Recenzja książki "Nasza tysiącletnia Europa"
Nie ulega wątpliwości, że można pisać historie narodów czy państw – z ich wybitnymi lub podłymi jednostkami, przełomowymi wydarzeniami, przedstawiając ewolucję, zastój albo degenerację. Podobnie z historią powszechną, ukazującą dzieje stosunków międzynarodowych, ruchów społecznych, wpływu myśli ekonomicznej na sytuację ludzi na przestrzeni lat, etc. Ale czy można pisać historię takiego tworu, jakim jest Europa? Rzecz jasna, nie chodzi o historię kontynentu w sensie geograficznym, lecz analizę tego, co właściwe znaczy i jak kształtował się termin „Europa” w znaczeniu nie tylko historycznym, ale mającym również wydźwięk kulturowy dla współczesnego człowieka i jego przyszłości.
Autor „Naszej tysiącletniej Europy”, Jerzy Kłoczowski, przedstawia swoją wizję Europy, w związku z czym książka bardziej jest osobistą interpretacją dziejów Starego Kontynentu niż skrupulatnym zapisem krok po kroku, co się wydarzyło. Bynajmniej nie oznacza to, że autor snuje fantazje; jest raczej tak, iż swoje przekonania popiera przykładami z historii.
Lecz można by zapytać o cel pisania takiej książki. Skoro nie jest to pozycja ściśle historyczna, gdyż autor, prócz podania faktów, ocenia je nie tylko historycznie, to jakie jest jej przesłanie? Ideą przyświecającą badaniu przeszłości Europy jest jej przyszłość. Dzieje Starego Kontynentu to skarbnica doświadczeń, można by rzec, że ciągle dokonujący się eksperyment, w ramach którego wyłaniają się rzeczy zarówno pozytywne, jak i negatywne. Wbrew temu, co mawiał XIX-wieczny filozof niemiecki, G.W.F. Hegel: „historia uczy nas, że nie potrafimy uczyć się od historii”, Jerzy Kłoczowski uznaje, że potrafimy i powinniśmy wyciągać roztropne wnioski z historii. Dla dobra nas samych oraz ludzkości w ogóle trzeba sprawdzić, czy wartości stojące za pojęciem „Europa” nadal są żywe – a jeśli tak, to co w jej dziedzictwie może nas wzbogacić, a czego należy się wystrzegać?
Obrawszy taki kurs wykładu, autor zaczyna od przedstawienia źródeł tysiącletniej Europy. Nie jest to właściwie jeszcze „nasza” Europa, ale bez owych korzeni niemożliwe byłoby jej narodzenie taką, jaka była i jest. Na tym etapie Jerzy Kłoczowski stwierdza raczej sprawy oczywiste, chociaż wcale nie trywialne, mówiąc o początkach w antycznej Grecji (język, filozofia, demokracja), Rzymie (język, prawo, idea państwa), Jerozolimie (Biblia) oraz o barbarzyńskim chrześcijaństwie (tworzenie się zalążków „Rzeczypospolitej Chrześcijańskiej”). Choć wyraźna jest tendencja autora do podkreślania pozytywów (dostrzega dobre strony nawet w feudalizmie i poddaństwie chłopów), to nie traci on z oczu kart mniej chlubnych w historii Europy. Dużo miejsca poświęca rodzącemu się w średniowieczu społeczeństwu opresyjnemu, bo choć Europa zaczęła podówczas kształtować własną tożsamość kulturową, często robiła to wynajdując sobie wrogów (w postaci heretyków lub innowierców).
Autor dużo miejsca poświęca średniowieczu, stawiając przy tym tezę o jego „długim trwaniu”, które niewiele miało wspólnego z utrwalonym w XIX wieku obrazem wieków ciemnych. Owo „długie trwanie średniowiecza” miałoby polegać na trwałości rodzącej się tożsamości europejskiej; ciągłości dynamicznej, gdzie cały czas obecne są pewne fundamenty, wprawdzie niekiedy poważnie zachwiane, ale jednak ciągle trwające. W związku z tym Jerzy Kłoczowski nie przyjmuje tradycyjnych podziałów epok, jakoby średniowiecze zakończyło się w 1453 roku, ale za kryterium obejmuje doniosłe wydarzenia wpływające na kulturę Europy. W części omawiającej wieki XIV-XVIII kładzie nacisk na problemy Kościoła, ale nade wszystko na umacnianie się państw (w sporze absolutyzm vs republikanizm). Pokazuje ciekawy mechanizm odchodzenia od stosowania prawa w stosunkach międzynarodowych do pojęcia racji stanu i równowagi sił. To z kolei stanowi preludium do części o wiekach XIX i XX, gdzie absolutyzm tryumfuje. Sam XX wiek, pomimo jego okropieństw, jest także przykładem wielkiego wysiłku odzyskania tego, co zostało zapomniane przez absolutyzm i nacjonalizm. To z jednej strony wiek budowania demokratycznego pokoju w Europie, a z drugiej strony zwycięska walka państw z sowieckim komunizmem. Na ostatnich stronach „Naszej tysiącletniej Europy” znajdziemy zwięzły opis kształtowania się Unii Europejskiej, która zdaniem autora jest najlepszym kierunkiem rozwoju dla Starego Kontynentu.
Na zakończenie pozwolę sobie na drobną dygresję w kwestii tytułu recenzowanej pozycji. Autor pisze o „naszej” Europie. Określenie „nasza” odwołuje nie tylko do skojarzeń, że coś posiadamy, ale też zawiera odcień familiarności – że coś jest nam bliskie. Myślę, że zgodziłby się z tym Jerzy Kłoczowski, jakoby Europa – zespół wartości, które reprezentuje, wespół z bagażem dobrych i złych wydarzeń – jest nam bliska nie tylko dlatego, że tutaj przyszło nam żyć, ale jej historia może nas nauczyć, co jest warte osiągnięcia i pielęgnowania, a czego unikać.
Pomimo pewnych wad książki – nazbyt skrótowego opisu wielu wydarzeń (trudno na dwustu parędziesięciu stronach zmieścić tysiącletnią historię) i momentami zbyt drewnianych zdań, polecam niniejszą pozycję wszystkim, których interesuje nie tyle Europa, ale myślenie o niej – dostrzeganie wciąż żywej kultury kryjącej się za kartami historii. Oczywiście, można się z wizją autora nie zgadzać i wtedy zaprezentować swoją, ale „Nasza tysiącletnia Europa” to dobry przyczynek do rozpoczęcia namysłu.
Nasza tysiącletnia Europa
Autor: Jerzy KłoczowskiWydawnictwo: Świat Książki (Bertelsmann Media)
Wydanie polskie: 9/2010
Liczba stron: 248
Format: 145 x 205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-247-1607-4
Cena z okładki: 39,90 zł
Sklep
Forum