Fragment #1 z książki "Jedyne dziecko"
PROLOG
Wystarczy, pomyślała.
Dość już tego, do cholery.
Dziecko płakało.
Dziecko chciało cycka. A może pragnęło, by wzięto je na ręce. Albo zsiusiało się lub zrobiło kupkę, choć niewykluczone, że dopiero miało ochotę załatwić się wprost na nią. Może po prostu kisiło to w sobie, magazynowało, w oczekiwaniu na sprawdzenie pieluchy, kiedy to miało szansę wystrzelić swoimi nieczystościami prosto w jej twarz. Nie była to dla niego pierwszyzna.
Wstała z wyra i podeszła do łóżeczka. Mężczyzna nadal spał.
Podniosła dziecko i pomacała pieluchę. Sucha. Pobujała je trochę, ale płakało dalej.
No, na pewno nie dostanie cycka.
Jej sutki były już dostatecznie obolałe.
Jeszcze całkiem atrakcyjna z niej kobieta. I wolała, żeby tak pozostało.
Od jutra przechodzimy na butelkę, pomyślała. Nieważne, co mówią lekarze.
Mogę zrobić z tobą, co tylko zechcę.
Wiesz? Należysz do mnie.
Nadal trochę kręciło jej się w głowie od wypitego podczas kolacji porto, najwyraźniej brał ją kac. Nie przywykła do alkoholu, raczyła się nim od niedawna. A teraz niczego nie pragnęła bardziej niż powrotu do łóżka, chciała przespać ten ból głowy, ale nie, znowu musiała wstać do dzieciaka. Każdej nocy ta sama pieprzona operetka. Co noc i co noc. Mąż nigdy się nie budził. Może z raz albo dwa, ale tylko przewrócił się na drugi bok i wybełkotał, że dziecko płacze, jakby jeszcze się tego nie domyśliła, jakby nie okłamywała sama siebie, że da się to przeczekać.
Dzieciakowi może i nie chciało się siusiu, ale jej na pewno.
Zabrała ze sobą maleństwo, myśląc, że może uśnie, jeśli trochę pospacerują tam i z powrotem. Nigdy nic nie wiadomo.
Poszła korytarzem do łazienki, podciągnęła koszulę nocną i kucnęła, z dzieckiem na ręku. Dziecko, którego twarzyczka poczerwieniała z gniewu, otworzyło szeroko usta i nieznośny, uporczywy i niesłabnący hałas wypełnił małe pomieszczenie. Poczuła ostry zapach własnego moczu, a potem dziwną, ciepłą, rybią woń dziecka i jego łez.
Niektórzy ludzie nie znoszą zapachu dzieci.
Na przykład ona.
Dla niej dziecko nie pachniało jak człowiek.
Kiedy wstała i spuściła wodę, nadal krzyczało.
Naprawdę krzyczało.
Potrząsnęła nim.
- Jezu Chryste – powiedziała. – Zamknij się, na litość boską.
Dziecko nadal płakało. Poczuła, że wzbiera w niej złość.
Już ja cię zamknę, pomyślała.
Dość tego.
Podniosła klapę od sedesu, złapała dziecko za nóżki i obróciła głową w dół.
Przemknęło jej przez myśl pytanie, czy naprawdę to zrobi. Jestem do tego zdolna?
A odpowiedź brzmiała, że jak najbardziej, do cholery, mam potąd wydzierania się płaczów ssania ślinienia szczania srania mam po dziurki w nosie tego wszystkiego.
Zanurzyła główkę w wodzie.
I przytrzymała.
Bąbelki.
Jęki.
Żałosne, słabowite.
Kaszel.
Mięknie.
Dziecko umiera.
Jej dziecko.
O jezu, o jezu, boże, jezu.
Wyciągnęła je z sedesu, całe ociekające wodą, z otwartymi szeroko oczkami, jakby zdziwione, z ustami pełnymi bieżącej wody z muszli. Nastała cisza, przez tę jedną, przerażającą chwilę dziecko nie oddychało. Miało otwarte usta, ale nic się nie działo. Wtedy zaczęła je poklepywać, walić w plecki, ono zaczęło kaszleć, a potem nastał krzyk, jakiego nigdy wcześniej nie słyszała. Dziecko wpatrywało się w nią, jakby zobaczyło ją po raz pierwszy w życiu, gapiło się wprost na jej schorowaną, dziką duszę. Przytuliła je bardzo czule tylko po to, by uciec przed jego wzrokiem, przed tym pełnym zdziwienia oskarżeniem, przyciskała je do piersi, myśląc o tym, co zrobiła. Co, na Boga, zrobiłam? I mówiła do niego: kochanie, kochanie, kochanie.
Jedyne dziecko
Autor: Jack KetchumOkładka: Wojciech Jan Pawlik
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Miejsce wydania: Słupsk
Wydanie polskie: 7/2011
Tytuł oryginalny: Only Child
Liczba stron: 324
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361386070
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,90 zł
Sklep
Forum