Recenzja książki "Kamień Meduzy"
Philip Mercer to jak napisano na okładce, postać nawiązująca do rozpoznawalnych bohaterów powieści przygodowo-sensacyjnych, jak Dirk Pitt czy James Bond. Amerykański geolog, który równie dobrze posługuje się przyrządami pomiarowymi, co AK-47, ładuje się czasem przez czysty przypadek w niezłe tarapaty. Takiej postaci nie można nie polubić, z zapartym tchem śledzi się jej kolejne jej poczynania, prawda?
By napisać dobrą powieść przygodową, trzeba naprawdę się postarać. Składa się na nią kilka czynników. Nie warto ich w tym miejscu przytaczać, bo chyba każdy znający takie postacie jak Indiana Jones jest w stanie je wymienić. „Kamień Meduzy” to jedna z wielu propozycji znajdujących się na tej półce, starających się spełnić wszystkie kryteria. Niestety nie wyróżnia się niczym specjalnie ciekawym.
Historia zaczyna się od wypadku amerykańskiego satelity szpiegowskiego, który zostaje uszkodzony tuż po wyniesieniu na orbitę. Obsługa naziemna postanawia zrobić nim kilka zdjęć, o których bardzo szybko zapomina. Pojawiają się one dopiero kilka lat później, przez przypadek wyniesione z tajnego archiwum. Osoba, która je dostała, postanawia wykorzystać zawarte na nich informacje i zgłasza się do Mercera z propozycją, by udał się do afrykańskiego państwa Erytrea i tam odszukał miejsce, które zostało uwiecznione przez supertajnego satelitę. Kiedy Philip się nie zgadza, czując, iż cała ta sprawa śmierdzi, do rozgrywki zostają włączone jeszcze inne siły, które zmuszają naszego bohatera do zajęcia się tym zadaniem.
A dalej.. dalej już wszystko idzie sztampowo. Pościgi, strzelaniny, porwania, walka na śmierć i życie, przenosząca się z Ameryki Północnej przez Europę aż na czarny ląd. Mercer wraz z towarzyszami musi stawić czoło nie tylko typowym zbirom, ale również rozgrywkom prowadzonym przez o wiele bardziej zaciętych i potężnych wrogów.
Fabuła książki jest przewidywalna, a zaskakujących sytuacji jest niewiele. Nasz geolog zmierza prosto do celu i dopiero tam czeka nas jedno czy dwa bardziej zaskakujące wydarzenia. Lecz w wielu rozdziałach po prostu wieje nudą i nawet tak trzymające w napięciu sceny, jak jazda przez pole minowe, nie są w stanie uratować powieści. Jedynym ciekawym elementem są przypadki najlepszego przyjaciela Mercera. Uwikłany bezwolnie w całą intrygę, postanawia radzić sobie z przeważającymi siłami przeciwnika, pomimo podeszłego wieku i alkoholizmu.
Sam główny bohater jest postacią bardzo jałową, niedającą się polubić. Kolejne wydarzenia z jego udziałem ogląda się niczym kiepski film klasy B. Łut szczęścia, który mu dopisuje, jest odrobinę za duży i w pewnym momencie po prostu męczący.
Natomiast opisy scenerii, szczególnie tej afrykańskiej, zasługują na uwagę. Warto wspomnieć, iż autor przed napisaniem powieści odwiedził Erytreę, a więc to, co na jej temat zawarte zostało w książce, zgadza się z rzeczywistością.
Przemoc w powieści nie jest specjalnie eksponowana, a jej efekty opisane są skrótowo, choć bardzo obrazowo, nie odczuwa się jednak po nich niesmaku. Poczynania głównego bohatera, choć niekiedy spektakularne, nie wychodzą poza to, co czytało się już w wielu tego typu powieściach. Nawet odkrycie głównego wątku nie satysfakcjonuje, gdyż wnikliwy czytelnik już bardzo wcześnie może wywnioskować, o co dokładnie toczy się gra.
"Kamień meduzy" to przeciętna pozycja, niebędąca w samym końcu stawki, ale też i nie na jej przedzie. Czyta się szybko, ale bez większych uniesień. Ot, taka lektura, jeśli już naprawdę nie ma nic innego do poczytania. Polecam zastanowić się przed nabyciem, chyba że już spotkałeś się, czytelniku, z Philipem Mercerem i polubiłeś go.
Philip Mercer #3 - Kamień Meduzy
Autor: Jack Du BrulWydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 12/2008
Tytuł oryginalny: Philip Mercer: The Medusa Stone
Rok wydania oryginału: 2000
Liczba stron: 320
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324132362
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,80 zł
Sklep
Forum