Recenzja książki "Błędy"

Autor: Sir Alexander
14 sierpnia 2008

Pierwszą zachętą do zapoznania się z książką Małeckiego jest… okładka. Niezła i dość sugestywna grafika starannie wydrukowana na froncie powieści sugeruje intrygujące spotkanie literackie. W rzeczy samej, zawartość jest bardzo intrygująca. I co tu dużo gadać: mocna. Cholernie mocna. Czy jednak w pozytywnym sensie?

Czymże właściwie są "Błędy"? Zasiadłem do lektury tej książki święcie przekonany (słowo na „ś” ma tutaj dodatkowe konotacje, jeśli uwzględnimy treść utworu…), że mam do czynienia z powieścią. A czym jest powieść, wiadomo: zazwyczaj jeden główny wątek, jeden bohater, jeden finał. Jakże się zdziwiłem, kiedy po pierwszym rozdziale nastąpił drugi (co jeszcze było względnie logiczne), niby podobny, ale zupełnie inny. Czyli – poskrobałem się po głowie – nie powieść to, a zbiór opowiadań. Ta myśl przyświecała mi podczas lektury kolejnych stron, aż w pewnym momencie rozdziały zaczęły tworzyć jedną całość i wtedy straciłem już grunt pod nogami. Nie żebym marudził. Lubię innowacyjność. Fajnie, że książka zaczyna się od luźno powiązanych opowiadań, wpisujących się w sumie w klimat i fabułę główną, a kończy normalnie, czyli powieścią. Ale jak to określić? Ot, zagwozdka dla przyszłych pokoleń badaczy.

Pomińmy jednak formalności i naukowości, a przyjrzyjmy się bliżej samej fabule i treści książki. Jak już rzekłem, niezależnie od struktury (czy też jej braku), cała zawartość "Błędów" jest mniej lub silniej powiązana fabularnie. Treścią książki są wydarzenia rodem z poznańskich dzielnic mieszkalnych, niekoniecznie tych droższych. Bohaterami powieści (i opowiadań) są przede wszystkim dresiarze, czyli ludzie noszący dresy w różnych okolicznościach swojego życia i bynajmniej nie chodzi tutaj o lekkoatletów. Iks, Bambus, Lewy oraz inne swojaki to prawdziwi weterani podwórzy. Nie myślcie o nich źle. Nie są agresywni, chyba że ktoś zajmie ich ulubioną ławeczkę albo prochy były gorszej jakości. Lubią życie, kochają świat i ludzi, a przynajmniej wtedy, kiedy w ich żyłach krąży odpowiednia ilość środków stymulujących miłość i otępienie. Nim zostali rasowymi dresami, różnie się układały ich losy, jednak ogólnie nic im zarzucić nie można. Owszem, od czasu do czasu rzucą soczystego bluzga, ale tylko wtedy, kiedy się odzywają. Mają swój świat i swoje zabawki, i… no właśnie. Pojawia się problem. A raczej ciąg pozornie oderwanych od siebie problemów, układających się z czasem w prawdziwą piramidę. Dziwne rzeczy dzieją się w całym Poznaniu. Giną ludzie. Czasami w trakcie przerażających masakr, a czasami po prostu znikają. Inni odgryzają sobie usta. I też znikają. Nic nie wskazuje na to, że w stolicy Wielkopolski rozgrywa się kolejna odsłona odwiecznego dramatu: walka o odkupienie i panowanie nad światem.

Każda próba scharakteryzowania "Błędów" opierać się musi o dużą liczbę zwrotów zawierających następujące słowa: absurd, makabra i ewentualnie groteska. Aby uściślić: do czynienia mamy tutaj z psychodelicznym absurdem i makabryczną groteską. Rzeczy przedstawione przez Małeckiego nie są takimi, jakimi się wydają. Niepozorny staruszek może być samym Szatanem, bezdomny z dworca, ubrany w gustowny dresik (tak, tak…) okazuje się być potężnym aniołem, zesłanym przez samego Boga, który również pojawia się fragmentarycznie i świetliście na kartach książki. Bez wątpienia, książka jest dość brutalna, blisko jej do horroru, choć jest to bliskość – jakżeby inaczej – pozorna. "Błędy", nawet jeśli aspirują do miana powieści grozy, nie są nią. I od razu podkreślam, że nie wiem, czym są…

Brutalność, wyrażona ilością ogryzanych ust, ginących ludzi i innych okrutnych dziwactw, raczej wyklucza najmłodszych czytelników. Podobnie, niezbyt cenzuralny język wywołałby zimne poty na skórze niejednego stroskanego rodzica. Nie, to nie jest książka dla dzieci. To pozycja dla dorosłych, i to nie wszystkich. Skoro wielkie poruszenie mógł wywołać "Harry Potter", to kto wie, czy nie usłyszymy i o "Błędach"?

Swoją drogą, ostry język to jedna z wad skądinąd bardzo udanej książki. Autor może się zawsze zasłonić stwierdzeniem, że ludzie, o których pisze po prostu tak się wyrażają, ale marne byłoby to tłumaczenie. Gdyby podzielić liczbę bluzgów na dwa, wystarczyłoby ich aż nadto. Z drugiej jednak strony, mocny język to cecha charakterystyczna sporej puli powstających w naszym kraju książek. Wszak Polacy nie gęsi… Miejmy jednakże nadzieję, że obcokrajowcy nie będę nas oceniali po prozie, bo nabawiliby się fałszywej wiedzy.

Jakub Małecki to pisarz ciekawy, nieźle panujący nad słowem. Umiejętnie tworzy ciekawe zdania i opisy, parokrotnie czyni to z wręcz fascynującym efektem. Bywa jednak, że w swojej twórczości posuwa się za daleko lub przeciwnie, zbyt często powtarza ulubione zwroty. Tak więc, wielokrotnie na kartach "Błędów" spotkać się możemy z dywanikami z Ikei, które zdaniem autora występują we wszystkich poznańskich mieszkaniach (Ikei gratulujemy sieci sprzedaży), choć monotonię przerywają w pewnym momencie kadzidełka z Ikei. Wielokrotnie też podłoga atakuje bohatera – niezła perełka, ciekawa i sympatyczna, ale poprzez nadmierne powtarzanie staje się wyświechtana i śmieszna. Niemniej jednak, Małecki poszczycić się może świetnym warsztatem, a "Błędy" są dopracowane i wymuskane.

Bez obaw mogę polecić tę książkę wielbicielom mrocznych klimatów, maniakom horrorów oraz wszystkich tych niesamowitości, które weszły w związki małżeńskie z brutalnym absurdem i jego kuzynami. Jak już wspomniałem, lepiej nie proponować lektury książki zbyt młodym odbiorcom. Stwierdzić bowiem muszę, że autor nieco "pojechał po bandzie", choć daleki jestem od przekonania o szkodliwości tegoż. Może dzięki temu tak łatwo i przyjemnie było przemknąć przez przesyconą narkotycznymi widziadłami książkę? Pewnie tak. Ja przynajmniej bawiłem się – nomen omen – przyzwoicie. Polecam choćby z racji faktu, że za okrutnym i czasami nadmiernie wulgarnym językiem powieści daje się bez problemu wyczuć inteligentnego autora, który wie, o czym pisze, i który ma niezłą receptę na opowieść.

Błędy

Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Red Horse
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 5/2008
Liczba stron: 304
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60504-55-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,90 zł


blog comments powered by Disqus