Recenzja książki "Nadepnęłam na węża"
„W zaroślach po drodze do parku Midori nadepnęłam na węża” – tak brzmi pierwsze zdanie książki Hiromi Kawakami. Niedługo potem okaże się, że to zdarzenie miało bardzo poważne konsekwencje. Nie tylko dla samej bohaterki opowiadania, ale przede wszystkim dla czytelników, to oni bowiem zostaną wciągnięci w zupełnie nową, nieprzetartą, obcą prozę. Książka Hromi Kawakami zawiera trzy opowiadania, a każde z nich jest oryginalne i inne niż poprzednie.
W stylu Kawakami dominuje przede wszystkim prostota. Autorka unika zbędnych ozdobników, pozostawia dużo miejsca na oddech. W pewnym sensie w kwestii językowej opowiadania Kawakami odpowiadają japońskiej estetyce. Przede wszystkim jednak lekkie pióro autorki bardzo ułatwia skupienie się na zawiłościach fabuły. Wspomniana już prostota jest wręcz niezbędna, by książkę można było przeczytać, nie męcząc się przy tym.
Czy to oznacza, że fabularnie opowiadania są aż tak złe? Bynajmniej. Są jednak bardzo wymagające. Ich akcja rozgrywa się w zupełnie innej przestrzeni, gdzie zastosowanie zwykłej logiki nie przyniesie efektu. Rozpoczynając lekturę, czytelnik szybko orientuje się, że, aby wejść w opowiadania Kawakami, musi przekreślić aksjomaty, które funkcjonują nie tylko w dniu codziennym, ale również w większości książek. Świat Kawakami nie jest naszym światem. Nie jest nawet wariacją na jego temat, lecz czymś nowym i nieznanym.
Od samego początku autorka wplata w pozornie znajomą scenerię elementy niesamowitości. Wygląda to tak, jakby próbowała jeszcze utrzymać swoją wyobraźnię na wodzy, ta jednak szybko i niepostrzeżenie wymyka się, by przejąć pełną kontrolę nad tekstem. Swoją drogą, kolejność prezentowanych opowiadań znakomicie ułatwia wejście w klimat książki. Pierwszy tekst włożyć można do szuflady z napisem „realizm magiczny”. Można pokusić się o porównanie go z tekstami Murakamiego, choć zarówno pod względem stylu, jak i budowania atmosfery w ogóle ich nie przypomina. Im dalej jednak, tym większe będzie przekonanie czytelnika, że słowo „realizm” jest tu nie na miejscu. Pod koniec Kawakami bliżej jest do swobodnych fabularnie utworów Felicitas Hoppe albo Aglai Veteranyi niż do uporządkowanego (mimo wszystko) Murakamiego.
Choć opowiadania nie prowadzą czytającego prostą drogą ku konkluzjom, nie jest trudno znaleźć w nich temat do refleksji. Łatwo też dostrzec w nich japońską kulturę, mimo że pozbawiona jest ona niemal całej oczywistej zewnętrznej powłoki tradycji i typowych elementów wizualnych; jest obecna raczej w zachowaniu postaci, ich stosunku do świata i do siebie nawzajem.
Na koniec słowo o wydaniu książki. Szata graficzna jest prosta i schludna. Ilustracja z okładki nie narzuca żadnych skojarzeń, pozwala oku prześliznąć się przez pastelowe kolory do pierwszych stron tekstu. Wewnątrz książki zaś warto zauważyć krój pisma stylizowany lekko na pismo japońskie. To bardzo delikatna stylizacja, ale zauważalna. Dodaje lekturze smaku.
„Nadepnęłam na węża” jest jak obraz Hieronima Boscha. Nie sposób ogarnąć całości dzieła jednym spojrzeniem. Jednak w miarę zapoznawania się z opowiadaniami odkrywa się kolejne warstwy ukrytych wśród słów myśli. Przekaz rozbity jest na kawałki i ukryty w szczegółach. To książka wymagająca i dla wymagających. To spotkanie z nieznaną stroną literatury japońskiej.
Nadepnęłam na węża
Autor: Hiromi KawakamiTłumaczenie: Barbara Słomka
Wydawnictwo: Karakter
Wydanie polskie: 4/2010
Liczba stron: 160
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-927366-7-7
Cena z okładki: 27 zł
Sklep
Forum