Recenzja książki "Przedksiężycowi" t. 1

Autor: Aleksander Zagdański
Korekta: Bool
14 sierpnia 2009

Nie potrafisz malować, tańczyć ani śpiewać. Nauka to dla ciebie tortura, a starając się ugotować obiad, spalasz wszystkie potrawy z kuchnią włącznie. Próbowałeś uprawiać sport, ale w trosce o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich szybko zarzuciłeś tę działalność. Szczerze mówiąc, to nic Ci nie wychodzi i we wszystkim, za co tylko się weźmiesz, jesteś beznadziejny. W obliczu tej smutnej i, jak by nie patrzeć, przygnębiającej sytuacji pozostają ci dwa wyjścia: usiąść i zapłakać nad swoją marną egzystencją albo rozbić świnkę skarbonkę i z bilonem w dłoni podskoczyć do siedziby Principium bądź Equilibrium, gdzie odpowiedni ludzie zabiorą się za twoje wybrakowane geny. Nie tylko stworzą z ciebie jednostkę utalentowaną, ale, co najważniejsze, dadzą ci szansę na przeżycie.

Tak, na przeżycie, bo to właśnie talent w nowej powieści Anny Kańtoch stanowi o życiu i śmierci. Fabuła „Przedksiężycowych” rozgrywa się w tajemniczym Lunapolis, mieście, gdzie wyjątkowe umiejętności są cenniejsze od złota i gdzie nawet mordercy są artystami w swoim fachu. Wszystko to za sprawą mitycznych władców miasta, tytułowych Przedksiężycowych, o których nie wiadomo niczego ponad to, że odpowiedzialni są za skoki – zagadkowe przesunięcia w czasie, podczas których w normalnej linii czasowej utrzymują się tylko osoby uznane za tego godne. Reszta zostaje w przeszłości, która, ulegając szybkiej degradacji, ofiarowuje im jedynie upadek i postępujący rozkład prowadzący do śmierci w cierpieniach. Z każdym kolejnym skokiem ocalali mieszkańcy Lunapolis przybliżają się do Przebudzenia, mistycznego wydarzenia, które opiera się jakimkolwiek definicjom poza jedną: wiadomo, że osoba, która do niego dotrwa, dostąpi zbawienia, czymkolwiek by ono nie było. Ludzie i kopia Lunapolis pozostawieni w tyle nie znikają, ale na wzór drabiny tworzą szereg równoległych, połączonych ze sobą rzeczywistości. Im dalej od najświeższego przeskoku, tym większa i szybciej postępująca entropia na danym szczeblu. Można pomiędzy nimi podróżować, ale nigdy osoba pochodząca z niższego szczebla nie może przeskoczyć do wyższego. Powrót jest możliwy, ale nie wyżej niż do miejsca rozpoczęcia wędrówki. Dodatkowo podczas owych podróży trzeba się liczyć z faktem, iż byle ranka w jednej ze starszych rzeczywistości skończyć może się szybką śmiercią wskutek zintensyfikowanego rozkładu.

Kryteria, jakimi kierują się Przedksiężycowi podczas wybierania godnych do przeskoku, nie są do końca ustalone. Niby wiadomo, że doskonałość i perfekcja zapewniają sukcesywny skok, ale za każdym razem występują wyjątki od tej reguły. Stąd też w Lunapolis istnieje wiele dróg do zwiększenia pewności udanego przeskoku. Wspomniane już Principum i Equilibrium to dwie potężne organizacje, które oferują modyfikacje genetyczne zapewniające swoim klientom dłuższe życie. Principium stawia na pełną doskonałość, oferując rozwinięcie do perfekcji jednej cechy. Przywódcy Equilibrium twierdzą z kolei, iż to równowaga jest drogą do sukcesu. W Lunapolis znaleźć można również bractwo chaosu czy ugrupowania których członkowie potrafią oddać swój wzrok i słuch w zamian za rozwój pozostałych zmysłów. Słowem, do wyboru do koloru, byleby tylko przetrwać skok i dostąpić Przebudzenia.

