Recenzja książki "Śmierć w cieniu piramid"

Autor: Wojciech Kobza
Korekta: Bool
20 marca 2009

Co wyjdzie, jeśli do jednej powieści wrzucimy Dalajlamę, Tutanhamona, szalonego buddyjskiego mnicha z wyklętej przez główny nurt sekty, francuskiego genetyka, muzułmańskich terrorystów i Arkę Przymierza? Dla jednych może wyjść zwykły dworcowy bigos, a dla innych całkiem strawne danie. Jak jest w rzeczywistości? Zapraszam poniżej.

Pierwsze wrażenie, jakie można odnieść, sięgając po „Śmierć w cieniu piramid”, nie jest najlepsze. Ma się skojarzenia z "Kodem Leonarda da Vinci" albo nawet z multum pastiszów tej książki. Kiedy już wszyscy wielcy ludzie tego świata zostali zaplątani w spiski i tajemne stowarzyszenia, przyszedł czas, żeby sięgnąć głębiej w naszą historię i komuś jeszcze zrobić to samo. Na całe szczęście, pomimo wielu podobieństw do podgatunku literatury popularnej, jaki powstał za sprawą Dana Browna, już po kilku stronach okazuje się, że tym razem mamy do czynienia z całkiem sprawnie i rozrywkowo napisaną książką przygodową, za co należą się brawa autorowi.

Cała historia zaczyna się dość tajemniczo i, jak w najlepszych tego rodzaju pozycjach, od małego trzęsienia ziemi. Otóż do głównego bohatera, Joela Costesa, zgłasza się sam Dalajlama, chcąc mu przekazać jakąś paczkę. Genetyk, zajmujący się sprawdzaniem, na co tak naprawdę umarł lub też zginął najbardziej znany egipski faraon, spotyka się z Tenzinem Gyatso w paryskim metrze i odbiera od niego dziwną przesyłkę. Nim noc dobiega końca, Dalajlama ginie zadźgany nożem. Costes, zaintrygowany paczką, jedzie następnego dnia do pracy, ale jego tropem zaczynają podążać bezwzględni mordercy. Wplątana zostaje w to również jego kuzynka, będąca pracownicą jednego z największych znawców starożytnego Egiptu. Nie trzeba chyba dodawać, iż jej mentor i pracodawca ginie w bardzo dziwnych okolicznościach. Odpowiedzi na pytania dręczące Joela i jego kuzynkę para ta może znaleźć tylko w miejscu, skąd pochodzą i próbki DNA faraona, i przesyłka, dostarczona przez świętej już pamięci Dalajlamę. Nie podążają tym tropem sami, gdyż wciąż po piętach depczą im tajemniczy prześladowcy.

Jak w każdej takiej historii, akcja jest wartka i nie ustaje choćby na moment. Kule świszczą naszym bohaterom wokół uszu, a oni z typowym szczęściem uciekają przed kolejnymi pułapkami na ich życie. Jeśli po pierwszych stronach lektury czytelnik ma wątpliwości, czy tak wiele różnych czynników sklei się w jakąś spójną całość, końcówka (w której, jak w filmach o Indianie Jonesie, nie zabrakło lekkiego muśnięcia fantastyki) odpowie na wiele pytań. W tekście została zawarta również nieco zmieniona historia odnalezienia grobowca KV26 oraz jego odkrywców, którzy ponoć wszyscy zginęli na tzw. Klątwę Tutanhamona.

Jeśli chodzi o przeciwników, są oni dobrze zarysowanymi i jednocześnie odróżniającymi się od siebie postaciami, walczącymi zgodnie ze swoimi wierzeniami i ideałami. Brutalność przedstawiona jest w tej książce raczej standardowo i nie można narzekać na szczególnie drastyczne sceny. Trup, jak to ma w zwyczaju, ściele się dość gęsto, ale nie ma tutaj jakiejś specjalnej jatki. Otoczenie opisywane jest oszczędnie, mimo to można wczuć się w klimat paryskiego metra czy egipskich katakumb.

Jeśli szukasz, drogi Czytelniku, książki przygodowej, niekoniecznie bardzo ambitnej, ale stricte rozrywkowej, przy której chcesz odsapnąć po ciężkim dniu w pracy, a przy okazji interesujesz się trochę Egiptem, ta pozycja jest zdecydowanie dla ciebie. „Śmierć w cieniu piramid” to po prostu solidnie napisany kawał literatury przygodowej.

Śmierć w cieniu piramid

Autor: Jean-Michel Sakka
Wydawnictwo: Rzeczpospolita - Przedsiębiorstwo Wydawnicze
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2008
Liczba stron: 312
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60192-92-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 27 zł


blog comments powered by Disqus