Recenzja książki „Tyrania Nocy”
Ze wszystkich trzech wydanych w Polsce serii książek Glena Cooka pierwsza część nowego cyklu, „Delegatury nocy”, najbardziej przypomina „Imperium grozy”. To napisana z ogromnym rozmachem opowieść o epickim konflikcie i wciągniętych w jego wir jednostkach.
Nikogo znającego powieści Glena Cooka nie zaskoczy fakt, że „Tyrania nocy” jest książką o politycznych manewrach, intrygach i działaniach wojennych na skalę całych armii. Zamiłowanie autora do tych i im podobnych tematów widoczne było w większości jego powieści. Dzięki temu w każdej chwili można było spodziewać się nagłego zwrotu akcji, a wielowarstwowe fabuły książek Cooka pochłaniały całą uwagę, skutecznie konkurując z rzeczywistością.
W nowej książce znalazłem wszystko to, co w poprzednich. Więc co poszło źle? Dlaczego, skończywszy lekturę, miałem wrażenie, że jednak czegoś zabrakło? Świat, który opisuje autor ma w sobie więcej z podręcznika historii niż z fantasy. Glen Cook przeniósł na karty swojej książki zmodyfikowaną wersję dwunastowiecznej Europy oraz Bliskiego Wschodu. Jedynie nazwy są zupełnie nieznane. Miejscami bywa to irytujące. Książka pełna jest nazw księstw, prowincji, miast. Zorientowanie się w skomplikowanych powiązaniach pomiędzy nimi wymaga nieraz nielichej gimnastyki umysłowej. Dla pocieszenia dodam jednak, że w momencie, gdy uda się skojarzyć jakiś kraj z jego średniowiecznym odpowiednikiem, od razu łatwiej się domyśleć jaką rolę odgrywa w tym świecie.
Nie można powiedzieć, żeby Glen Cook napracował się przy tworzeniu swojego świata. Prócz magii i tajemniczych istot z niej zrodzonych, nie ma tu nic, co już nie miałoby miejsca w naszej historii. Ale też nigdy w jego książkach nie było fajerwerków w postaci dziwacznych krain i zamieszkujących je wymyślnych istot. Zamiast tego autor zadał sobie niemały trud, opisując świat i dbając o to, by wszystko było w nim spójne i logiczne. A w książce, która opowiada o polityce, jest to ważniejsze od oryginalności.
Na fabułę składają się trzy równoległe wątki, które nie tylko tworzą historię, lecz również pozwalają ją oglądać z różnych stron. Dzieje bohaterów są powikłane, ale dobrze przemyślane. Zdarzają się słabsze momenty, lecz generalnie opowieść bardzo mnie wciągnęła. W książce zdecydowanie większy nacisk postawiono na intrygi niż na bezpośrednią walkę. Mimo to potrafi trzymać w napięciu.
Glen Cook wprowadza galerię barwnych postaci. Żadna z nich nie jest jednoznacznie pozytywna ani negatywna, nawet jeśli początkowo można odnieść wrażenie, że da się przeprowadzić taki podział. Bohaterowie są złożeni, każdy jest w jakiś sposób charakterystyczny. Niedobrze się więc stało, że taki potencjał nie został do końca wykorzystany. Bohaterowie Glena Cooka byli zawsze jego mocną stroną. To pisarz, który ma talent do tworzenia zapadających w pamięć portretów. Tym razem jednak postacie giną gdzieś pomiędzy rozbudowanymi opisami kampanii wojskowych i zależności politycznych. Jest o nich po prostu za mało, nie mogą się w pełni wykazać. Brakuje ich osobistego wkładu w fabułę. Próżno szukać sarkazmu Konowała, ironicznych komentarzy Murgena, czy humoru Garretta. Co jakiś czas pojawiają się śladowe ilości tak pasującego do powieści Glena Cooka gorzkiego humoru, ale to za mało, by książkę czytało się z taką samą fascynacją, jak genialne kroniki Czarnej Kompanii.
Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne tomy będą pod tym względem lepsze. Być może w następnej części cyklu, gdy autor nie będzie już zmuszony tak dokładnie wyjaśniać kwestii politycznych, bohaterowie otrzymają należną im część uwagi. Oby tak, bo, mimo wszystkich zastrzeżeń, nadal uważam „Tyranię nocy” za dobrą książkę i będę czekał na jej ciąg dalszy.
Delegatury Nocy #1 - Tyrania Nocy
Autor: Glen CookTłumaczenie: Jan Karłowski
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 7/2007
Tytuł oryginalny: Instrumentalities of the Night: The Tyranny of the Night
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 648
Format: 130 x 200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7301-782-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,91 zł
Sklep
Forum