Ahoj! Panie Bracie!
Jacek Komuda przyzwyczaił nas, czytelników jego książek, do brania od czasu do czasu oddechu w niekończącym się strumieniu utworów o tematyce sarmackiej. Pierwszym takim „oddechem” było udane Imię Bestii, a teraz przychodzi kolej na Galeony Wojny. Tym razem mamy jednak niewielkie odstępstwo od klimatów Polski czasów szlacheckich. Czy jest to krok w dobrą stronę? Zapraszam poniżej.
Powstanie książki o bohaterskich marynarzach Rzeczypospolitej nie dziwi zbytnio, szczególnie w dobie renesansu filmów o tematyce morskiej, dlatego z pewną rezerwą sięgałem po Galeony Wojny. Czyżby tym razem imć Komuda poddał się ogólnoświatowej gorączce? Chciał zbić kilka nędznych dukatów na pisaniu powieści pod publiczkę? By nie trzymać w niepewności łaskawie czytających poniższy tekst, odpowiem od razu: wcale nie! Książka ta to kolejny etap w opisywaniu rzeczywistości Polski XVII wieku, choć starająca się ukazać życie nie tylko tak ulubionej przez autora polskiej szlachty. Dostajemy opowieść dziejącą się nie na odległych morzach i oceanach, a na Bałtyku, naszym morzu. A także w jego ważniejszych portach, w szczególności Gdańsku, odwiedzimy również Łebę i Ustkę, które ówcześnie były niewielkimi wioskami rybackimi, a i czasem gniazdami morskich rozbójników.
Powieść, a właściwie jej pierwszy tom, rozpoczyna się niezwykle sugestywną sceną napadu na statek, który osiadł na mieliźnie, zwabiony tam fałszywym światłem z brzegu. Rozbójnicy na niewielkich łódkach płyną po wzburzonym morzu, by dotrzeć bezpiecznie na okręt, oczywiście nie w celu złożenia przyjacielskiej wizyty i wypicia paru kufli grogu. Ze zdziwieniem stwierdzają, że na pokładzie nie ma nikogo. No prawie, ponieważ coś jest i zaczyna porywać po kolei każdego z nich...
Potem przedstawiane są główne postaci, których przypadki będziemy śledzić aż do dramatycznego i otwartego, zaznaczmy, końca. Tak więc poznajemy byłego kapitana Arendta Dickamana, który popadł w kłopoty finansowe przez chorobę swej ukochanej żony, Elżbiety. Nie mając pieniędzy na spłatę swych długów, szuka możliwości zdobycia mamony. Gdy tylko dowiaduje się, że jest wyznaczona nagroda za zabicie Lewiatana, postanawia ostatni raz popłynąć na swym dawnym okręcie Prinzessin von Polen, rozprawić się z potworem i wyjść z dołka finansowego za jednym zamachem. Od razu napotyka problemy, jak na przykład zebranie załogi okrętu, ale z czasem pokonuje je z pomocą innych ludzi, z których jednym jest mości pan Jakimowski, szlachcic posiadający wiedzę o żegludze (której to umiejętności... a zresztą, przeczytajcie!).
Powieść nie odstaje od tego, do czego przywykliśmy u imć Komudy (herbu Kościesza). Jest więc język, którym posługiwano się w tamtych czasach, są staropolskie przekleństwa, jest szlachta, choć nie gra ona tym razem pierwszych skrzypiec, jest wspaniała akcja i pełne koloru, smaku, zapachu opisy, tak że nieraz poczujemy, jak żołądek się nam wywraca podczas czytania scen sztormu.
Z powyższych zdań wynika zatem, że dostajemy książkę idealną - beczkę miodu. Lecz jest w niej, niestety, i łyżka dziegciu. Są nią przypisy, które znajdują się na końcu powieści, tak samo jak w Bohunie czy Diable Łańcuckim. Jako że w tekście nie ma do nich żadnego odnośnika, brniemy przez kilkaset stron opisów życia na okręcie i wszystkich czynności, jakie przy tej okazji się wykonuje, a, jako szczur lądowy, połowy zwrotów nie potrafiłem umieścić na imaginowanym w głowie statku. Więc w momencie, kiedy dotarłem już do samego końca powieści i zacząłem czytać te przypisy, które zawsze u Komudy są wartościowymi, szczególnie pod kątem zapożyczeń historycznych, przekląłem jak przekupka na gdańskim rynku, widząc, że autor w dość długim tekście przedstawia krok po kroku, co to jest grotmaszt, a co to bukszpryt. To jedyna wada. jakiej dopatrzyłem się w całych Galeonach Wojny.
Co zatem dostajemy, sięgając po najnowszą pozycję Jacka Komudy? Wartką akcję, jak zwykle wyrazistych bohaterów i dużo dobrej zabawy. Na koniec mogę powiedzieć: Ahoj, panie Bracie! Żegluj do księgarni!
Galeony Wojny #1 - Galeony Wojny, tom 1
Autor: Jacek KomudaIlustrator: Hubert Czajkowski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 11/2007
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60505-75-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
Sklep
Forum