Recenzja książki "Shōgun"
Oto propozycja dla wszystkich, którzy nie tylko lubią czytać literaturę przygodową, lecz także są w mniejszym lub większym stopniu miłośnikami Kraju Kwitnącej Wiśni.
Jest przełom XVI i XVII wieku. Hiszpanie i Portugalczycy stopniowo tracą pozycję hegemona na morzach i oceanach wokół Nowego Świata, ale wciąż trzymają w zanadrzu terytoria Dalekiego Wschodu. Dzięki podróży Magellana i tajnym rutom (czymś w rodzaju map wespół z instrukcjami i radami, jak płynąć przez dany odcinek) zmonopolizowali handel pomiędzy nienawidzącymi się narodami Chińczyków i Japończyków. Ci drudzy potrzebują jedwabiu, hojnie płacąc srebrem, którego w bród w kraju Nipponu. Lecz na tym ekonomicznym monolicie, kontrolowanym de facto przez Towarzystwo Jezusowe, czyli Jezuitów, pojawia się skaza – niderlandzki statek, dowodzony przez głównego bohatera, pilota i heretyckiego Anglika w jednym, Johna Blackthorne’a. Z garstką wycieńczonej załogi, bez większej nadziei na przetrwanie, udaje im się po gwałtownym sztormie dobić do wybrzeża gdzieś we wschodniej Japonii. Obcy w obcym świecie; nierozumiejący nic z tego, co się do nich mówi; zszokowani brutalnymi obyczajami dziwnie wyglądających mieszkańców, trafiają w sam środek chaosu. A pomyśleć, że śmierć na morzu była tak blisko...
Tyle tylko zdradzę z fabuły książki, która – muszę to przyznać – wessała mnie na długie dni. Trzy rzeczy najbardziej uderzają w powieści Jamesa Clavella. Pierwszym i najbardziej widocznym aspektem książki jest warstwa przygodowa. „Shōgun” jest po prostu bardzo dobrą powieścią awanturniczą, gdzie główny bohater nieraz stanie oko w oko ze śmiercią, intrygami, walką (w końcu Japonia to ojczyzna samurajów i ninja), ucieczkami etc. Pełno tutaj zwrotów akcji (głównie za sprawą japońskiego pana feudalnego, Toranagi, który jest mistrzem wielopiętrowych intryg). Inaczej mówiąc, nie sposób nudzić się przy lekturze „Shōguna”. Ale myliłby się ten, kto poprzestałby na powyższym wymiarze.
Nie mniej ciekawym elementem jest poznawanie, jak Anjin-san („pilot” po japońsku) aklimatyzuje się w nowym kraju. Z początku tryumfuje w nim agresywna niechęć, mierzenie wszystkiego europejską miarą, np. mycie się jest złe, ponieważ skraca życie, a lekarzy traktuje się jak najgorsze gnidy, gdyż na Starym Kontynencie to w większości pijani hochsztaplerzy, którzy potrafią tylko upuszczać krew i przepisywać jakieś świństwa, wywołujące wymioty. Ale po dłuższej chwili, głównie za sprawą uroczej Mariko, która wprowadza Blackthorne’a w kulturę i mentalność kraju samurajów, Anjin-san stara się przestawić na japoński sposób myślenia. I to także jest trzecie z zagadnień, jakie powoduje, że książkę czyta się jednym tchem. „Shōgun" to pole starcia kultury japońskiej i europejskiej. Mamy tu nie tyle do czynienia ze zderzeniem kultur (to przede wszystkim w początkowych partiach książki), ale raczej z próbą obustronnego zrozumienia się. Clavell zręcznie unika opowiadania się po jednej ze stron; trzeba oddać mu cześć za to, że w sposób możliwie bezstronny starał się ukazać zarówno cienie, jak i blaski cywilizacji Zachodniej oraz Japonii. Dla mnie jest to jeden z wielkich atutów książki, ponieważ zmusza czytelnika, aby zrewidował swoje, powiedzmy europejskie, przekonania, a zarazem otworzył się na inną mentalność, ale – znowu – nie popadając w nadmierny zachwyt („a bo Japonia to taka mistyczna jest, że ach, hej ho, mmm”, i takie tam), lecz krytycznie konfrontując wszystko w umyśle. Wynik może być jeden: żadna z powyższych kultur nie jest doskonała, ale to nie znaczy, iż należy walczyć przeciwko sobie, wręcz przeciwnie, starać się poprzez dialog nauczyć czegoś i siebie, i innych. Lekcja rzetelnej, refleksyjnej tolerancji? Jak najbardziej.
Czy coś jeszcze przemawia za sięgnięciem po „Shōguna”? Ano choćby język, którym posługuje się Clavell. Nieudziwniony, prosty (ale nie prostacki), idealnie nadający się do czytania powieści przygodowej. Warto także wspomnieć o pewnym chwycie zastosowanym przez autora. Otóż Japonia XVI-XVII wieku to państwo ludzi mających co innego wypisanego na twarzy, a co innego drzemiącego w umyśle. Kraj zasłon, iluzji, intryg, niedopowiedzeń. Clavell zręcznie oddał tę dwoistość w dialogach. Z jednej strony mamy realne wypowiedzi (zazwyczaj dość krótkie), a z drugiej prawdziwe przemyślenia, które nijak nie mają się do wypowiadanych słów. Nie sposób nie uśmiechnąć się, kiedy konfrontujemy np. pełną kurtuazji wypowiedź z przepełnioną jadu myślą. Oczywiście, to nie wszystko. Cała podróż po Japonii wraz z jej bohaterami daje sposobność do poznania życia codziennego, obyczajów i po prostu sposobu bycia mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Wiele można dowiedzieć się o skomplikowanych relacjach pomiędzy mężczyzną a kobietą, mężem a żoną oraz konkubinami. Każdy, kto pokusi się o lekturę, dowie się „od kuchni”, jak wygląda życie i praca kurtyzan; pozna także sferę erotyczną (tak zwane „poduszkowanie”) i specyficzny język, używany do jej opisu; trochę jest także na temat animistycznej religii shintō i wielu, wielu spraw związanych z Japonią. Wszystko to w otoczce znakomitej powieści przygodowej (a może wręcz przygodowo-kulturowej). A poza tym, mówiąc troszkę prowokacyjnie, książka jest monumentalna – nie chodzi tylko o treść, lecz także o jej objętość: „Shōgun” liczy sobie ponad tysiąc sto stron, więc jeśli tylko ktoś ma wolny tydzień, to śmiało może go spędzić z powieścią Clavella. Ja się nie zawiodłem.
Nie jestem w stanie niczego zarzucić tej książce. Tak to już jest z pewnymi dziełami, że, nawet jeśli posiadają jakieś wady, to są one pomijalne w kontekście dużej ilości pierwszorzędnych doświadczeń, których dostarczają. Zdecydowanie polecam.
Shōgun
Autor: James ClavellWydawnictwo: vis-a-vis Etiuda
Wydanie polskie: 5/2008
Liczba stron: 1136
Format: 150 x 210 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-89640-96-3
Cena z okładki: 64 zł
Sklep
Forum