Recenzja książki "Niemieckie dzieje w XIX i XX wieku"

Autor: Hubert Kuberski
Korekta: Bool
28 listopada 2009

www.sklep.gildia.pl
Golo Mann. Niemieckie dzieje w XIX i XX wieku.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 57,60 zł  64,00
dodaj do koszyka

Książkę Golo (wł. Angelusa Gottfrieda Thomasa) Manna wydała Wspólnota Kulturowa "Borussia". Syn noblisty wykazał się talentem literackim oraz znajomością dziejów ojczystego kraju. Czytając poszczególne rozdziały, poznajemy skomplikowaną drogę Niemiec ku Hitlerowi (choć sam wolumin kończy się na rządach Adenauera).

Życie polityczne dominuje w wywodzie Manna, choć nie brakuje informacji o umysłowości niemieckiej, która panowała na świecie do XX wieku. Jednym z najpiękniejszych rozdziałów jest kilka stron o Heinrichu Heinem, którego tak mocno wyparły się Niemcy po 1933 roku. O tym nie mowy, ale za to możemy rozkoszować się przykładami liryki i pasjonującymi opisami tułaczego losu wielkiego niemieckiego poety żydowskiego pochodzenia. Zdumiewa rozdział o nieszczęśliwym – docześnie i pośmiertnie – Friedrichu Nietzschem, gdyż pozwala zrozumieć, jak został niezrozumiany ten filozof, co potwierdzają chociażby jego pełne podziwu słowa o "narodzie wybranym".

Jednak wraz ze zbliżaniem do ery H. (w taki sposób autor pisuje o Führerze po przejęciu władzy w 1933r.) coraz niepokoi przekaz Golo Manna, pochodzącego z rodziny noblisty. Czy Golo wyniósł z domu rodzinnego niechęć do ludów zamieszkujących wschód? Czyżby zaciążyła edukacja w monachijskim Wilhelms-Gymnasium, gdzie nauczył się negatywnie traktować Polaków? Co działo się z jego poglądami podczas dwuletniego kryzysu i "najciemniejszej melancholii"? W jakim środowisku przebywał podczas rewizjonistycznego festiwalu Stresemanna? Czy takie są poglądy elit niemieckich nie różnią się od przeciętnej opinii o Polnische Wirtschaftmann? Jeśli więc niemiecki robotnik, bankowiec i intelektualista mają takie same przekonania na ten temat, to biada Polsce.

Wzmianki Golo Manna o Polsce i polskich granicach są zawsze nacechowane wyższością, a czasami pogardą. Przytoczmy kilka znamiennych poglądów autora: "...im więcej upływało lat, im gęściej Polacy zabudowywali i zasiedlali niemieckie niegdyś ziemie. Celem - jak utrzymywano - jest powrót do «granic z 1937 roku». Wszelako w czasie gdy Niemcy miały te granice, nigdy ich w głębi serca nie uznały. Były to właśnie granice narzucone przez «haniebny dyktat wersalski»; niemieccy politycy uważali, ze dla ich rewizji warto rozpętać wojnę, która przerodziła się w wojnę światową. Czy tym razem poprzestano by na granicach z 1937 roku?" - oto retorycznie pytanie w książce, która uformowała myślenie współczesnych Niemców o swojej historii.

Golo potrafi stwierdzić, że Polacy "mieli to do siebie, że żądali więcej, niż im się należy", przed wojną stworzyli "wielkie, lecz miernie rządzone, amorficzne państwo narodowe". O Piłsudskim pisze, że to "dyktator, właściwie półdyktator", a w 1918 roku "Polska rozrosła się na zachodzie i na wschodzie bardziej niż powinna; napuszyła się wtedy zwycięstwem i oślepła podobnie jak inne małe narody. [...] Swój byt państwowy zawdzięczała niemocy, chwilowemu wypadnięciu Rosji i Niemiec z gry."

