"Opętani" - fragment 2


Tego lata w Villi Diodati mieszkało tylko pięć osób, informuje nas Pani Clark:
poeta Lord Byron,
Percy Bysshe Shelley i jego kochanka, Mary Godwin,
przyrodnia siostra Mary, Claire Claremont – w ciąży z Byronem,
a także lekarz Byrona, John Polidori.
Słuchaliśmy, siedząc dookoła elektrycznego kominka w palarni na balkonie. W gotyckiej palarni. Każdy z nas przyciągnął sobie głęboki fotel obity żółtą skórą, haftowaną kanapę lub ławeczkę pokrytą gobelinem, a rzeźbione, wąskie nogi mebli zostawiły bruzdy w zakurzonych, splątanych dywanach.
Siedzimy tu wszyscy oprócz Damy Żebraczki, która wcześnie poszła spać. I oprócz Miss Ameryki, która nadal próbuje sforsować zamki.
Elektryczny kominek to po prostu żarówka, która obraca się pod warstwą sklejonych odłamków żółtego i czerwonego szkła. Blask pozbawiony ciepła. Wyłączyliśmy wszystkie wiszące, kryształowe drzewa, czerwono–żółte refleksy tańczą na naszych twarzach, czerwono–żółte kształty pełzają po boazeriach i po podłodze z ciasno ułożonych, kamiennych płyt.
Tylko ich pięcioro, mówi dalej Pani Clark. Nudzą się, odcięci od świata z powodu ulewy. Shelley i cała reszta. Każdy po kolei czyta na głos opowiadania z Fantasmagoriany, niemieckiego zbiorku opowieści o duchach.
– Lord Byron nie mógł znieść tej książki – mówi Pani Clark.
Byron stwierdził, że to towarzystwo ma więcej talentu niż autor książki, którą czytają. Powiedział, że sami potrafiliby wymyślić lepsze, straszniejsze opowieści. Powinni to zrobić. Wszyscy. Napiszą historie o duchach.
To było prawie sto lat przed Draculą Brama Stokera, ale właśnie tego lata powstał Wampir doktora Johna Polidori i ukształtowało się współczesne wyobrażenie demona żądnego krwi.
Jednej z tych deszczowych nocy, kiedy grzmoty i błyskawice przetaczały się nad Jeziorem Genewskim, osiemnastoletnia Mary Godwin miała sen, który później przekształcił się w legendę o Frankensteinie. Obydwa potwory zostały bohaterami niezliczonych książek i filmów nakręconych na ich podstawie.
Nawet sama impreza przeszła do legendy. We wszystkich domach gościnnych dookoła Jeziora Genewskiego zamontowano lunety, żeby goście mogli obserwować zdarzenia w willi, które wkrótce nazywano „kazirodczą orgią”. Znudzeni turyści z klasy średniej dostrzegli pod dachem Lorda Byrona projekcje swoich najgorszych lęków. Grupa młodych ludzi po prostu chciała uwolnić się na chwilę z gorsetu miliona sztywnych zasad dyktowanych przez społeczeństwo, ale społeczeństwo szpiegowało ich za pomocą teleskopów, spodziewając się, że ujrzy potwory.
My zaś znaleźliśmy się we współczesnym odpowiedniku Villi Diodati.
Byliśmy nowym Okrągłym Stołem z hotelu „Algonquin”.
Grupą ludzi, którzy opowiadali sobie różne historie.
Ludzi, poszukujących myśli przewodniej, która na zawsze będzie dźwięczeć nam w głowach. Będzie rozbrzmiewać w naszych książkach, filmach, piosenkach, programach telewizyjnych, na T–shirtach i w pieniądzach.
Pierwszy raz ujrzeliśmy swoje twarze wśród trzykrotnie liczniejszego tłumu, kiedy spotkaliśmy się oko w oko przy najdalszym stoliku w kawiarni. To my byliśmy szczęśliwcami, którzy dostali się do tego programu. Już wtedy Księżna Wizja nosiła swój charakterystyczny turban. Książę Wandali spiął jasne włosy w kitkę. Brakujące Ogniwo wyróżniał się dzięki długiemu, haczykowatemu nosowi i ciemnej gęstwinie brody.
Kiedyś ludzie będą opowiadać niestworzone historie o tej kawiarni – tak samo, jak dziś opowiadają o Villi Diodati. Ludzie, którzy nigdy nie widzieli tego ogłoszenia, będą przysięgać, że przyszli na nasze spotkanie. Mieli dosyć oleju w głowach, żeby nie brać udziału w tych warsztatach literackich. W przeciwnym razie skończyliby jako trupy. Albo bogacze. Z upływem czasu okaże się, że ta kawiarnia, pełna regałów z darmowymi gazetami, z tablicą informacyjną, usianą ulotkami o hydroterapii i holistycznych metodach leczenia zwierząt, musiałaby być wielka jak stadion, żeby pomieścić wszystkich, którzy będą sobie przypisywać obecność na naszym spotkaniu organizacyjnym.
