona – tłumaczył.

    – Nic nie rozumiesz! – krzyczała. – Jak mnie nie zniszczysz teraz to będziesz potępiony! Bo ja cię nabiorę! Zawsze cię nabieram! Złapiesz się w sidła moich gier! To chęć mojej zemsty za tamtą noc! Dał mi moc! A teraz mogę cię mordować ile razy zechcę! – Dziewczyna miotała się na siedzeniu. – Ale już nie chcę! Już nie! Miałeś tyle szans i nigdy nie postąpiłeś dobrze!

    – Czy wszystko w porządku? – zakrzyknął woźnica zwalniając.

    – Tak, tak. Jedź dalej! – Ksiądz złapał szamotającą się dziewczynę. Zmęczona oparła policzek na jego ramieniu.

    – Jesteś obłąkana – mówił spokojnym głosem. – Ale to nic. – Pogłaskał skołtunione włosy.

    – Nie jestem obłąkana. Jestem potępiona. Tak jak i ty – westchnęła. – Wiem, co chcesz mi zrobić. – Poprawił grzywkę nad jej czołem.

    – Jedziemy w prawo do kościoła? – dobiegł ich pytający głos woźnicy.

    – Tak, tam właśnie jedziemy. – odkrzyknął ksiądz.

    – Nieee! – wrzasnęła i wgryzła się w jego szyję. Krew oblała sutannę i drżącą brodę dziewczyny.

    ***

    Obudziło go ciche pukanie do drzwi. Musiał być środek nocy. Szybko nałożył sutannę i ruszył w stronę okutych drzwi.

    – Ojcze, coś się stało? – zapytał, kiedy zobaczył niewyspaną twarz proboszcza. Staruszek odwiesił lampę. Rzucała delikatny, jasny blask ukazując głębokie zmarszczki na jego twarzy.

    – Przyjechali ludzie z Grabownicy. Złapali dziewczynę. Mówią, że nawiedzona. Trzymają ją w pustym spichlerzu. Jedź, trzeba coś z tym zrobić.

    Młody zawahał się.

    – Nie mam doświadczenia w egzorcyzmach…



blog comments powered by Disqus