Jego opinia o wojnie niemiecko-polskiej sprowadza się do stereotypu: "dzielni, ale staromodnie uzbrojeni, walczący pod ignoranckim dowództwem Polacy niespełna czternaście dni [sic!] wytrzymywali napór niemieckich dywizji pancernych".
Ale zaskakuje już stwierdzenie o 1848 roku: "W pruskiej prowincji poznańskiej - tak zwanym Wielkim Księstwie - żyli Polacy i Niemcy, tych ostatnich około pół miliona, Polaków nieco więcej; po części odizolowani od siebie, po części w ścisłym związku. Kiedy tylko Polacy uzyskali od państwa pruskiego prawa polityczne, których wcześniej nie mieli, zaczęli się szarogęsić w prowincji, utworzyli własny rząd, dręczyli Niemców i Żydów. Kto nie miał wolności i praw, po ich odzyskaniu bierze sobie więcej, niż mu się należy, i wyrządza innym to, co dotąd wyrządzano jemu. Podobnie przywódca Czechów Palacky wnet zacznie bajdurzyć o przejęciu Saksonii, która ongiś była jakoby czeska, a w każdym razie słowiańska, Niemcy zaś bezprawnie się w niej zagnieździli. W Pradze było to tylko bajanie; w Poznaniu – czyny, konfiskaty, grabieże. Niemcy reagowali. Interweniował Berlin. Początkowo z dobrą wolą, liberalnie, usiłowano życzliwie mediować, rozdzielić obie narodowości. Koniec był taki, ze po niemieckiej stronie nie dało sie uniknąć wojny domowej i oddziały pruskie zgniotły rebelię Polaków. Pruski generał wykazywał, jak sie wydaje, złą wolę; Polacy, zagrzewani przez swoja szlachtę i biskupa, nie wykazywali dobrej woli. Wojska pruskie odniosły zwycięstwo, chcąc nie chcąc, rozbroiły polskich rewolucjonistów i przywróciły stary ład, co budziło aplauz Niemców. Nie było to zwycięstwo rewolucji ani niemieckiej, ani żadnej".

A chwilę później nie musiał, ale napisał: "Zostawić Niemców w Poznaniu na pastwę nieokiełznanej, chyba nie stojącej wyżej pod względem cywilizacyjnym większości polskiej – ostatecznie byłoby to rzeczywiście zadanie nieco zbyt daleko idące. I dopóki władza była władzą i wszędzie na świecie obowiązywało prawo silniejszego, Niemcy musieli swoje prawo przekładać nad słowiańskie".

Na dalszych stronach autor przypomina, że "Generał von Seeckt szedł jeszcze dalej i uważał, ze Niemcy w przymierzu z Rosją powinny skręcić kark Polsce; bolszewicy już się «opierzyli»; to otwiera drogę do nowej niemieckiej mocarstwowości. Dziecinne marzenia; szczeniackie i prostackie jak wszystkie projekty polityki mocarstwowej, charakterystyczne dla niezmiennej sytuacji Niemiec miedzy Wschodem i Zachodem, niezmiennie niebezpiecznej, niezmiennie kuszącej".

Porządek wersalski ocenia w duchu rewizjonistycznym, panującym w Republice Weimarskiej: "Stosunki między Niemcami a nowym państwem polskim nie mogły ułożyć się dobrze. Wszak Polska powstała kosztem Niemiec, tak jak niegdyś Prusy kosztem Polski. Sam fakt, ze polskie terytorium państwowe oddzielało prowincję wschodniopruską od macierzy, nie byłby jeszcze tak tragiczny, gdyby oba narody rozumiały się i szanowały nawzajem; ale ponieważ się nie rozumiały i nie szanowały, lecz raczej łapczywie podchwytywały każdą okazje do ewentualnego skandalu, przeto «korytarz», izolację Prus Wschodnich i sztuczny, szczególny status Wolnego Miasta Gdańska odbierano wśród Niemców jako hańbę". Dalsze słowa brzmią, jakby żywcem wyjęte z Parteitagu lub enuncjacji goebbelsowskiej propagandy: "Tak zwany korytarz, oddzielający Prusy Wschodnie od Rzeszy, był poronionym płodem abstrakcyjnej sprawiedliwości, która gardzi realiami, «Wolne Miasto» Gdańsk - czystym ekscesem. Miasto było niemieckie".

