Recenzja książki "Mój prywatny Sąd Ostateczny"
„Mój prywatny Sąd Ostateczny” to czwarta powieść Daniela Koziarskiego. Póki co autor opowieści o socjopacie imponuje regularnością pracy, publikując nie rzadziej niż raz do roku kolejne dzieło. Po dobrze przyjętym debiucie literackim i jego podwójnej kontynuacji, nadszedł czas na ukoronowanie pewnego etapu twórczego. Dynamiczny, dobrze przemyślany tryptyk, w którym wątki obyczajowe mieszają się z uderzeniową mocą thrillera, to zaiste rzecz warta odnotowania.
Na nową książkę Daniela Koziarskiego składają się trzy krótkie powieści. W zasadzie, na język samo się ciśnie określenie: nowele, gdyby nie fakt, iż ich konstrukcja wyklucza użycie tego terminu. Jak zapewne pamiętamy z lekcji polskiego, nowela jest tekstem, w którym występuje wyraźny rozwój akcji zwieńczony równie wyraźnym wierzchołkiem, po którym nie ma już nic. Powiastki Koziarskiego zbudowane zostały wedle całkowicie innego schematu. Choć w każdej z nich pojawia się przełom w życiu bohaterów, jest on rozbity na dłuższy okres. Zmiany wkradają się w ich los już z pierwszym zdaniem powieści, ale ostatnie wcale nie jest przysłowiową kropką nad „i”. To zresztą jest również cechą charakterystyczną książki: Koziarski snuje opowieści o ludziach, oddając im głos, ale ani mu się śni doprowadzać wszystko do dramatycznego lecz ostatecznego finału. Decyzje i wydarzenia prowadzą jedynie do nowych możliwości. Jak to w życiu…
Recenzowanie poszczególnych opowiadań w antologiach służy – zapewne – zwiększeniu objętości tekstu krytycznego. W tym przypadku, mając do czynienia z krótkimi, ale jednak powieściami, warto mimo wszystko przyjrzeć się każdej z nich osobno, zwłaszcza, że trzy opowieści egzystują w tej samej przestrzeni i stykają się na wspólnych płaszczyznach. Punktem stycznym jest postawienie bohaterów wobec ich własnych, tytułowych Sądów Ostatecznych, a więc sytuacji ostatecznych.
Pierwsza cząstka poświęcona jest dynamicznej, dojrzałej pani mecenas, Grażynie Szelskiej, która wzorem wszystkich prawników świata zdaje się wierzyć, że nie warto wierzyć w nic. Uwikłana w problemy osobiste – przede wszystkim śmiertelną chorobę – rozpoczyna spisywanie osobistego rachunku życia. Inaczej też spogląda na bieżące wydarzenia. Żadna skrucha nie jest jednak w stanie naprawić nieodwracalnego: przywrócić komuś życia czy odbudować relacji z nienawidzącym ją synem.
W drugiej minipowieści poznajemy Krzysztofa Rowińskiego, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z dorosłością. Jest świetnie ustawiony: ma bogatego ojca, który bez mrugnięcia okiem opłaca jego rachunki i nikt nie wtrąca się w jego życie. Kiedy odkrywa w sobie homoseksualne skłonności, wiele wydarzeń przeskakuje na całkowicie nieprzewidywalne tory. Raz podjęte decyzje prowadzą go drogą, której kształtu nie mógł przewidzieć, a z oderwanych od siebie drobiazgów formuje się lawina, która może go przysypać na dobre.
Trzecia, ostatnia opowieść daje nam możliwość poznania warszawskiego taksówkarza, Papierskiego. Ten bohater jest bez wątpienia najbardziej hardcore'owy ze wszystkich, w rzeczy samej jawi się jako połączenie szalonego Travisa Bickle'a (postać stworzona przez pamiętnego De Niro w „Taksówkarzu”) i precyzyjnie bezwzględnego Franka Castle'a, czyli słynnego Punishera z komiksów Marvela. Mężczyzna wiele lat temu stracił żonę, która nie przeżyła porodu córki. Ta zresztą też już nie żyje: powiesiła się wkrótce po tym, jak poddała się aborcji. W grupie osób winnych jej śmierci znajduje się wspomniana już pani mecenas: to ona skłoniła dziewczynę do usunięcia dziecka, które począł jej syn. Na tym jednak nie kończy się galimatias splątanych ścieżek, wśród którego toną bohaterowie powieści Koziarskiego.
Mocną stroną potrójnej powieści jest jej język: zarówno w kwestii technicznej, jak i pod względem treści. „Mój prywatny Sąd Ostateczny” to książka napisana bardzo sprawnie, bez dłużyzn i grafomanii, a przy tym wcale nie banalnie. Żywy, porządny i w dodatku elastyczny język nadąża bez problemu za zdrowo zakręconymi losami bohaterów. To dzięki temu, czytając trzy cząstki powieści, które w pewnym stopniu się powielają i nachodzą na siebie, nie ulegamy wrażeniu, jakbyśmy kartkowali przekserowane i odgrzane pomysły. Koziarski stworzył intrygującą konstrukcję fabularną, ale szczególne brawa należą mu się za kreacje bohaterów. Każdy jest tutaj unikalny. Dojrzała pani mecenas, młody chłopak poszukujący swojej seksualności i starzejący się taksówkarz, którego cierpienie pcha do popełniania zbrodni. Także rozwiązania fabularne niejeden raz zaskakują, nawet jeśli nie rzucają na kolana, to zdobywają szacunek dla autora.
„Mój prywatny Sąd Ostateczny” to pozycja o trochę zbyt długim tytule i niekoniecznie trafionej okładce, sugerującej niewysokich lotów sensację. To zarazem główne i chyba jedyne wady powieści, o ile, rzecz jasna, w ogóle możemy je nazwać wadami. Nowe dzieło Koziarskiego to całkiem dojrzałe podejście do ciekawego tematu, którego realizacja umiejętnie łączy najlepsze cechy thrillera i obyczajówki.
Mój prywatny Sąd Ostateczny
Autor: Daniel KoziarskiWydawnictwo: Grasshopper
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 11/2009
Liczba stron: 448
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-61725-12-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 25,90 zł
Sklep
Forum