Recenzja książki "Zagubiony kosmonauta"

Autor: Darek Czywilis
12 stycznia 2009

Antyturysta nie jest zainteresowany dziedzictwem ludzkości i pocztówkowymi landszaftami. Antyturysta z ochotą cierpi głód, mróz i halucynacje. Antyturysta pogardza motłochem niemogącym żyć bez biur podróży, ale też nie ma za grosz szacunku do szpanerów z kwadratowymi szczękami, którzy ochoczo pchają się w strefy śmierci pokroju Afganistanu. Przede wszystkim jednak antyturysta zwiedza, eksploruje i utrwala dla potomności wszystkie zapomniane miejsca na Ziemi: pustkowia Historii, wysypiska Cywilizacji, najeżdżane, spustoszone i zostawione na pastwę ludzkiej obojętności.

Takim właśnie antyturystą jest Daniel Kalder, trzydziestoczteroletni Szkot z Fyfe, który w czasie swojego wieloletniego pobytu w byłym ZSRR postanowił utrwalić wrażenia z podróży po najbardziej zapyziałych europejskich republikach rosyjskich. Odwiedza jedyny muzułmański kraj naszego kontynentu, czyli Tatarstan, następnie udaje się do buddyjskiej (!) Kałmucji, pogańskiego Mari-Eł, potem do Udmurcji, gdzie jedynym zauważalnym kultem jest oddawanie niemal boskiej czci jedynemu znanemu światu mieszkańcowi tej republiki, Michaiłowi Kałasznikowowi. Kalder w czasie tych podróży snuje refleksje na temat Rosji i jej republik, zwiedza, wymyśla scenariusze filmów, udziela wywiadów lokalnej telewizji i uczestniczy w mistycznych rytuałach, wszystko to skrzętnie opisując, uroczo mieszając smoliście czarny humor z powagą, blagę z boleśnie realistycznymi opisami, zachwyt i współczucie ze zdrowym poczuciem realizmu, a historyczne notki z marginesów z przemyśleniami na temat przyszłości.

Całość czyta się naprawdę świetnie. Jest to jedna z tych książek, po których ma się ochotę rzucić wszystko w kąt, założyć najbardziej znoszone trampki, porwać z szuflady mapę i wyruszyć, zachwycając się po drodze zardzewiałym składowiskiem wagonów czy osadą rozwalających się chałup. Ma się wrażenie, że tę książkę mógłby napisać każdy z nas, czy to w formie notatek, czy też bloga. I nie jest to bynajmniej zarzut pod adresem autora. Taką funkcję powinny chyba spełniać książki podróżnicze.

Zapał do wyruszenia w świat nie wynika jednak z doskonałego samopoczucia, w jakie wprowadza nas lektura. O ile jeszcze pierwsze dwie odwiedzone republiki (Tatarska i Kałmucka) opisane są dość humorystycznie, o tyle obraz Republiki Maryjskiej i Udmurcji jest znacznie bardziej ponury. Opisy stają się bardziej refleksyjne, melancholijne, zrezygnowane – tak jakby autor docierał do samego Jądra Ciemności, do Wielkiego Nigdzie, w którym jakiekolwiek szanse na lepsze życie zostały pogrzebane pod betonem i sadzą ulatującą z fabrycznych kominów. Paradoksalnie jednak, owo Nigdzie zostaje opisane tak przekonująco, że aż sami chcemy spróbować go doświadczyć. Podobne wrażenie wywołało we mnie chyba tylko "Jadąc do Babadag" Andrzeja Stasiuka. Jedyna różnica jest taka, że zamiast poetyckich opisów pulsującego, żywego bałkańskiego tygla, mamy pozbawione upiększeń, czasem nieco nieporadne opisy umierających krain i miast, ich mieszkańców oraz zwyczajów.

Czy polecam? Jak najbardziej. Z jednym zastrzeżeniem – nie czytajcie tego na wczasach pod palmą, w wygodnym przedziale Intercity czy podczas wyjazdu do opływającego w zbytki kurortu. Możecie bowiem, wbrew własnej woli, skręcić w najpodlejszą z bocznych dróg, by szukać swojej własnej Pustki. Czujcie się więc ostrzeżeni.

Zagubiony kosmonauta

Autor: Daniel Kalder
Tłumaczenie: Maciej Ignaczak, Piotr Siemion
Wydawnictwo: Czarne
Miejsce wydania: Wołowiec
Wydanie polskie: 9/2008
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7536-035-6


blog comments powered by Disqus