Daniel Pinchbeck "Przełamując umysł" - recenzja książki
Na samym początku wyjaśnijmy sobie jedno: Daniel Pinchbeck nie jest nowym Robertem Antonem Wilsonem, Terrence'm McKenną czy Timem Learym. Mimo swoistego "hype'u" na jego nazwisko, to jeszcze nie ta sama liga. Jego dorobek nie jest na tyle bogaty, by wymieniać go jednym tchem z tuzami kontrkulturowego pisarstwa, których książki o poszerzaniu granic świadomości nie przestają inspirować kolejnych pokoleń psychonautów. Ten Nowojorczyk w ciągu ostatnich lat przeszedł bardzo interesującą metamorfozę: ze zblazowanego dziennikarza zmienił się w akolitę neopsychodelii, piewcę poszukiwań szamańskiego ducha w każdym z nas. Jego książkowy debiut, wydany w 2002 r. Przełamując umysł, stał się w Stanach Zjednoczonych bestsellerem. Książka ta, mimo niszowego i kontrowersyjnego tematu, otarła się wręcz o mainstream. Teraz zapoznać się z tym tytułem mogą polscy czytelnicy. Jego lektura jest równie fascynująca, co momentami frustrująca.
Przełamując umysł zaczyna się od swoistej spowiedzi autora. Pinchbeck w latach 90. wpadł w duchowy i egzystencjalny kryzys. Pustki tej nie mogły wypełnić ekscesy oferowane przez środowisko nowojorskiej bohemy. Wyruszył więc do Gabonu, gdzie pod nadzorem czarownika z plemienia Bwiti przeszedł inicjację, zażywając ibogę - wywar ze "świętego drzewa", który zsyła wizje. To doświadczenie odmieniło go diametralnie; sam porównał je do wieloletniej psychoterapii. Przewartościowawszy swoje życie, dziennikarz wyrusza w podróż po świecie, śladem innych "świętych roślin". W Meksyku kosztuje "magicznych grzybów", w Ekwadorze styka się z ayahuascą. W Nowym Jorku zażywa DMT i DPT, potężnych psychodelików, których działanie jest jednocześnie piękne i straszne. Podczas pobytu na festiwalu "Burning Man" na pustyni w Nevadzie oraz konferencji enteobotanicznej w Palenque napotyka kolorową zbieraninę amatorów psychodelików, naukowców zajmujących się wymyślaniem nowych substancji narkotycznych, białych neoszamanów, okultystów i wszelakiej maści freaków. Wymienia się z nimi doświadczeniami i teoriami na temat tego, co ludziom może dać psychodeliczny wgląd. Sugestywne opisy narkotykowych wizji Pinchbecka i dziwnych wydarzeń z jego życia przemieszanie są z podsumowaniem dorobku zachodnich pisarzy, badaczy i myślicieli, którzy w swoich dziełach dotykali tematyki poszerzania świadomości, przebicia się przez kurtynę ograniczeń, które narzuca społeczeństwo i cywilizacja. Padają tutaj zarówno nazwiska znane w Polsce, jak Burroughs, Artaud, Ginsberg, Huxley, McKenna czy Leary, jak i te znane dużo mniej: Grof, Strassman, DeKorne oraz Shulgin. Hipotezy naukowe spotykają się z zachodnią tradycją magiczną, buddyzmem i gnostycyzmem, paradoksalnie mówiąc o tym samym.
Trzeba przyznać, że Pinchbeck ma prawdziwy pisarski talent. Relacje z jego podróży czyta się z zapartym tchem - łączy reporterskie oko do szczegółów, barwne opisy własnych wizji z chłodnym dystansem sceptycznego obserwatora. Nie zachłystuje się zetknięciem z autentyczną, żywą kulturą szamańską i nie omija wszystkich złych cech charakteru napotykanych szamanów. Nie idealizuje: nie są oni "szlachetnymi dzikusami", za to często są przebiegli, chytrzy i skłonni do gniewu, a nawet przemocy. Potrafi wskazać, jakich straszliwych spustoszeń dokonuje cywilizacja białego człowieka w zetknięciu z rdzennymi mieszkańcami Ameryki czy Afryki. Nie chodzi tutaj tylko o czysto fizyczne szkody, jak karczowanie lasów deszczowych pod kolejne odwierty naftowe. Poprzez zetknięcie z Zachodem zanika kontakt ze światem duchów - jeden z meksykańskich szamanów oznajmia wręcz, że ich święte rośliny tracą moc. Autor książki Przełamując umysł, ubolewając nad tym zanikiem prawdziwej więzi człowieka ze światem Przyrody, próbuje wskazać, jak ten proces odwrócić. Powtarza to, co cytowani przez niego niezliczeni badacze głoszą od dawna: psychodeliki mogą być kluczem nie tylko do uzdrowienia naszej okaleczonej psychiki, ale także ciał. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że ibogaina, ayahuasca czy LSD w znacznym stopniu pozwalają zerwać z alkoholowym czy heroinowym nałogiem.
