Recenzja książki "Bizarro dla początkujących"

Autor: Sir Alexander
Korekta: Zunia
2 września 2011

Nowsze wrogiem nowego – myśl taka atakuje mnie, ilekroć natrafię podczas literackich bojów na nowy subgatunek, którego – jestem tego niemal pewien! – nie było jeszcze parę dni wcześniej. W płodzeniu podtypów przoduje fantastyka i tak, drodzy Czytelnicy, jeśli zatrzymaliście się na etapie New Age, to wiedzcie, że straciliście naprawdę wiele. New Weirdsplatterpunk, dieselpunk, gore… niektóre z tych określeń mają znaczenie wąskie, inne można stosować zamiennie z ich braćmi i siostrami, niektórych zaś nie powinno się używać w ogóle (o science fantasy słyszeliście? No właśnie). Głowa boli, język cierpnie, palce mdleją! A wszystko to nic, bowiem względnie niedawno na arenę wkradł się świeży zawodnik. Trochę po cichu, tylnymi drzwiami i korzystając z faktu, że lwy akurat spały… Mniejsza o sposób, liczy się efekt. Bizarro, bo tak owemu gladiatorowi na imię, ma świeże siły, wielkie ambicje i wielu niepokornych wyznawców. Czy okaże się nową gwiazdą czy wręcz przeciwnie, przeminie szybko niczym spadająca gwiazda? Na to pytanie odpowiedzą odbiorcy, a pomoże im w tym wydana właśnie pod tytułem „Bizarro dla początkujących” pierwsza w Polsce antologia tekstów naznaczonych piętnem nieznanego acz obiecującego subgatunku.

Ośmiu autorów, dwadzieścia szortów, sto dziesięć egzemplarzy (!), sześćset sześćdziesiąt sześć powodów, by oszaleć, zwariować i dać się pokroić, a w najlepszym wypadku stracić poczucie rzeczywistości. Ale zaraz… jakiej właściwie rzeczywistości? O czym mówimy? Bizarro udowadnia czarno na białym, że świat to dziwne miejsce, w którym dziać się mogą różne niepokojące rzeczy, a żadna nie przystaje do tego, co gotowi bylibyśmy nazwać rzeczywistością. Kierunek wyznacza Bartosz Czartoryski, który sugeruje, jakoby domy mogły… kopulować, co prawda, antykoncepcja okazuje się w tym przypadku zbędna. Rafał Kuleta dokłada swoje trzy zdjęcia do tej wizji i ostrzega, że choć seks uprawiać można zarówno z samym sobą, jak i z fotografiami, to efekty mogą być… liczne. Kłopotliwe bywa także spożywanie posiłków, zwłaszcza jeśli te lubią ożywać w ustach, o czym zaświadczy Wam Adrian Miśtak. Jeśli jednak konsumpcja się uda, to wyzwaniem może się okazać pewna prozaiczna, bardzo nieliteracka czynność, o której wieszcze narodowi nie wspominają (i bynajmniej nie jest to czesanie włosów). Siedząc w swojej świątyni dumania, nawet nie przypuszczacie, że w każdej chwili ryzykujecie życiem. Nie wierzycie? Uwierzcie Krzysztofowi T. Dąbrowskiemu, który chyba wie, co pisze. Tylko... nie czytajcie tego przy obiedzie, chyba że lubicie naprawdę mocne wrażenia. Niedaleko padł szort Krzysztofa Maciejewskiego od tej gastrycznej jabłonki – twórczo podejmując temat defekacji, gotów jest udowodnić, że kryją się w niej rozmaite konteksty i podteksty. Pozaziemskie, aby było ciekawiej. Aleksandra Zielińska, być może wystraszona mocnymi wrażeniami (i silnymi wiatrami), podkręciła apetyt historią niemal banalną, choć z twistem. Z jej tekstu dowiecie się czegoś o stosach całopalnych i dystrybucji narkotyków. Te ostatnie nie będą Wam potrzebne, aby zaznać odurzenia z racji… potrójnego uderzenia ostatnich dwóch finałowych partycypantów. Dawid Kain i Kazimierz Kyrcz Jr indywidualnie i w duecie stawiają kropkę – a nawet wielokropkę – nad pierwszym polskim bizarro, sumując zawartość antologii, a przy okazji prowadząc nas przez naprawdę mroczne ścieżki psychodelicznych fantazji. Uff… dobrnęliśmy do końca, zasłużyliśmy na coś klasycznego. Na przykład piwo z zieloną herbatą lub te słynne lody o smaku śledziowym…
 
„Bizarro dla początkujących” to rzecz bez precedensu na naszej lokalnej scenie literackiej. Niezwykłość antologii przejawia się na niemal każdej płaszczyźnie: od bardzo niewielkiego nakładu, poprzez konfigurację uczestników eksperymentu, aż po to, co najważniejsze, a więc tematykę tekstów i ich stylistykę. Zebrane w tomiku szorty są ze swej natury niegrzeczne, lubią urągać logice, stawiać świat na głowie albo… jeszcze lepiej… sprowadzać ten świat do jakiegoś dokuczliwego drobiazgu (dużą popularnością cieszą się „klimaty” gastryczne – mainstream tego nie lubi!). Wyłania się tutaj pewna prawidłowość, którą moglibyśmy określić mianem matematyki chaosu: struktury są głęboko ukryte, pozornie nieistniejące, zasady i reguły działają gdzieś na poziomie nanomyśli, podczas kiedy ogólna idea przewodnia umyka poznaniu. Ale w tym szaleństwie jest metoda, bowiem bizarro powstało jako gatunek hołubiący dziwaczność – ona jest lejtmotywem, gwiazdą przewodnią. Jak napisał Dawid Kain, jeden z autorów: „Opowiadania są dużo bardziej zwariowane niż to przyjęte w fantastyce czy horrorze. Bizarro przełamuje konwencje, niekiedy łączy baśń z pornografią czy też science fiction z surrealizmem”. Mówiąc krótko, bizarro to „połączenie wszystkiego z wszystkim, z naciskiem na groteskę, grozę i gore” (za Kazimierzem Kyrczem Jr.).
 
Początki zawsze bywają trudne – w tym przypadku każdą recenzję ogranicza fakt, że „Bizarro dla początkujących” nie nadaje się do jakichkolwiek porównań. Bo i z czym zestawić ten mocno zakręcony zbiorek, skoro jest pierwszym rodzimym przedstawicielem zjawiska? Z drugiej strony, pewne oceny są możliwe choćby z uwagi na twórców – ich nazwiska nie są anonimowe. Co więcej, tacy gracze, jak Kazimierz Kyrcz Jr czy Dawid Kain mieli już okazję sypnąć zarodkami bizarro choćby w niedawnej antologii „Chory, chorszy, trup” (czego zresztą nie ukrywają).
 
„Bizarro dla początkujących” to pozycja pionierska i jest to jeden z powodów, dla których warto się z nią zapoznać. Jeśli lubicie zwariowane teksty, tak zakręcone, że aż ślimakowi by z zazdrości różki odpadły, to z pewnością powodów znajdziecie więcej – może nawet dwadzieścia…
 

Bizarro dla początkujących

Autor: Bartosz Czartoryski, Krzysztof T. Dąbrowski, Dawid Kain, Rafał Kuleta, Kazimierz Kyrcz Jr, Krzysztof Maciejewski, Adrian Miśtak, Aleksandra Zielińska
Wydawnictwo: Grabarz Polski
Wydanie polskie: 8/2011
Liczba stron: 192
Oprawa: miękka
Wydanie: I



blog comments powered by Disqus