Recenzja książki "Tajna Wojna Trappa"
Przygodowych opowieści na rynku wydawniczym jest multum, ale bardzo rzadko zdarzają się traktujące o wydarzeniach związanych z drugą wojną światową. Jeśli nawet bywają, szwarccharakterami zwykle są hitlerowcy, a akcja toczy się w miejscach ściśle związanymi z działaniami naziemnymi – Europą, bądź Afryką. Dlatego właśnie Brian Callison swoimi opowieściami o niesamowitym kapitanie Trappie i jego załodze, spisywanymi przez ciężko doświadczanego przez nich podporucznika Millera, ewidentnie wstrzela się w rynkową niszę dwudziestowiecznych morskich opowieści.
Fabuła książki rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z „Wojny Trappa”. Podporucznik Miller zostaje nagle wezwany do dowództwa sił alianckich na odprawę konwoju zmierzającego do Murmańska. Tam spotyka starego znajomego – Admirała – który już poprzednio wepchnął go w ręce Trappa. Tym razem, nie ma co ukrywać, historia się powtarza, jakkolwiek nie będzie już dane tej dwójce pływać na wysłużonym, spoczywającym na dnie Morza Śródziemnego „Charonie”, lecz na nowym nabytku Edwarda Trappa – „Charonie II”. Załoga częściowo pozostała ta sama, jej maniery oraz brak zdolności i kompetencji również. Tym razem jednak nasi bohaterowie nie mają do czynienia z pływaniem przy brzegu po w miarę spokojnym morzu. Wyruszają prawie do bariery wiecznych lodów.
Zarówno tytułowy kapitan, podporucznik Miller, jak i reszta załogi, z Wullim, Alfem Martwym Okiem i kucharzem Grekiem, dostarczają niejednokrotnie powodów do śmiechu. Właściwie od samego początku widać, że książka została napisana tylko i wyłącznie po to, by rozerwać czytelnika, a nie w żaden sposób odkrywać przed nim teatr działań wojennych z tamtego okresu. Będziemy mieli więc do czynienia z wszelkiej maści humorem słownym, sytuacyjnym, wręcz gagami przywodzącymi na myśl Monty Pythona. Cała podróż tej wesołej ferajny jest jedną wielką beczką śmiechu, gdzie Miller, Trapp oraz reszta ich towarzyszy cudem unikają śmierci nie tylko z rąk hitlerowców, lecz czasem także własnej niekompetentnej i głupiej, ale jakże przezabawnej załogi.
Jedyna wada całej powieści, kiedy już uświadomimy sobie, że miała ona być prosta, lekka i przyjemna, to rwana narracja. Dygresje Millera wprowadzają wiele zamętu (oraz, dodajmy, śmiechu) do lektury. Często może się zdarzyć, że czytelnik straci wątek i musi powrócić do dopiero co czytanych fraz, by zorientować się, na czym skończył autor. Ten zabieg literacki bywa uciążliwy.
Podsumowując: „Tajna wojna Trappa”, mimo początkowych problemów z przyzwyczajeniem się do niezwykłego prowadzenia narracji, to naprawdę dobra książka na chłodne wieczory. Nie dowiemy się z niej prawdy historycznej, ale śmiechu i zabawy będziemy mieli co niemiara.
Fabuła książki rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z „Wojny Trappa”. Podporucznik Miller zostaje nagle wezwany do dowództwa sił alianckich na odprawę konwoju zmierzającego do Murmańska. Tam spotyka starego znajomego – Admirała – który już poprzednio wepchnął go w ręce Trappa. Tym razem, nie ma co ukrywać, historia się powtarza, jakkolwiek nie będzie już dane tej dwójce pływać na wysłużonym, spoczywającym na dnie Morza Śródziemnego „Charonie”, lecz na nowym nabytku Edwarda Trappa – „Charonie II”. Załoga częściowo pozostała ta sama, jej maniery oraz brak zdolności i kompetencji również. Tym razem jednak nasi bohaterowie nie mają do czynienia z pływaniem przy brzegu po w miarę spokojnym morzu. Wyruszają prawie do bariery wiecznych lodów.
Zarówno tytułowy kapitan, podporucznik Miller, jak i reszta załogi, z Wullim, Alfem Martwym Okiem i kucharzem Grekiem, dostarczają niejednokrotnie powodów do śmiechu. Właściwie od samego początku widać, że książka została napisana tylko i wyłącznie po to, by rozerwać czytelnika, a nie w żaden sposób odkrywać przed nim teatr działań wojennych z tamtego okresu. Będziemy mieli więc do czynienia z wszelkiej maści humorem słownym, sytuacyjnym, wręcz gagami przywodzącymi na myśl Monty Pythona. Cała podróż tej wesołej ferajny jest jedną wielką beczką śmiechu, gdzie Miller, Trapp oraz reszta ich towarzyszy cudem unikają śmierci nie tylko z rąk hitlerowców, lecz czasem także własnej niekompetentnej i głupiej, ale jakże przezabawnej załogi.
Jedyna wada całej powieści, kiedy już uświadomimy sobie, że miała ona być prosta, lekka i przyjemna, to rwana narracja. Dygresje Millera wprowadzają wiele zamętu (oraz, dodajmy, śmiechu) do lektury. Często może się zdarzyć, że czytelnik straci wątek i musi powrócić do dopiero co czytanych fraz, by zorientować się, na czym skończył autor. Ten zabieg literacki bywa uciążliwy.
Podsumowując: „Tajna wojna Trappa”, mimo początkowych problemów z przyzwyczajeniem się do niezwykłego prowadzenia narracji, to naprawdę dobra książka na chłodne wieczory. Nie dowiemy się z niej prawdy historycznej, ale śmiechu i zabawy będziemy mieli co niemiara.
Tajna wojna Trappa
Autor: Brian CallisonWydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 5/2009
Liczba stron: 256
Format: 148x210
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324133598
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,80 zł
--- Reklama ---
Sklep
Forum