Recenzja książki "Od neuronu do (samo)świadomości"
Czym jest świadomość? Nad tym pytaniem głowili się od wielu lat najwięksi filozofowie. Teraz w sukurs przyszli im naukowcy. Zatem jak to się dzieje, że z ogromnej masy neuronów powstaje coś, co jest jakościowo odmienne od nich? I dlaczego tylko u ludzi obserwujemy zjawisko samoświadomości, tj. poczucia własnego istnienia? Neurofizjolog, Bernard Korzeniewski, zaprasza w książce „Od neuronu do (samo)świadomości” do zapoznania się z jego koncepcją tego, czym jest oraz jak powstaje (samo)świadomość.
Nie ukrywam, że niniejsza pozycja wywołała we mnie uczucia ambiwalentne. Z jednej strony zostałem pochłonięty przez nią na cały dzień – Korzeniewski potrafi dobrze pisać o tym, na czym się zna, czyli neurofizjologicznych aspektach świadomości czy popędów. A z drugiej strony miałem wrażenie, że niektóre jej partie są wyrazem myślenia życzeniowego, w dodatku wyłożonego w sposób apodyktyczny i nazbyt skrótowy. Innymi słowy – mało naukowy. Ale o tym wszystkim po kolei.
Pierwsze trzy rozdziały koncentrują się na budowie i funkcjonowaniu neuronu, mózgu oraz sieci neuronalnej. Czyta się je jednym tchem, gdyż informacje w nich zawarte są przedstawione w sposób klarowny i jasny. Osoby już zaznajomione nieco z neurofizjologią, choćby tylko na poziomie popularnonaukowym, poczują się jak w domu. Tutaj też autor czyni pierwsze przymiarki do wyjaśnienia fenomenu (samo)świadomości. Stanowiska prezentowanego przez Korzeniewskiego nie zdradzę, ponieważ warto samemu je poznać oraz ocenić, niemniej warto podkreślić, że koncepcja jest sensowna i zrozumiała.
Niestety, czwarty rozdział, „Popędy, emocje, wolna wola”, to porażka, która nie powinna prześliznąć się przez sito edytorskie. Autor deklaruje się jako krytyk tak zwanego redukcjonizmu skrajnego, trochę samemu w niego popadając. O ile naturę popędów można sensownie tłumaczyć jako coś wrodzonego, o tyle wyjaśnianie zagadnienia emocji poprzez sprowadzenie ich do układu nagrody/kary i odczuwania przyjemności/przykrości, będących swoistymi narzędziami realizowania celu samolubnego genu (przetrwania i kopiowania), to nieuprawnione zawężanie tematu. Takiemu ujęciu wymykają się emocje wyższe, jak miłość, lub stawiane są one w innym świetle – zostają pozbawione sensu, co jest naturalnym wnioskiem płynącym z innego poglądu wyrażonego w rozdziale czwartym, mianowicie, że wolna wola nie istnieje (nie ma miłości bez wolności). Autor stwierdza kategorycznie: „[…] zarówno analiza logiczna pojęcia wolnej woli, współczesna wiedza neurofizjologiczna, jak i konkretne eksperymenty przeprowadzone na ochotnikach zdają się niedwuznacznie sugerować, iż coś takiego jak wolna wola (w rozumieniu filozoficznym) nie tylko nie istnieje, ale wręcz nie ma żadnego sensu, jest pojęciem pustym i wewnętrznie sprzecznym”. „W rozumieniu filozoficznym”, to znaczy jakim? Tego autor już nie napisał, a debata wokół wolności w filozofii jest wciąż żywa i odbywająca się na wielu poziomach (m.in. ontologicznym, antropologicznym, społecznym), ponadto jedno pojęcie wolności nie jest równe innemu, więc trudno mówić o jednym jedynym „rozumieniu filozoficznym” wolności oraz wolnej woli. Dodatkowo ani analiza logiczna nie dowodzi prawdziwości tezy o nieistnieniu wolnej woli, ani nie czyni tego wiedza neurofizjologiczna wespół z eksperymentami. Swoją drogą ktoś bardzo nieżyczliwy mógłby powiedzieć, że powoływanie się na doświadczenia Libeta i Kornhubera jako argumentów przeciwko wolnej woli jest co najmniej strzałem we własne kolano, ponieważ zostały one prędko zdyskredytowane jako niewiarygodne. Czytając parę stron o wolnej woli miałem niemałe i – smutno to przyznać – niemiłe wrażenie, że autor nie wie, o czym mówi. Zresztą o tym aspekcie „Od neuronu do (samo)świadomości” powiem jeszcze parę słów na zakończenie.
Następny rozdział koncentruje się na kwestii natury obiektów mentalnych. Tutaj autor przedstawia swoją oryginalną definicję „pojęcia”, bliską terminowi „fenomen” w nurcie tzw. fenomenologii. Opisuje również relację pomiędzy strukturą mózgu, genezą siatki pojęciowej a językiem, wskazując także na zależność poznania od zdolności poznawczych (popisując się przy tym humorem, kiedy porównuje percepcję świata kleszcza do naszej, ludzkiej perspektywy). W kolejnym rozdziale mamy wyjaśnioną istotę (samo)świadomości w ujęciu autora, czyli zaprezentowanie tego, co sprawia, że z potoku neuronów wyłania się świadomość. Przedostatnia część zahacza o zagadnienie Sztucznej Inteligencji. Czytelnik nie zdziwi się zbytnio, gdy przeczyta, że autor jest zwolennikiem tezy o możliwości jej skonstruowania. Teorią czyniącą zadość powołaniu SI do (samo)świadomego życia jest oczywiście koncepcja Bernarda Korzeniewskiego (gdyby rzeczywiście było tak łatwo…).
Na osobną wzmiankę zasługuje rozdział ostatni, w którym to od autora po równo biorą w czambuł fizycy, matematycy, logicy oraz filozofowie (aczkolwiek w pewnym zakresie zwracam honor Korzeniewskiemu: niektórzy myśliciele – ale nie wszyscy! – plotą straszne głupoty o mózgu i świadomości). Rzecz jasna na placu boju pozostaje tylko neurofizjologia, nie tyle jako królowa nauk, lecz jedyna tryumfująca, ocalała z pogorzeliska dziedzina naukowa. Ostatni rozdział niejako ogniskuje podejście autora do niektórych spraw. Czytając całość „Od neuronu…”, miałem wrażenie obcowania z kimś, kto jako żywo przypomina zwolennika Koła Wiedeńskiego z początku XX wieku. Była to wspólnota ludzi, którzy uwielbiali fizykę, a dużą część innej aktywności ludzkiej spychali na margines z napisem „bez sensu”. Podobnie czyni Bernard Korzeniewski, wywyższając neurofizjologię, co nadaje tytułowi ostatniego rozdziału, „Ograniczenia poznawcze człowieka”, ironiczne znaczenie.
Podsumowując, polecam lekturę „Od neuronu do (samo)świadomości”. Większa część treści książki to naprawdę wartościowe fragmenty, zasługujące na bliższe zaznajomienie się z nimi. Warto przymknąć oko na nieco zbyt osobiste wycieczki autora pod adresem innych dyscyplin, w zamian kierując uwagę na partie lektury, gdzie Korzeniewski-neurofizjolog rozprawia z pasją o zagadnieniach neurofizjologicznych.
Od neuronu do (samo)świadomości
Autor: Bernard KorzeniewskiWydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2005
Seria wydawnicza: Pejzaże myśli
Liczba stron: 176
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-7337-954-1
Cena z okładki: 25 zł
Sklep
Forum