Ten wieczór przejdzie do historii.
Mitologia Nas.
Miłośnicy konopi, poeci, kury domowe i my – staliśmy, ściskając w rękach papierowe kubki z kawą, i słuchaliśmy Pani Clark. Niektórzy chichotali na widok jej sterczących piersi i nabrzmiałych silikonem ust. Ktoś zapytał, czy jest jakiś numer telefonu, pod który ludzie z zewnątrz będą mogli dzwonić do mieszkańców literackiego ustronia, na co Pani Clark odparła, że owszem. Ten numer to: „1–800–FUCK–OFF”.
W tej chwili część towarzystwa zrezygnowała.
To znaczyło, że absolutnie nikt z nas nie będzie mógł się kontaktować ze światem na zewnątrz. Żadnej telewizji, radia ani internetu. Tylko my i zawartość naszych walizek.
W związku z tym nasza grupa znów stopniała.
Ci, którzy wtedy wyszli, ocaleli już w pierwszej rundzie. Spryciarze – zawsze będą mogli opowiedzieć własną wersję zdarzeń. Obiektywy za obiektywem za obiektywem, jak by powiedział Pan Whittier. Będą znali całą prawdę – ale tylko o tamtym wieczorze.
Ci biedni głupcy tanio się sprzedali.
Wszyscy znaleźliśmy to ogłoszenie, ale każdy z nas trafił na nie w inny sposób. Wisiało na tablicach informacyjnych w różnych częściach miasta. Informacja brzmiała:
*
LITERACKIE USTRONIE:
PORZUĆ SWOJE DOTYCHCZASOWE ŻYCIE NA TRZY MIESIĄCE.
Zniknij bez śladu. Odrzuć ograniczenia, które nie pozwalają ci stworzyć prawdziwego arcydzieła. Zostaw pracę, rodzinę i dom, wszystkie zobowiązania i rozterki – zdystansuj się od nich na trzy miesiące. Zamieszkaj z ludźmi, którzy myślą podobnie, w warunkach umożliwiających całkowite poświęcenie się twórczej pracy. Darmowe wyżywienie i zakwaterowanie dla tych, którzy przejdą weryfikację. Zaryzykuj niewielką część swojego życia i daj sobie szansę na wybór nowej drogi jako zawodowy poeta, pisarz lub scenarzysta. Żyj w zgodzie ze swoimi marzeniami, zanim będzie za późno. Bardzo ograniczona ilość miejsc.
*
Ogłoszenia wydrukowano na fiszkach – takich jak te, na których pisze się przepisy kulinarne. Tekst był w ramce nadrukowanej przerywaną linią, jak kupon do odcięcia. Na dole podano numer telefonu. To był numer do Pani Clark, a karteczki wisiały przytwierdzone zszywkami do korkowej tablicy przy wejściu do biblioteki. Koło toalet w supermarkecie. W pralni samoobsługowej. Reklamy na fiszkach w ciągu tygodnia pojawiły się wszędzie. Po tygodniu już ich nie było.
Wszystkie fiszki znikły.
Ludzie, którzy zdążyli je zauważyć, zadzwonili pod podany numer telefonu i usłyszeli nagrany głos Pani Clark, który informował ich, w której kawiarni, o której godzinie i którego dnia mamy się wszyscy spotkać.
Siedząc przy sztucznym, żółto-czerwonym blasku kominka, oczami wyobraźni już widzieliśmy przyszłość: scenę, w której opowiadamy ludziom, jak postanowiliśmy wziąć udział w tej niewinnej przygodzie, a szalony starzec więził nas przez trzy miesiące w starym kinoteatrze. Już teraz próbowaliśmy przedstawić naszą sytuację w jak najgorszym świetle. Wyolbrzymialiśmy swoje kłopoty. Zamierzaliśmy powiedzieć, że marzliśmy do szpiku kości. Nie mieliśmy bieżącej wody. Musieliśmy racjonować żywność.
Nic z tych rzeczy nie miało miejsca, ale takie historie lepiej się sprzedają. Musieliśmy więc nagiąć prawdę. Rozdąć rzeczywistość. Naciągnąć fakty. Dla lepszego efektu.

(s.88-92)

Opętani

Autor: Chuck Palahniuk
Tłumaczenie: Maciej Potulny
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Wydanie polskie: 4/2009
Tytuł oryginalny: Haunted
Liczba stron: 464
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60979-10-5
Cena z okładki: 34 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus