Recenzja książki "Opus Dei"

Autor: Darek Czywilis
29 stycznia 2007

Opus Dei. Zrzeszenie parareligijne, strzegące najmroczniejszych tajemnic świata, eliminujące wszystkich, którzy staną na jego drodze, gromadzące niezmierzone bogactwa, mroczne ramię Kościoła... Znamy te obrazki – czy to z pewnego bestselleru, czy to z prasy sensacyjnej. John Allen spróbował wziąć się za bary z tymi rozpalającymi wyobraźnię stereotypami i odkryć “ludzkie oblicze” Dzieła.

Opus Dei – wielu z nas słyszało tą nazwę. Książkowy przebój, “Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna przedstawia “Dzieło Boże” jako niebezpieczną sektę, której najważniejszym celem jest zdobycie władzy nad światem. Jej przywódcy mają w garści wszelkich możnych tego świata, a szeregowi członkowie (podobni do ubezwłasnowolnionych ofiar sekt) praktykują rytuały samoumartwiania się rodem ze średniowiecza.

Amerykański dziennikarz John Allen specjalizuje się przede wszystkim w reportażach z Rzymu i Watykanu. Jego komentarze związane są przede wszystkim z Kościołem, jego polityką oraz wszelkimi aktualnymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w przeciągu ostatnich lat. W swej książce postanowił rozprawić się z czarnym mitem Opus Dei i przedstawić fakty związane z organizacją i jej działaniem, konfrontując rzeczywistość z najpopularniejszymi mitami związanymi z Dziełem. 

Trzeba przyznać, że było to trudne zadanie. Większości ludzi Opus Dei kojarzy się z grupą ponurych panów w garniturach, którzy chronią sejfu z nieznanymi nagraniami z egzekucji Kennedy'ego, bądź też, w najlepszym razie – grupą dewotów, wrogich wszelkim reformom w Kościele, którym z ducha bliżej do słuchaczy Radia Maryja czy Świadków Jehowy niż do głównego nurtu obowiązującego w Kościele Rzymskim. Allen postanawia się z owym mitem zetrzeć, czego efektem jest właśnie ta publikacja. 

Korzystając z okazji, o Opus Dei słów kilka. Jest to ruch świecki, założony tuż po II wojnie światowej przez hiszpańskiego duchownego, Josemarię Escrivę. Początkowo działał na terenie Hiszpanii, z czasem rozciągnął swą działalność na kilkadziesiąt krajów i tworząc swe placówki na kilku kontynentach. Dzieło Boże formalnie podlega Watykanowi, a na jego czele stoi prałat (jest to jedyna tzw. prałatura personalna w Kościele). Jest to jednak przede wszystkim ruch świecki. Przystąpienie do ruchu nie oznacza konieczności przyjmowania święceń, wystarczy pełnoletniość oraz zgoda na przestrzeganie regulaminów ruchu. Członkowie “wyższego stopnia”, tzw. numerariusze, przestrzegają celibatu i mieszkają w specjalnych ośrodkach, wyposażonych w kaplice etc. 

Główną zasadą, jaka przyświecała Escrivie przy okazji tworzenia Dzieła było “wnoszenie świętości w każdą wykonywaną czynność” - czyli nadawanie najbardziej codziennym pracom charakteru modlitwy, a tym samym – uświęcanie ich. Czy życie zawodowe, czy wychowywanie dzieci – wszystko ma taką samą wartość i wymaga takiego samego skupienia. 

Wydawać by się mogło, że jest to dość chwalebne założenie, a beatyfikacja i kanonizacja (2002 r.) Escrivy nie powinna wiązać się z kontrowersjami. Jednak co jakiś czas pojawiają się zarzuty (chętnie podchwytywane przez media) o sekciarskie praktyki, drenaż pieniędzy członków, niewyobrażalne bogactwo czy znęcanie się, psychiczne i fizyczne, nad nowicjuszami – które ostatecznie kończy się uzależnieniem członków od organizacji. Wszystko to jest ubarwiane opowieściami byłych uczestników ruchu, którzy nie potrafili znieść religijnego rygoru, umartwień czy ciągłego przebywania w gronie znajomych i przyjaciół z Dzieła. 

Przede wszystkim należy oddać honor Allenowi – wykonał budzącą podziw pracę, polegającą na przeprowadzeniu setek rozmów z byłymi i obecnymi członkami Dzieła, sympatykami i przeciwnikami oraz oficjalnymi przedstawicielami Opus Dei. Mamy do dyspozycji więc bogatą biografię Ecrivy, raporty z prac Dzieła w kilkunastu krajach (w tym – w Kenii i Peru, które to placówki autor odwiedził osobiście). Książka ma klarowną strukturę, przez co nie gubimy się w natłoku danych, a argumenty adwokatów i oskarżycieli Dzieła nie mieszają się ze sobą. Łatwo też przechodzi się między kwestiami – osobno omówiona jest historia Dzieła, osobno – jego status finansowy, proces rekrutacji czy rys socjologiczny członków. Autor korzysta też, jak najbardziej, z okazji do wyśmiania najbardziej piramidalnych bzdur z powieści Browna oraz rozprawienia się z czarną prasą, która bez wątpienia jest dla członków Opus Dei problemem.

Nie jest to na szczęście pisana na zamówienie rozprawka obronna, choć widać dość wyraźnie, że Allen sympatyzuje z ideą Opus Dei. Choć argumenty “przeciw” są regularnie obalane, bądź też dyskretnie poddawane w wątpliwość, to za każdym razem możemy się dowiedzieć skąd się kolejne mity i stereotypy wzięły. 

Czy warto? Na pewno ze względu na ilość zgromadzonych materiałów i przystępny język, jakim jest napisana książka. Efekty pracy Allena mogą z kolei nieco razić, jeżeli ma się do całej kwestii stosuneko emocjonalny - zadeklarowanych przeciwników ruchu będzie drażnił sympatyczny stosunek dziennikarza do Opus Dei, zwolennicy OD mogą się czuć rozczarowani podnoszeniem niewygodnych i na pewno wyjaśnianych po wielokroć kwestii typu “czy rzeczywiście Dzieło jest aż tak bogate?” czy “czemu tak naprawdę służy pasek pokutny cilice?”. Na pewno jednak lektura może pomóc w pozbyciu się powierzchownych uprzedzeń i zrozumenia istoty działania Opus Dei. Pozwala też – i to wydaje się być najważniejsze - docenić wizjonerstwo oraz upór, jakie miał w sobie skromny hiszpański ksiądz i jego następcy i naśladowcy. Do przeczytania, zdecydowanie.

Opus Dei

Autor: John Allen jr.
Wydawnictwo: Świat Książki (Bertelsmann Media)
Wydanie polskie: 4/2006
Format: 170x245 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 83-247-0189-3
Cena z okładki: 42 zł


blog comments powered by Disqus