Historia wielkich ludzi - recenzja "Mnichów wojny"

Autor: Darek Czywilis
2 stycznia 2008

Kiedy słyszy się hasło krucjaty, wyobraźnia podsuwa kilka niezawodnych klisz: rycerze w masywnych zbrojach, tłumy Saracenów, oblężenia, walki... No i  właśnie zakonników, którzy stali się jedną z najlepszych formacji zbrojnych na świecie. Krótką historię rycerzy w habitach przedstawił w swej klasycznej już (pierwsze wydanie ukazało się w 1972 r.) książce Anglik Desmond Seward.

Mnisi wojny balansują na granicy pomiędzy pracą naukową, a powieścią przygodową. Opisy chwalebnych czynów, godne arturiańskich eposów, są opatrzone odnośnikami zarówno do średniowiecznych kronik, jak i współczesnych opracowań. Żywy styl oraz umiejętny dobór anegdot sprawia, że książka ta jest idealna dla osób, które dopiero zaczęły się interesować tematyką wypraw krzyżowych i zakonów rycerskich. Tym bardziej, że sporo miejsca poświęcono wydarzeniom, które na trwałe odcisnęły się w historii batalistyki. Szczególnie barwnie opisano wielkie bitwy szpitalników, takie jak obrona Rodos i Malty.

Wielką zaletą tego tytułu jest dobór tematów. Głównym tematem nie jest bowiem tragiczna historia templariuszy, ale zakonów, które trwały o wiele dłużej – krzyżaków oraz szpitalników. Szczególnie godne uwagi, z punktu widzenia polskiego czytelnika, są dzieje zakonu Najświętszej Marii Panny. Krzyżacy zostali opisani z obiektywizmem, bez wypominania zdrad i napawania się bitwą pod Grunwaldem. Portret odmalowany przez autora nie składa się tylko z Ulrika von Jungingen, ale naprawdę wybitnych dowódców i genialnych polityków – Hermanna von Salza, Winricha Kniprode czy brata Ulryka – Konrada z Jungingen. Kiedy zaś czyta się o krzyżackich rejzach ciągnących przez pruskie puszcze, kiedy to rycerze przypuszczający swe ataki w czasie zamieci śnieżnej, niczym białe zjawy wyłaniali się z nadbałtyckich lasów niczym wprost z sennego koszmaru to wyobraźnia pracuje o wiele intensywniej niż podczas lektury dowolnego fragmentu Konrada Wallenroda.

Co do templariuszy - Seward w bardzo ciekawy sposób opisał historię upadku zakonu. Nie tylko naszkicował kilkoma zdaniami parę barwnych, łatwych do odtworzenia w wyobraźni typów ludzkich, takich jak król Francji Filip Piękny, jego doradca Nogaret czy papież Klemens V (umiejętność zwięzłego portretowania postaci kompletnych, zarówno pod względem motywacji, jak i zachowań – oto największa zaleta sewardowskiej narracji!), ale udało mu się uniknąć pułapki tworzenia aury sensacji – wiele z mitów templariuszowskich (kult Bafometa, ponure rytuały, etc.) zostało obalonych, wraz z wyjaśnieniem przyczyn ewentualnej pomyłki.

Osobną perełką jest opisanie dziejów tzw. pomniejszych zakonów, aktywnych głównie w czasach iberyjskiej Rekonkwisty. O zakonach Alba, Santiago czy kalatrawensach nie wiadomo prawie nic, a szkoda – zwłaszcza wobec kontynuowania ich tradycji przez monarchię hiszpańską (król Juan Carlos jest honorowym wielkim mistrzem połączonych zakonów). Trochę brakuje w tym momencie opisania historii innych zakonów honorowych, takich jak zakony św. Ludwika czy św. Jerzego. Wzmianka o tym ostatnim pojawiła się tylko w tle historii Kawalerów Maltańskich, choć zdecydowanie zasługuje na rozwinięcie.

Jeżeli wspomina się o wadach książki, to oprócz skrótowości (co aż tak wielką wadą nie jest, osoby naprawdę zainteresowane np. losami templariuszy, mogą sięgnąć do szczegółowej monografii Michaela Barbera) trochę drażni potraktowanie tematyki asasynów, gdzie autor nie wyszedł poza kalki obecne w kronice Marco Polo (z których większość to zmyślenia i legendy). Szkoda o tyle, że dzieje Ubogich Rycerzy Świątyni są nierozerwalnie splecione z syryjskim odłamem sekty nizaryckiej – Seward przeoczył fakt iż asasyni... płacili templariuszom trybut pieniężny, co spotkało się z surową krytyką ze strony papiestwa. Sowitą rekompensatą za te niedociągnięcia są aneksy i uzupełnienia. Można się dowiedzieć z nich o polskich losach zakonu szpitalników, fałszywym zakonie maltańskim, czyli Czcigodnym Zakonie Świętego Jana czy losach angielskiego przeoratu szpitalników. Wszystkie informacje są uaktualnione zgodnie ze stanem faktycznym z 2007 r.

Czy warto sięgnąć po książkę Sewarda? Jak najbardziej. Nieważne, czy czytelnik interesuje się historią, czy po prostu lubi dobrze napisane książki - Mnisi wojny spełniają wymagania jednych i drugich.

Mnisi wojny

Autor: Desmond Seward
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 12/2005
Liczba stron: 336
Format: 155x235 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-7298-712-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus