Recenzja książki "Hell-P"
Wrocław miastem chamów. To krzywdzące i nieprawdziwe stwierdzenie, ale będące naturalną konstatacją po lekturze… polskiej fantastyki. Bo akurat to dolnośląskie miasto jest bardzo obficie reprezentowane w fantastycznym światku, co po części wynika z faktu, iż pochodzący z Wrocławia pisarze zdają się mieć wyjątkowo rozwinięte poczucie lokalnego patriotyzmu i w wielu swoich utworach bohaterem drugoplanowym czynią rodzinne strony. Tak jest w przypadku Andrzeja Ziemiańskiego, który swoimi powieściami (np.: „Toy Wars”) i opowiadaniami (np.: zebranymi w „Zapachu szkła”) zasłynął jako pisarz o wyjątkowo niewyparzonym języku, tworzący bohaterów, których można nazwać każdym mianem, tylko nie „grzecznymi”. A gdzie tu miejsce dla Eugeniusza Dębskiego, powieści „Hell-P” i chamów? Związek jest taki, że wrocławianin EuGeniusz (jak zwykł się często podpisywać) również nie stroni od dosadności, a w nowej powieści – choć jej akcja dla odmiany rozgrywa się głównie w stolicy – robi wszystko, żeby przebić swojego ziomka i kolegę po piórze.
„Hell-P” to swego rodzaju urban fantasy: realia współczesnej polski wypełnił autor nadprzyrodzonymi istotami, choć bardziej przypominającymi horrorowe zombie niż elfy. Bo są to istoty groźne, nieprzyjemne, wrogie ludziom i w ogóle „be”. Zwalczaniem ich zajmują się ekstermani, ludzie specjalnie do tego celu przeszkoleni i predestynowani. Jednym z nich jest niejaki Jerry, Amerykanin polskiego pochodzenia. Dzięki swoim kontaktom zapewnia on sobie przychylność ABW, która ma wspomagać zamorskiego gościa w jego śledztwie. Do sprawy zostaje oddelegowany funkcjonariusz Kamil Stochard. Wyrasta on na głównego bohatera powieści i to jego oczami – bo on też jest „zwykłym” człowiekiem, który o tajemniczych „guimonach” nie miał dotąd pojęcia – poznajemy całą intrygę.
Gdzie tu miejsce na chamstwo i wulgarność? Na każdej stronie książki i w każdym dialogu. Dębski nie napisał bowiem powieści fantastycznej, ale coś o rozpiętości między powieścią obyczajową a satyrą, dla której fantastyka jest jedynie sztafażem. Autor pisze o wszystkim i o niczym: dostaje się politykom, Radiu Maryja, telewizji i Polakom w ogólności. Dębski wyśmiewa, gani, łaja, próbuje obnażać (według niego) głupotę i pustotę. Problem w tym, że przesadza. Przerysowuje i robi to z przesadną zapalczywością, która objawia się między innymi językiem. Jeśli narrator używa często i gęsto słów na k… i ch…, to nic dziwnego, że praktycznie każda postać wypowiada się w takim tonie: „Kamil, kurwa, spuszczam się na twoją inteligencję i twoje wyczucie. Jesteś leniwy jak jebany jebaka kocur i masz niuch na śmietanę i skąd nadlatuje mokra ścierka. Zrób temu gostkowi loda, niech wyjedzie zaspokojony po uszy, a nie pożałujesz”.
Ta wulgarność jest strasznie irytująca i niesmaczna, zabawna może być chyba tylko dla młodszych nastolatków, dla których przełamywanie tabu, a takim są przecież „brzydkie słowa”, wciąż jeszcze przynosi frajdę. Zresztą jest też kilka innych tropów sugerujących taką grupę docelową czytelników: główny bohater ma właśnie mentalność 12-letniego chłopaka, dla którego marzeniem i celem jest trzymać w jednej ręce wielki pistolet, w drugiej samurajski miecz (sic!), swoje wypowiedzi budować w oparciu o popularny „wykrzyknik” na literę k, a czas spędzać na obijaniu twarzy złym typom i odprawianiu z kwitkiem napalonych ślicznotek (bohater jest bowiem gejem). Również fabuła jest na odpowiednim poziomie… bo praktycznie jej nie ma. Książka to zlepek scenek, wśród których przegadane fragmenty dialogowe, służące opowiadaniu pieprznych dowcipów albo komentowaniu zachowań Ojca Dyrektora, przeplatają się z bezsensownymi jatkami, w których bohaterowie wypadają lepiej niż cała dywizja twardzieli pokroju Rambo. Za grosz nie ma w tym sensu ani jakiegokolwiek wyważenia. I nie ratuje tej książki nawet świadomość tworzenia literackiej pulpy – bohaterowie czasem komentują to, z czym się spotykają, jako „tandetne” i „niczym z powieści”, zresztą właśnie powieści H.P. Lovecrafta są tu istotną częścią intrygi. Bo skoro autor wiedział, że piszę okropne, wtórne czytadło, a mimo to zdecydował się je wydać, świadczy tylko o jego szacunku dla czytelnika.
Moherfucker #1 - Hell-P
Autor: Eugeniusz DębskiOkładka: Maciej Dębski
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2008
Liczba stron: 336
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-89595-42-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 28,50 zł
Sklep
Forum