Recenzja książki "Pan Lodowego Ogrodu"

Autor: Bool

Grzędowicz wraca z niemałym hukiem. Pierwszy tom jego nowej powieści fantasy z elementami science fiction robi wrażenie. Jest to zdecydowanie książka akcji, nie zabraknie jej ani na moment, ale o dziwo, nie brakuje też kilku innych szczegółów, dzięki którym, zbliżając się do końca tomu, czytelnik nie może się pogodzić, że nie ma więcej. Przynajmniej na razie.

Fabuła jest w zasadzie bardzo prosta - człowiek wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt w bliżej nieokreślonej przyszłości wyrusza sam na planetę zamieszkałą przez faunę i florę przypominającą ziemską. Rasa zdumiewająco podobna do ludzi stworzyła tam cywilizację, która stoi technologicznie i kulturowo na poziomie zbliżonym do naszego dwa tysiące lat temu. Wędrowiec nazywa się Vuko Drakkainen i jest w połowie Polakiem, a udaje się sam, żeby jego obecność miała jak najmniejszy wpływ na losy tamtejszej "ludzkości". Jego cel to odnalezienie i w miarę możliwości uratowanie naukowców z ekspedycji, jaka wylądowała na planecie dwa lata wcześniej. Wydawałoby się - nic prostszego. Z takim wyposażeniem zlokalizuje ich przecież w minutę. I tu zaczynają się kłopoty.

Na globie tym elektronika szaleje, wędrowiec polegać może jedynie na ultranowoczesnym pancerzu, broni, narzędziach i wszczepie biologicznym, symbioncie, który czyni z niego praktycznie nadczłowieka. Potrafi przyspieszyć ruchy, zwielokrotnić siłę receptorów, wyłącza strach i kilka innych "zbędnych" emocji. Umożliwia porozumiewanie się w każdym z języków planety itd. itp. Jest to jednak tylko wspomaganie, nie będzie myśleć za naszego bohatera i nie wykona za niego misji. Jak się okazuje, staje się ona wyjątkowo trudna z jednego niewiarygodnego powodu. "Tam występuje magia" - rzekł Drakkainenowi szef przed wyprawą.

Od momentu postawienia stopy na powierzchni planety aż do samego zakończenia Vuka spotykają niezliczone przygody. Pomimo nadludzkiego treningu i wyposażenia na wiele z sytuacji absolutnie nie będzie on przygotowany. Wędrowiec nie ma praktycznie ani chwili wytchnienia, podobnie czytelnik obserwujący jego losy z zapartym tchem. A można się w treści tej książki naprawdę zatopić, wprost można zacząć czytać i nagle ocknąć się, że to już koniec. Pod tym względem powieść znakomita, stanowi ona nie lada konkurencję dla pozycji takich jak "Achaja". Widać, że Grzędowicz potrafi opowiadać niesłychanie sprawnie i ciekawie. Momentami jedynie nieco razić może nadmierne podobieństwo obcego świata do naszego własnego przed wiekami, jednakże dzięki temu zabiegowi znacznie łatwiej zrozumieć go i niektóre prawa, jakie rządzą życiem na tej planecie. Wielka jej obcość byłaby zapewne ciekawa, ale utrudniałaby odbiór, utożsamienie się z postaciami, pojęcie ich zachowań, emocji i dążeń. Tymczasem dzięki pewnym uproszczeniom autor osiągnął piorunujący, przykuwający oczy do liter efekt.

Polecam "Pana Lodowego Ogrodu" wszystkim wielbicielom fantasy czytających dla przyjemności, a nie po to, żeby uparcie doszukiwać się wszelakich błędów i naciągnięć, o których powiedzą, że "kołek od zawieszenia niewiary aż trzeszczy". Polecam każdemu, komu odpowiada barwny świat bez przesadnych komplikacji, sprawne pióro, a także wystarcza, że zaskoczenie występuje "tylko" kilka razy w powieści, a niekoniecznie musi czaić się w  każdej studni i pod co drugim kamieniem.

Pan Lodowego Ogrodu #1 - Pan Lodowego Ogrodu, tom 1

Autor: Jarosław Grzędowicz
Okładka: Grzegorz Kmin
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 6/2005
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 560
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-89011-61-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus