Koktajl Mołotowa - recenzja "Księgi bez tytułu"
Czy jest możliwe stworzenie interesującej, dobrze napisanej książki przy jednoczesnym zapewnieniu niewymagającej głębszego myślenia rozrywki dla mas? Na to pytanie stara się odpowiedzieć anonimowy autor „Księgi bez tytułu” – w tym makabrycznym koktajlu Mołotowa wśród powieści fantastycznych.
Bohaterowie „Księgi bez tytułu” stanowią wachlarz ekscentrycznych, niebywale odrażających osobowości. Obleśny barman Sanchez, grupa płatnych zabójców z nieudolnym klonem Presleya na czele, wypalony policjant i tym podobne typy spod ciemnej gwiazdy zostają wplątane w zabójczą grę, której zasady ustala wyjątkowo bezwzględny morderca-psychopata o pseudonimie Bourbon Kid. Jeśli dodamy do tego ponętne laseczki, mnichów karateków i spragnione ludzkiej krwi wampiry (częściej tutaj zwane żywymi trupami), otrzymamy wybuchową mieszankę, od której aż trudno się oderwać.
Ponadto autor tego diabelskiego specjału serwuje nam kilka intrygujących zagadek. Między innymi, który z bohaterów jest w rzeczywistości Panem Ciemności i sprawcą całego krwawego w skutkach zamieszania i jakie moce posiada jedyna osoba, która przetrwała masakrę z pierwszych rozdziałów – seksowna Jessica?
Anonim nie ustrzegł się kilku wyraźnych błędów. Po pierwsze, zdaje się, że w Santa Mondega są wyłącznie dwie tanie speluny, które stanowią oś całej fabuły. Po drugie, poszczególne postaci są nazbyt do siebie podobne, a ich spora liczba i w większości epizodyczne występy (przerywane nagłą, acz efektowną śmiercią), nie pozwalają nam w pełni się z nimi identyfikować, a tym bardziej im współczuć. I na koniec, warto się zastanowić, czy twórca „Księgi bez tytułu” dobrze zrobił, wprowadzając do powieści wątek mistyczno-religijny (nie powiem, o co konkretnie chodzi, by nikomu nie popsuć zabawy), który sprawdza się tutaj niczym bełkot wypalonego belfra przemawiającego do znudzonej młodzieży.
Daleki jestem od porównywania „Księgi bez tytułu” do bezbłędnych dzieł Quentina Tarantino, a tym bardziej do solidnych książek Stephena Kinga. Debiutanckiej powieści niejakiego Anonima bliżej do pozycji Christophera Moore'a (zwłaszcza jego „Brudnej roboty” czy „Krwiopijcy”). Autor powieści unika wnikliwej analizy psychologicznej postaci, skupiając się głównie na fabule, którą najkrócej możemy nazwać totalną rozwałką.
„Księga bez tytułu” to lektura wprost z półki „wulgarne, szybkie i krwiste”. Książka w sam raz na wolny weekend czy długą wycieczkę pociągiem. Postmodernistyczny magiel różnych gatunków i motywów literackich, jak się patrzy. Istny koktajl Mołotowa!
Księga bez tytułu (twarda oprawa)
Autor: AnonimWydawnictwo: Świat Książki (Bertelsmann Media)
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2009
Liczba stron: 448
Format: 145x205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-247-0912-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł
Sklep
Forum