Zabawni i łagodni inkwizytorzy? Tylko u Piekary!
O wielkiej i przeświętej inkwizycji (obecnie rozpoznawalnej pod miłą dla ucha nazwą Kongregacji do Spraw Nauki Wiary) napisano już wiele. A może nawet wszystko. Ta ostatnia możliwość jest o tyle realna, że dobrze znany wszystkim obraz inkwizycji uzupełniono wreszcie o nowe, dość sensacyjne materiały. Ich autorem jest Jacek Piekara. Imć Jacek to wielce ciekawa postać charakteryzująca się między innymi przekonaniem (literackim przynajmniej), że Jezus Chrystus zstąpił w chwale z krzyża i pokarał mieczem a ogniem barbarzyńców. Taką bowiem wizję przedstawia w cyklu opowiadań poświęconych wysoce charyzmatycznemu i pełnemu łaski Bożej Inkwizytorowi, Mordimerowi Merredinowi.
Mordimer wiedzie skromny i nie do końca poważany żywot inkwizytora, jednak w jego czasach i w jego – jakże alternatywnym – świecie, oznacza to coś więcej niż kojarzyć możemy ze źródeł historycznych. Mordimer bowiem nie tylko tępi wszelkiego rodzaju herezje i przepełniony miłością wobec bliźnich ogrzewa na stosach ich umęczone ciała (chroniąc przed zimnem oczywiście), ale i pełni rolę swojego rodzaju detektywa. Wieść niesie, że jest przyjacielem przyjaciół (ludzie utrzymujący się z partyjnych składek rzekliby, że kolesiem), co oznacza umiejętność pomocy w różnych złożonych sprawach. Nie za darmo naturalnie. Mordimer jest skuteczny i cwany. Nie gardzi kobiecym towarzystwem, ma wysublimowany gust i smak oraz równie niebanalne poczucie humoru. Rzec by się chciało: Inkwizytor – swój chłop!
„Miecz aniołów” to trzeci z pięciu dotychczas wydanych zbiorów opowiadań mordimerowskiego cyklu. Pięć opowieści prezentuje unikalne (choć może nie do końca unikalne w skali całego cyklu) przygody Mordimera. Jak to zwykle bywa w tego typu zbiorach, poziom skoncentrowanych w ten sposób zasobów niekoniecznie bywa równy. Są opowiadania lepsze i gorsze, ale najważniejsze, że jest ich tylko pięć, więc nie można za bardzo wybrzydzać. Czy zresztą jest jakiś powód do wybrzydzania?
Szukajcie a znajdziecie – rzecze Biblia. Mimo bardzo dobrego warsztatu pisarskiego, Jacek Piekara nie ustrzegł się paru dość głupich błędów. Tym co zabolało mnie najbardziej, są powtórzenia. Autor ma tendencję do powtarzania pewnych tekstów i stwierdzeń. Być może na tyle się spodobały, że szkoda mu było je porzucać, ale faktem jest, że czytelnik, który dynamicznym atakiem przedrze się przez „Miecz aniołów” na jedno lub dwa posiedzenia z łatwością wypatrzy skróty, którymi podążały obdarzone talentem palce autora. Pewnie gdyby każde z tych opowiadań opublikować gdzie indziej i kiedy indziej, byłoby to nie do zauważenia. Ale w jednym tomie? Czy korekta śpi? A może autor ma niską ocenę percepcji swoich czytelników? Albo po prostu uważa, że dobrych kawałków nigdy dosyć!
Jaka by prawda nie była, powyższy mankament w swoim osamotnieniu, nie jest w stanie rzucić cienia na bardzo udane literacko dokonanie, jakim jest „Miecz aniołów”. Książkę nie tyle się czyta, co pochłania. Jest nie tylko dobrze napisana, przez co rozumiem brak dziur, w które mogłyby wpaść koła rozpędzonego bolidu czytelnika, ale wręcz obdarzona „tym czymś”. Zabawna, wciągająca – czego chcieć więcej? Może odpowiedzi na pytanie: ile da się pisać w tym stylu? Jak długo jeszcze Jacek Piekara będzie eksploatował dzielnego Mordimera? Póki co, idzie mu to świetnie, niechaj więc brnie dalej.