Przełamując umysł nie boi się także uderzać w czułe punkty, próbując podważać utarte mity. Pinchbeck atakuje np. Timothy'ego Leary'ego za nieodpowiedzialne jego zdaniem i całkowicie lekkomyślne promowanie LSD jako specyfiku bezpiecznego, przeznaczonego do masowego spożycia. Skutkiem tego miało być zdelegalizowanie większości psychodelików i wstrzymanie solidnych naukowych badań nad tymi substancjami. Drwi także momentami z naiwności Terrence'a McKenny i jego bardziej "odjechanych" pomysłów. I chociaż można się w wielu punktach z krytyką Pinchbecka nie zgadzać, należy szanować to, że odważył się "poruszyć gniazdo os" i wskazać, że nie powinniśmy przyjmować za dobrą monetę wszystkiego, co mówią do nas nawet nasze "święte krowy"
Tutaj jednak zaczyna się też pewien problem. Wydawać się może, że Pinchbecka dotknął ten sam syndrom, co każdego neofity: nadgorliwość. Zachłysnąwszy się nowymi doświadczeniami, brakuje mu momentami dystansu do siebie samego, a czasem także po prostu wiedzy. Szczególnie koniec książki, kiedy to autor coraz dalej zapędza się w swoich wnioskach co do natury własnych kontaktów z "duchami roślin", "żywiołami", "inteligencjami" itd., budzi wątpliwości, czy on sam nie padł ofiarą utknięcia w "Niebezpiecznej Kapliczce". Pojęcie to wymyślił R.A. Wilson i oznacza ono mniej więcej niebezpieczeństwo przesadnego uwierzenia we własne lęki i obsesje. Pinchbeck zapomina o radach, których sam udziela innym i zaczyna święcie wierzyć w to, co zobaczył pod wpływem przeróżnych psychodelików. Zamiast "wiem" warto czasem powiedzieć "być może"... Innym zarzutem jest fakt, że książka nie do końca sprawdza się jako całość - rozdziały dobrze funkcjonują osobno, ale nie razem, jakby autor nie otrząsnął się jeszcze z dziennikarskich naleciałości i po prostu zebrał eseje w jednym miejscu.
Mimo tych wszystkich zastrzeżeń, lektura Przełamując umysł nie jest w żadnym bądź razie czasem zmarnowanym. Daniel Pinchbeck to postać dobrze rokująca na przyszłość. Warto o nim pamiętać i obserwować, w jakim kierunku rozwiną się jego kolejne książki po tym jakże interesującym debiucie. W końcu jest jeszcze młody, za dwie lub trzy dekady może dopiero osiągnąć swój szczyt. Ma on szanse na dołączenie do panteonu tych twórców, którzy będą inspirować kolejnych śmiałków, żeglarzy po wewnętrznych oceanach psychodelii.
Przełamując umysł
Redakcja: Dariusz MisiunaAutor: Daniel Pinchbeck
Okładka: Wojciech Benicewicz, Joanna John
Tłumaczenie: Maciej Lorenc, Dariusz Misiuna
Wydanie polskie: 12/ 2009
Tytuł oryginalny: Breaking Open the Head
Wydawca oryginalny: Broadway Books
Rok wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 300
Format: 210 x 148 mm
Oprawa: miękka
Dystrybucja: własna, internet, księgarnie
Wydanie: pierwsze
Cena z okładki: 41,70 zł





