Padłem trupem na 70-tej stronie
Kryminał to ciekawy gatunek literacki. Jego zadaniem jest dostarczanie rozrywki czytelnikowi przez takie skonstruowanie intrygi, by wraz z bohaterem bądź bohaterami rozwiązywał on zagadkę, zapoczątkowaną na pierwszych stronach, snuł własne teorie na temat wydarzeń i ogólnie sam próbował rozwiązać postawiony problem. Czy francuskiej pisarce udało się to? Zapraszam poniżej.
Colette Lovinger-Richard – autorka pochodząca z kraju miłości, wina i beretów z antenkami (zapewniam, nie chodzi o Polskę) umiejscawia wydarzenia swojej książki w Compiegne, swym rodzinnym mieście. O ile dobrze pamiętam historię, miejsce to samo w sobie odegrało pewną rolę podczas zakończenia I wojny światowej. Lecz to nie o tych czasach przyjdzie nam czytać w „Krwawych zbrodniach”. Powieść przenosi nas w lata Wielkiej Rewolucji Francuskiej.
Na kartach książki poznajemy losy członków rodziny doktora Lajoy, starających się przeżyć w czasie, gdy więcej głów spadało z szafotów, niż można było kupić główek kapusty. Wzajemna podejrzliwość ludzi, donosy na tych, którzy nie byli za rewolucją, a nie daj Bóg byli arystokratami, nocne aresztowania, bieda, nieufność, próby wykorzeniania religii katolickiej i zastąpienia jej wiarą w istotę najwyższą, będącą zastępczym bóstwem rewolucjonistów, to wszystko niezwykle plastycznie opisuje autorka. Trzeba zaznaczyć, że pierwszych parę stron wspaniale wprowadza nas w klimat tamtych czasów.
Czytamy, czytamy, no wszystko wygląda naprawdę dobrze, tylko, że jak na kryminał nic się nie dzieje. Kiedy naprawdę zmęczony przedarłem się przez pierwszych 50 stron, pomyślałem, że jeszcze chwila i książka się skończy, a tutaj nawet jeden trup nie padł. Aż dochodzę gdzieś w okolicę 70 strony i jest! Nareszcie! Ktoś został zabity! Zatarłem ręce, ciesząc się na przyjemność z odkrywania zagadki. Niestety zawiodłem się...
W dalszej części książki zostaje zabitych jeszcze kilka osób. Główni bohaterowi, których zadaniem jest w końcu rozwiązać przyczynę tych jakże tajemniczych zgonów, krążą gdzieś na obrzeżach wydarzeń, zajęci bardziej swoimi sprawami niż głównym wątkiem powieści. Obrazuje to znieczulicę, jaka dopadła ludzi w tamtych czasach, gdy użycie gilotyny było na porządku dziennym, a jeden trup więcej czy mniej nie robił żadnej różnicy. Mamy też echa wielkiej paryskiej polityki, zwalczających się ugrupowań, podkopów pod stołkami itd. Mamy zatem wszystko, co powinno znaleźć się w dobrym kryminale. Dlaczego padłem trupem na 70-tej stronie, jak sugeruje tytuł tej recenzji? Ponieważ, tak naprawdę, postacie są bardzo płaskie, słabo zarysowane. Od początku wiadome jest, że pomimo mylnych tropów, podrzucanych tu i tam przez autorkę, winowajca znajduje się w pierwszej siódemce głównych bohaterów. Cała intryga jest tylko i wyłącznie tłem dla opisu życia ludzkiego w tamtym okresie. W dodatku nie obejdzie się bez słownika francuskiego albo naprawdę niezłej znajomości czasów, w których toczą się wydarzenia, ponieważ używa się nazw miesięcy z kalendarza rewolucyjnego.
Kupując „Krwawe zbrodnie” dostajemy wspaniały opis codziennego życia miasteczka w wieku wielkiego terroru i dość kiepski kryminał. Jeśli jesteś zainteresowany tamtym okresem pod względem historycznym, to szczerze polecam Ci tę książkę. Natomiast jeśli oczekujesz dobrego kryminału, to odradzam, padniesz trupem na 70 stronie, tak jak ja.
Krwawe zbrodnie
Autor: Collette Lovinger-RichardWydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2006
Tytuł oryginalny: Crimes de sang à Marat-sur-Oise
Liczba stron: 224
Format: 130x190 mm
ISBN: 83-7469-246-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Sklep
Forum