Polacy nie gęsi, swego Chandlera mają...
Prywatny detektyw to jedna z najbardziej ikonicznych postaci literatury masowej czy też współczesnej. W niezliczonych powieściach przewijał się typ twardziela w znoszonym prochowcu i kapeluszu, długach i zadymionym biurze, do którego zagląda piękna klientka z błahą z pozoru sprawą. Tyle, jeśli chodzi o teorię w skrócie.
Książki tego nurtu pisane były już w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych, a potem przebyły ocean i zaczęły również powstawać w Europie. Nazwiska takie jak Chandler, Hammet czy Spillane są dobrze znane nie tylko fanom gatunku, ale i szerszej publiczności, nawet w naszym kraju. Nurt ten, atrakcyjny do dziś, doczekał się naśladownictwa w naszym języku. Jednak nie jest to tylko puste kopiowanie schematów, jakimi posługiwali się już w latach dwudziestolecia międzywojennego pisarze amerykańscy, lecz stworzenie od podstaw bohatera, który śmiało może konkurować z tymi najsłynniejszymi, zamieszkującymi przeważnie Nowy York, Chicago czy Los Angeles.
Umberto Pesco wspomina na kartach powieści „Ryba płynie za mordercą” jedną ze swoich głośniejszych spraw, która jak zwykle zaczęła się bardzo przyziemnie. Ot, włoski potentat filmowy, który fortuny dorobił się przed wojną w USA na podejrzanych interesach (na pewno związanych z mafią), Carlo Barenzo, prosi naszego detektywa o pomoc, gdyż dostaje pogróżki od nieznanych mu osób. Twierdzi, że w ciągu miesiąca sprawa się wyjaśni, a Umberto jest mu potrzebny jako ochroniarz. Honorarium jest zadowalające dla naszego detektywa, więc nie zastanawiając się długo, zgadza się na podjęcie tego zlecenia. Umawia się z klientem na jutro. Godzinę później potentat filmowy jest już martwy. Pesco postanawia rozwiązać sprawę jego śmierci za wszelką cenę...
Wpadając w coraz to nowe tarapaty, napotykając pełno pięknych kobiet, wymachując bronią i strzelając z niej, konkurując z przyjacielem, policjantem, o pierwszeństwo w odnalezieniu mordercy, rozwiązuje zagadkę – w to chyba nikt nie wątpi, prawda? Kilka elementów kreacji Umberto jest innych niż w kanonie prywatnego detektywa-twardziela: Rzym jako miejsce akcji, stadko pomocników Pesco, z którymi prowadzi on niezwykle rozrywkowe rozmowy, zamiłowanie bohatera do wermutu, a nie whiskey – to tylko niektóre z nich. Resztę trzeba poszukać na własną rękę.
Jak to bywa w takich powieściach, czytelnik zostaje wciągnięty w grę prowadzoną przez autora. Z każdym napotkanym podejrzanym ma coraz więcej danych o tym, co było przyczyną śmierci Carlo Barenzo. Dla wprawnego znawcy kryminałów będzie to sprawa naprawdę łatwa, ale i tak domyślenie się całej intrygi sprawi czytelnikowi wiele frajdy.
Książkę „Ryba płynie za mordercą” można uznać za wtórną, powtarzającą schematy i po prostu odtwórczą. Poniekąd zgadzam się z tą opinią, ale czy to ważne, skoro mamy do czynienia z detektywem-twardzielem z prawdziwego zdarzenia? Czy to ważne, skoro jest następna zagadka do rozwiązania? No i wreszcie czy to ważne, skoro większość współczesnej literatury popularnej opiera się na powielaniu pomysłów i na konwencji? Książka napisana w 1959 roku broni się świetnie nawet dzisiaj!
Ryba płynie za mordercą
Autor: Ireneusz IredyńskiWydawnictwo: Świat Książki (Bertelsmann Media)
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2008
Liczba stron: 240
Format: 125 x 200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324708307
Cena z okładki: 24,90 zł
Sklep
Forum