Zachować człowieczeństwo
Najnowsza powieść Daniela Odiji to literatura niezwykle mądra i wrażliwa, której odbiór stanowi jednocześnie prawdziwą drogę przez mękę. I nie chodzi tu o język - przeciwnie, ten w sposób przedziwnie lekki buduje nam świat uczuć najgłębszych, raz jeszcze dowodząc jak wielka siła wpisana jest w prostotę słów. Jednak kolejne strony tej książki z ciężarem przepływają przez palce, przenoszą nas do nadmorskiego miasteczka, w labirynt losów kilkorga jego mieszkańców, snujących swoje żywoty bardziej wewnątrz samych siebie, niż w otarciu o świat rzeczywisty. I chyba właśnie wnętrze stanowi słowo klucz dla Kroniki umarłych, pozycji w dorobku słupskiego autora najciekawszej i bez wątpienia najbardziej osobistej.
Kronika jest literaturą trudną, oczekującą na czytelnika cierpliwego i gotowego. Przebrnięcie przez te 337 stron to prawdziwa droga krzyżowa, ale na koniec spotyka nas nagroda, katharsis. Na koniec przychodzi pokora i zrozumienie, jak wiele z tej cechy musi nosić w sobie sam autor, żeby z tak liczną armią demonów rozliczyć się bez żalu. Odjia imponuje wnikliwością obserwacji, oceną ludzkich postaw, która nigdy nie staje się roszczeniowa. Nigdy do końca nie potępia. Jego bohaterowie dziwnie splatają się w jedność - to jakby człowieka rozłupać na szereg postaw i wpisać w karty powieści. Jedna jego część znajduje ratunek w szaleństwie, inna tonie się w błahostkach życia, jeszcze inna poprostu straci wiarę. Tak zwyczajnie, po ludzku. Bo w Kronice umarłych nie ma postaci złych i dobrych, a jedynie zagubione, niesprawne ludziki, które w regularności życiowych upadków starają się zachować człowieczeństwo. I zgodnie z ludzkim prawem, niekiedy wybierają źle. Tyle, że w świecie, w którym "szum morskich fal przestał przynosić ukojenie, gdzie historia miesza się z teraźniejszością, a umarli powstali z grobów by trwać wśród żywych trawiąc ich senne marzenia", w takim świecie próbować równoważne jest ze zwycięstwem. A na wszystko to, z bezkresu nieba, spoglądają ponuro ptaki. I komentują pozorność niepokojącym krzykiem.
Na poziomie literackim Kronika umarłych ma w sobie coś z mrocznej gawędy, pisana jest językiem prostym, ale niezwykle plastycznym. Odija znakomicie przyspiesza pióro, oddając jazgotliwy zgiełk muzyki jazzowej, by następnie zwolnić, zanurzając się do najciemniejszych, najszczelniej zamkniętych wnętrz swoich bohaterów. Męczyły mnie odrobine, nieco alegoryczne opisy szaleńczych widziadeł, jakie spadają na jednego z bohaterów, ale to w posępnej perfekcji tej książki mało znaczący detal. Odji udało się napisać powieść pełną, a co za tym idzie, zwiastującą przełom, zwrot w jego karierze pisarskiej. Szkoda tylko, że wydawca nie pozwolił do końca wybrzmieć treści i zamiast dopełniającej Komedii - tak miał brzmieć pierwotny tytuł książki - postanowił ochrzcić ją Kroniką umarłych. Dlaczego poczytuję to, jako zarzut? Bo przy zmienionym tytule, jakoś ciszej odgrywa się melodia zdań: "Mateuszowi zdawało się, że powietrze wyśpiewuje kodę Komedii, kompozycji, która miała scalić rozbity świat, połączyć skłóconych kochanków, osłabić nienawiść wrogów, samotnym zapewnić towarzystwo, wywyższyć poniżonych i zbawić potępionych! To miało być opus magnum przeobrażające ołowiane przerażenie w ulotną woń raju!" Stało się jak się stało, trzymam w dłoniach Kronikę umarłych. I mając w pamięci jej oryginalny tytuł ponownie zaglądam w ten obraz ludzkiej małości. I polecam każdemu, żeby spróbował. O ile ma odwagę.
Kronika umarłych
Autor: Daniel OdijaWydawnictwo: W.A.B.
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2010
Seria wydawnicza: Archipelagi
Liczba stron: 344
Format: 125x200 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7414-488-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł
Sklep
Forum