Sprawa polska w całej tej blisko 600-stronicowej księdze został potraktowana marginesowo, gdyż Manna interesowały tylko Niemcy. Ale potrafią zatroskać słowa: Za nic mamy historyczne argumenty - ryczy Golo Mann - których używają Polacy, by usprawiedliwić aneksje «ziem odzyskanych»; to argumenty błazeńskie. Nie bardzo przekonuje nas też argument «rekompensaty», ponieważ Rosja odebrała Polakom tyle i tyle terytoriów na wschodzie, a powinni oni wynieść z tej kaźni przynajmniej nieokrojone państwo, przeto należy im się tyle i tyle niemieckiej ziemi na zachodzie, przyznanej kosztem pokonanego wroga, którego trzeba ukarać. Albo ziemie zabrane przez Rosje na wschodzie były polskie, a wówczas powinny polskie pozostać, albo polskie nie były – w takim razie Polakom nie należał sie substytut. W istocie ludność zamieszkująca oderwane prowincje wschodnie w większości nie była polska, lecz litewska, ukraińska, białoruska; zaledwie około dwóch milionów Polaków przesiedlono stamtąd na "odzyskane" ziemie zachodnie. Ten monstrualny transfer ludzi i przesunięcie granic nie wynikało z racjonalnej kalkulacji. Dla strony polskiej oznaczał akt zemsty, odszkodowanie za okrutne straty i katusze w każdej sferze; akt spełnienia prastarych, imperialnych marzeń, na który, jak mniemano, należy sobie pozwolić, mając za sobą taką mękę i zajmując teraz pozycją zwycięzcy".

Autorem tych zjadliwych uwag nie jest żaden członek ziomkostw, odwetowiec czy neonazista. To filozof i historyk w jednej osobie, intelektualista i moralista, przeciwnik nazizmu i emigrant z kraju zadżumionego nazizmem. Ukończył on swe "opus magnum " w 1958, a później stał się niekwestionowanym europejskim autorytetem w sprawach wszelakich, modelowym antytotalistą, wzorem współczesnego demokraty. Golo Mann odpowiadał swoimi "Niemieckimi dziejami w XIX i XX wieku" na wywody brytyjskiego historyka A.J.P. Taylora, utrzymującym, ze nazizm postawił przed narodem niemieckim cele, które Niemcy stawiali sobie, odkąd rozpadło sie Święte Cesarstwo Narodu Niemieckiego. Ale słowa o Polsce niepokoją, bo wierzą słowom Golo Manna miliony Niemców.

Już Paweł Huelle pisał w szkicu "Podroż w ciemność historii": "Rzecz jasna poziom argumentacji Golo Manna nigdy nie osiągnął takiego prymitywizmu i poziomu bezczelnej agresji jak retoryka Eriki Steinbach, ale sposób myślenia jest podobny". O tym trzeba pamiętać, jak i fakcie, że "Niemieckie dzieje w XIX i XX wieku" szybko stały sie bestsellerem, najchętniej czytaną niemiecką książka historyczną w poprzednim wieku.

Niemieckie dzieje w XIX i XX wieku

Autor: Golo Mann
Wydawnictwo: Borussia
Miejsce wydania: Olsztyn
Wydanie polskie: 2/2009
Tytuł oryginalny: Deutsche Geschichte des 19. und 20. Jahrhunderts
Wydawca oryginalny: S.Fischer Verlag
Rok wydania oryginału: 1957
Liczba stron: 600
Format: 170 x 240 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-89233-34-9
Cena z okładki: 63,90 zł


blog comments powered by Disqus