Do lektury „Miecza aniołów” zachęcam bez cienia wątpliwości. Niezależnie od tego, czy czytaliście poprzednie tomy czy nie, czy znacie Piekarę czy nie – ta książka jest jak dobrze zaprojektowana zbroja płytowa. Po prostu zakładacie ją, a pancerz sam odbija strzały, czyli mówiąc innymi słowy: aby dać się wciągnąć, nie trzeba mieć żadnej wiedzy okołoksiążkowej. Każde z opowiadań jest zajmujące i interesujące, a styl pisarski porywa i jestem głęboko przekonany, że mało kto może się wywinąć. To książka mocna pod każdym względem.
Mordimer wiedzie skromny i nie do końca poważany żywot inkwizytora, jednak w jego czasach i w jego – jakże alternatywnym – świecie, oznacza to coś więcej niż kojarzyć możemy ze źródeł historycznych. Mordimer bowiem nie tylko tępi wszelkiego rodzaju herezje i przepełniony miłością wobec bliźnich ogrzewa na stosach ich umęczone ciała (chroniąc przed zimnem oczywiście), ale i pełni rolę swojego rodzaju detektywa. Wieść niesie, że jest przyjacielem przyjaciół (ludzie utrzymujący się z partyjnych składek rzekliby, że kolesiem), co oznacza umiejętność pomocy w różnych złożonych sprawach. Nie za darmo naturalnie. Mordimer jest skuteczny i cwany. Nie gardzi kobiecym towarzystwem, ma wysublimowany gust i smak oraz równie niebanalne poczucie humoru. Rzec by się chciało: Inkwizytor – swój chłop!
„Miecz aniołów” to trzeci z pięciu dotychczas wydanych zbiorów opowiadań mordimerowskiego cyklu. Pięć opowieści prezentuje unikalne (choć może nie do końca unikalne w skali całego cyklu) przygody Mordimera. Jak to zwykle bywa w tego typu zbiorach, poziom skoncentrowanych w ten sposób zasobów niekoniecznie bywa równy. Są opowiadania lepsze i gorsze, ale najważniejsze, że jest ich tylko pięć, więc nie można za bardzo wybrzydzać. Czy zresztą jest jakiś powód do wybrzydzania?
Szukajcie a znajdziecie – rzecze Biblia. Mimo bardzo dobrego warsztatu pisarskiego, Jacek Piekara nie ustrzegł się paru dość głupich błędów. Tym co zabolało mnie najbardziej, są powtórzenia. Autor ma tendencję do powtarzania pewnych tekstów i stwierdzeń. Być może na tyle się spodobały, że szkoda mu było je porzucać, ale faktem jest, że czytelnik, który dynamicznym atakiem przedrze się przez „Miecz aniołów” na jedno lub dwa posiedzenia z łatwością wypatrzy skróty, którymi podążały obdarzone talentem palce autora. Pewnie gdyby każde z tych opowiadań opublikować gdzie indziej i kiedy indziej, byłoby to nie do zauważenia. Ale w jednym tomie? Czy korekta śpi? A może autor ma niską ocenę percepcji swoich czytelników? Albo po prostu uważa, że dobrych kawałków nigdy dosyć!
Jaka by prawda nie była, powyższy mankament w swoim osamotnieniu, nie jest w stanie rzucić cienia na bardzo udane literacko dokonanie, jakim jest „Miecz aniołów”. Książkę nie tyle się czyta, co pochłania. Jest nie tylko dobrze napisana, przez co rozumiem brak dziur, w które mogłyby wpaść koła rozpędzonego bolidu czytelnika, ale wręcz obdarzona „tym czymś”. Zabawna, wciągająca – czego chcieć więcej? Może odpowiedzi na pytanie: ile da się pisać w tym stylu? Jak długo jeszcze Jacek Piekara będzie eksploatował dzielnego Mordimera? Póki co, idzie mu to świetnie, niechaj więc brnie dalej.
Do lektury „Miecza aniołów” zachęcam bez cienia wątpliwości. Niezależnie od tego, czy czytaliście poprzednie tomy czy nie, czy znacie Piekarę czy nie – ta książka jest jak dobrze zaprojektowana zbroja płytowa. Po prostu zakładacie ją, a pancerz sam odbija strzały, czyli mówiąc innymi słowy: aby dać się wciągnąć, nie trzeba mieć żadnej wiedzy okołoksiążkowej. Każde z opowiadań jest zajmujące i interesujące, a styl pisarski porywa i jestem głęboko przekonany, że mało kto może się wywinąć. To książka mocna pod każdym względem.
Mordimer Madderdin #3 - Miecz aniołów (wyd. II)
Autor: Jacek PiekaraWydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 6/2007
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 424
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60505-37-3
Wydanie: II
Cena z okładki: 29,95 zł
--- Reklama ---
Sklep
Forum