Akcja „Przedksiężycowych” toczy się dwutorowo. Z jednej strony śledzimy historię Finnena i Kairy, mieszkańców Lunapolis, zaś z drugiej losy Daniela Pantalekisa, rozbitka statku kosmicznego, który wraz z załogą trafił do Lunapolis niższego szczebla. Cała załoga statku, poddana przyśpieszonemu rozkładowi, prawie natychmiast zmarła i tylko Pantalekis przeżył, o dziwo zachowując pełnię zdrowia. Odkrywa on stopniowo sekrety świata, w którym się znalazł, i udaje mu się wbrew powszechnym prawom przeskakiwać do szczebli położonych wyżej. To właśnie z jego perspektywy oglądamy funkcjonowanie światów Lunapolis, które pozostały z tyłu. Przygody Finnena i Kairy pozwalają nam zaś na oswojenie się z miastem najwyższego szczebla, na które Przedksiężycowi spoglądają przychylnym okiem. Kaira to dziewczyna z bogatego domu, która pewnego dnia postanawia uciec od despotycznego i niezrównoważonego ojca, w czym pomaga jej właśnie Finnen, wychowanek Equilibrium, niespełniony malarz i poeta, poszukujący w swoim życiu nowego sensu. Razem z bohaterami zwiedzimy zakamarki i zgłębimy największe sekrety Lunapolis. Kaira zostanie pracownicą Archiwum, gdzie przechowywane są wszystkie wynalazki Lunapolis i gdzie na niedostępnym, dziewiątym piętrze ukryte są projekty z niejasnych powodów odrzucone przez Przedksiężycowych, zaś Finnen obracać się będzie w kręgach, gdzie każda, nawet perwersyjna i niemoralna działalność, jest formą sztuki.

Nie będę ukrywał, że po „13 Aniele” Anna Kańtoch urosła w moich oczach do rangi pisarki, która ma naprawdę wiele do zaoferowania, zwłaszcza w kwestii kreowania świeżych i wybitnie oddziałujących na wyobraźnię wizji, i która jeszcze nieraz pokaże, na co ją stać. „Przedksiężycowi” są właśnie takim niezbitym dowodem potwierdzającym moje przypuszczenia i w pełni świadczącym, iż ta młoda pisarka potrafi tchnąć nowego ducha w polską fantastykę. Autorka uwielbia chyba konstruować oryginalne wizje miast, gdyż zarówno w „Przedksiężycowych”, jak i w swojej poprzedniej książce stworzyła struktury miejskie dalekie od zwyczajowych. Co najważniejsze, ma do tego smykałkę, gdyż jej twory są nader przekonywujące. Lunapolis, gotyckie miasto przyszłości, oplecione aurą magii i doprawione odrobiną noir, wessało mnie do swego kamiennego wnętrza i urzekło wszystkim co ma do zaoferowania: podniebnymi wieżami, mostami w chmurach, wszystkimi swoimi tajemnicami oraz mieszkańcami. Bohaterowie powieści są wyraziści i idealnie oddają ducha Lunapolis. Wszystkie ich czyny i decyzje są wyrazem otaczającej ich rzeczywistości. Bije od nich duch dekadentyzmu przemieszany z niczym nieskrępowanymi i nieograniczonymi wizjami. Nawet morderca z zabitych przez siebie ofiar tworzy przesycone symbolizmem układy. A przecież mamy jeszcze historię. Wprawdzie w pierwszym tomie rozwija się ona powoli, ale czuć, że autorka ma w zanadrzu kilka interesujących pomysłów, które tylko czekają na swoją kolej. Jestem pewien, że w następnym tomie czeka nas kawał dobrej i satysfakcjonującej opowieści.

Moje odczucia po skończeniu pierwszego tomu „Przedksiężycowych” są więc jak najbardziej pozytywne. Anna Kańtoch ma nie tylko oryginalne pomysły, ale umiejętnie potrafi je przekuć w dobrą książkę. „Przedksiężycowi” to raczej jej najlepsza powieść i z niecierpliwością oczekuję drugiego tomu. Wielbiciele twórczości pisarki będą wniebowzięci, a cała reszta również będzie z lektury zadowolona. Książka stuprocentowo warta przeczytania.

Przedksiężycowi #1 - Przedksiężycowi, tom 1

Autor: Anna Kańtoch
Okładka: Jan Rudnicki
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 3/2009
Seria wydawnicza: Asy polskiej fantastyki
Liczba stron: 432
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-019-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus