Recenzja książki "Przemytnik cudu"

Autor: Izaszka
Korekta: Wiktor "Inferre" Dynarski
19 czerwca 2009

Wracając nocnym tramwajem z imprezy, raczej nie spodziewasz się zarośniętego po czubek nosa gościa, który ma ochotę na odciąć ci stopę „za twoje grzechy”. Duchy kontaktujące się przez komputer, darmowe zakupy na koszt sześciusetlatka i ulica pokryta ludzką skórą to tylko jedne z nielicznych elementów goszczących na stronicach „Przemytnika cudu”.

Jakub Małecki po swej ostatniej powieści „Błędy” stworzył niezwykły obraz człowieka uwikłanego w trudną codzienność, wrzynająca się nieustannie w skroń świadomości. Przedstawia dwójkę bohaterów żyjących w zupełnie innych światach – Huberta i Joasię – którzy powiązanych są ze sobą niezwykłą nicią. Pomiędzy nimi funkcjonują inni, zmieniający bieg ich historii i pozostawiający odciśnięte piętno na życiorysie.

Kolejna powieść grozy Małeckiego, która na długo zagości w mojej pamięci. Autor nie pozostawia czytelnika obojętnym. Wprowadza niezwykłą, wypełnioną po brzegi napięciem i pewną nutą zastanowienia akcję, która nieustannie biegnie po szynach w przepaść zaskoczenia. Sięgając po książkę, zastanawiałam się, czy i tym razem będę pozytywnie zaskoczona. I rzeczywiście tak było. Mocne, charakterystyczne już dla Małeckiego poczucie humoru, uwikłane w niezwykły zlepek ironii i grozy powoduje, że jego literatura pozostaje świeża i pachnie zachęcająco. Korzystając z niewybrednych puent, porównań i metafor prowadzi czytelnika w zaułki grozy przeplatane czarnym swojskim humorem. Tworzy bohatera, z krwi i kości, który ma problemy, ale jednocześnie potrafi cieszyć się z małych rzeczy. Człowieka jak ja czy ty. Dzięki temu już od pierwszej strony można utożsamić się z postacią. Kolejny element, który wciąga, to wartka, pełna zaskakujących zwrotów – niekonieczne w akcji, ale na pewno na wyższym poziomie świadomości – fabuła. Natomiast wątek filozoficzno-religijny ubrany w codzienność sprawia, że ciarki nierzadko przejdą po plecach.

Akcja powieści „Przemytnik cudu” toczy się w Poznaniu. Na pierwszy plan wysuwają się Hubert i Joasia. Obydwoje pracują w tym samym miejscu. Hubert jako bankowiec, zaharowujący się do późnych godzin, nieustannie dręczony statystyką minionego kwartału przez przełożonego, dobrze zarabiający, ale niemający życia towarzyskiego. Joasia z kolei to sprzątaczka w tymże banku oraz na uczelni. Opiekuje się chorą na raka matką. Również nie ma życia towarzyskiego, a do tego dręczy ją przeszłość. Oboje łączy postać Bogdana – tajemniczego mężczyzny, który w jednej chwili potrafi spełnić marzenie każdego człowieka. Jednak za charyzmą, perfumami i miłymi słówkami czai się coś jeszcze. Coś mroczniejszego, co w końcu wypłynie na powierzchnię, by pochłonąć swą krwiożerczą macką niejednego przechodnia.

To jedna z lepszych książek, jakie udało mi się ostatnio przeczytać. Pełna groteskowego poczucia humoru, z ciekawymi puentami i nutką filozofii, tworzy niezwykły zlepek słów, które kierują czytelnika na ciekawe rozdroża własnego bytu. Jakub Małecki zagląda do zakamarków ludzkich nieszczęść, głęboko schowanych w szufladach własnego sumienia. Przedstawia trudne tematy ubrane w słowa, które czasem dziwią, czasem śmieszą, a czasem przerażają. Poprzez zastosowanie filozoficznych akcentów tworzy nie tylko powieść grozy, lecz także sposób na zawarcie istotnych treści.

Polecam każdemu, kto ma ochotę na dobrą literaturę grozy okraszoną nieprzeciętną ironią i czarnym humorem.

Przemytnik cudu

Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Red Horse
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 12/2008
Seria wydawnicza: Po zmroku
Liczba stron: 264
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-60504-67-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus