Recenzja książki "Indiana Jones i królestwo kryształowej czaszki"
Troszkę obawiałem się tej książki. Filmu nie widziałem, nie wiedziałem, kto zacz ten James Rollins, a przeto cała eskapada z „Królestwem kryształowej czaszki” rysowała się dla mnie jako jedna wielka niewiadoma. Na marginesie dodam, że Indy jest jednym z moich ulubionych bohaterów popkultury (a chyba największym z dzieciństwa); oprócz Indiana Jones Desktop Adventures grałem we wszystkie gry z nim oraz czytałem parę książek pióra Roba MacGregora z Henrym w roli głównej (polecam). I co? I zostałem zaskoczony! Kompletnie i zdecydowanie in plus. Bez dwóch zdań – opisywana przeze mnie pozycja jest bardzo fajną i wciągającą książką przygodową, która trzyma poziom filmów z Indym.
Akcja wartko pruje od pierwszych stron, zwalniając tylko na chwilę, a to i tak, aby w następnym rozdziale – ba! – wręcz paragrafie znowu przyspieszyć do standardu znanego z wyczynów Indiany na srebrnym ekranie. I o to chodzi. Mając przed oczyma wyobraźni dobrze znaną, choć wizualnie posuniętą w latach, postać nieustraszonego archeologa (i jego firmowe miny!), w uszach charakterystyczny głos (na sam dźwięk „Indiana!” wykrzykiwanego przez innych bohaterów na twarzy pojawia się wielki uśmiech od ucha do ucha), można ruszać na kolejną zwariowaną przygodę, tym razem w głąb tropikalnych lasów Amazonii (nie zapomniawszy zahaczyć m. in. o słynną strefę 51 w Nevadzie). Niektóre momenty są tak pięknie niewyobrażalne na pierwszy rzut oka, że chyba tylko Indianie może coś takiego się przydarzyć (niech ktoś mi powie coś innego po scenie z lodówką, to witki mi opadną z niedowierzania). A poza tym – Indy stary? Ze zbyt wielkim bagażem lat na karku? Zmęczony? Zapomnijcie! Ten dziadek z fedorą na głowie i biczem w łapsku powaliłbym niejednego młodszego. A zresztą, robi to nieraz. I nie dwa (czego się spodziewaliście po zawadiace, który odnalazł Arkę Przymierza, kamienie Shankara i świętego Graala? Nie wspominając o dokonaniach z innych książek lub gier).
Nie zawiodłem się na tej książce. Rollins w dobry sposób oddał klimat przygód Indiany Jonesa. Ale największe brawa należą się za uchwycenie specyficznego humoru przygód doktorka. Fakt – aby w pełni docenić ostatni ze wspomnianych elementów, należy znać – i czuć – poprzednie przygody Jonesa, ale tym, którzy spełniają ów warunek, „Królestwo kryształowej czaszki” sowicie wynagrodzi czas przy niej spędzony. Na pochwałę zasługuje również język autora. Zawsze doceniałem przygody Indiany także za to, że brak w nim tego patosu – chociaż Indy dokonywał niezrównanych rzeczy – który zamieniałby wszystko w pompatyczną papkę (a Amerykanie umieją to robić, jak mało kto). Rollins wystrzegał się tego, nie uderzając w powyższy ton, a w zamian oferując prosty, żywy i jak ulał pasujący do akcji język. Chwała mu za to (tłumaczowi zresztą też).
Czy dostrzegłem jakieś wady? Nawet gdyby się znalazły – a jakoś, dziwy dziwoty, nie mogę przypomnieć sobie żadnej – to i tak nie dyskredytowałoby to „Indiany Jonesa i królestwa kryształowej czaszki”, ponieważ jest to kawał przedniej prozy przygodowej, idealnej na letnie odprężenie w ramionach wyobraźni. Wraz z Indym i spółką! Polecam.
Akcja wartko pruje od pierwszych stron, zwalniając tylko na chwilę, a to i tak, aby w następnym rozdziale – ba! – wręcz paragrafie znowu przyspieszyć do standardu znanego z wyczynów Indiany na srebrnym ekranie. I o to chodzi. Mając przed oczyma wyobraźni dobrze znaną, choć wizualnie posuniętą w latach, postać nieustraszonego archeologa (i jego firmowe miny!), w uszach charakterystyczny głos (na sam dźwięk „Indiana!” wykrzykiwanego przez innych bohaterów na twarzy pojawia się wielki uśmiech od ucha do ucha), można ruszać na kolejną zwariowaną przygodę, tym razem w głąb tropikalnych lasów Amazonii (nie zapomniawszy zahaczyć m. in. o słynną strefę 51 w Nevadzie). Niektóre momenty są tak pięknie niewyobrażalne na pierwszy rzut oka, że chyba tylko Indianie może coś takiego się przydarzyć (niech ktoś mi powie coś innego po scenie z lodówką, to witki mi opadną z niedowierzania). A poza tym – Indy stary? Ze zbyt wielkim bagażem lat na karku? Zmęczony? Zapomnijcie! Ten dziadek z fedorą na głowie i biczem w łapsku powaliłbym niejednego młodszego. A zresztą, robi to nieraz. I nie dwa (czego się spodziewaliście po zawadiace, który odnalazł Arkę Przymierza, kamienie Shankara i świętego Graala? Nie wspominając o dokonaniach z innych książek lub gier).
Nie zawiodłem się na tej książce. Rollins w dobry sposób oddał klimat przygód Indiany Jonesa. Ale największe brawa należą się za uchwycenie specyficznego humoru przygód doktorka. Fakt – aby w pełni docenić ostatni ze wspomnianych elementów, należy znać – i czuć – poprzednie przygody Jonesa, ale tym, którzy spełniają ów warunek, „Królestwo kryształowej czaszki” sowicie wynagrodzi czas przy niej spędzony. Na pochwałę zasługuje również język autora. Zawsze doceniałem przygody Indiany także za to, że brak w nim tego patosu – chociaż Indy dokonywał niezrównanych rzeczy – który zamieniałby wszystko w pompatyczną papkę (a Amerykanie umieją to robić, jak mało kto). Rollins wystrzegał się tego, nie uderzając w powyższy ton, a w zamian oferując prosty, żywy i jak ulał pasujący do akcji język. Chwała mu za to (tłumaczowi zresztą też).
Czy dostrzegłem jakieś wady? Nawet gdyby się znalazły – a jakoś, dziwy dziwoty, nie mogę przypomnieć sobie żadnej – to i tak nie dyskredytowałoby to „Indiany Jonesa i królestwa kryształowej czaszki”, ponieważ jest to kawał przedniej prozy przygodowej, idealnej na letnie odprężenie w ramionach wyobraźni. Wraz z Indym i spółką! Polecam.
Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki
Autor: James RollinsWydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 5/2008
Tytuł oryginalny: Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 232
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-2413-066-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,80 zł
--- Reklama ---
Sklep
Forum