Recenzja książki "Ostatni władca pierścienia"

Autor: Darek Czywilis
2 grudnia 2008

Po przeczytaniu książki Kiryła Yeskova miałem nieodparte wrażenie, że książka ta niesie ze sobą jakąś klątwę.

Na pewno po jej wydaniu musiał się chować po kątach autor, któremu zażarci fani twórczości Tolkiena będą jeszcze długo wypominać świętokradztwo. Na czym miałoby ono polegać? Chociażby na wywróceniu do góry nogami naszej wiedzy na temat wojny o Jedyny Pierścień. Przede wszystkim Mordor nie był żadnym imperium zła, tylko rozwijającą się (do czasu!) technokracją. Wojnę wszczęto z poduszczenia czarodziejów (z Gandalfem na czele) bojących się utraty wpływów w Śródziemiu. Umbar to morska republika handlowa, a nie żadne gniazdo piratów. Aragorn to szuja nie z tej ziemi, elfy to banda zimnokrwistych, nieco wampirycznych intrygantów, a Pierścień... no cóż, ten okazuje się być nie wartą funta kłaków błyskotką.
Przy czym zamysłem Yeskova nie było napisanie tandetnej parodii „Władcy Pierścieni”, nie wygląda to też na fanowskie powieścidło. Książka ta zdecydowanie jest czymś innym: solidnym thrillerem politycznym w realiach fantasy, w którym bohaterowie, wyposażeni nie w czary i artefakty, a wiedzę naukową i doświadczenie wywiadowcze, rzucają się w wir rozgrywki. Stawką w niej jest istnienie magii w Śródziemiu.

Na pewno mógł się poczuć nieswojo tłumacz, Eugeniusz Dębski, któremu przyszło przełożyć na nasz język ową miksturę wybuchową. Elementy współczesnego słownictwa i szpiegowski żargon niespecjalnie się komponują z realiami opisanymi w genialnym dziele angielskiego profesora. Często dochodzi do zgrzytów, a tłumacz nie zrobił zbyt wiele, by te dysonanse załagodzić. W sumie szkoda, bo powieść napisana jest lekkim, barwnym językiem, a wszelkie aspekty teoretyczne opisane są dowcipnie i ze swadą.

Na pewno powinni schować się w najciemniejszym z możliwych kątów wydawcy tej powieści. To, jak „Ostatni Władca Pierścienia” prezentuje się od strony edytorskiej, to skandal w najczystszej postaci. Zaczynając od niemiłosiernie tandetnej, paskudnej okładki, poprzez niewybaczalną liczbę błędów – literówek czy źle przeniesionych wyrazów – na idiotycznej miejscami składni kończąc. Mam jedno pytanie: czy tę książkę widział na oczy jakikolwiek korektor? Bo w ten sposób połowa przyjemności z lektury przepadła bezpowrotnie. Wstyd!

Cóż otrzymujemy w efekcie? Całkiem niezłą powieść, z karkołomnym pomysłem wyjściowym, ciekawymi postaciami, lekko potraktowanym wątkiem stanowiącym kanwę oryginału i rozwiązaniami fabularnymi, które wielu czytelnikom mogą kojarzyć się z "politycznymi" wątkami sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego (rozdział „Umbarski Gambit”). Lekki zawód można poczuć, kiedy czyta sie finał i wieńczące powieść opisanie współczesności Śródziemia, kiedy w pełni można docenić efekty decyzji podjętych przez bohaterów. Wygląda to trochę, jakby autorowi zabrakło weny na kilkanaście ostatnich – najważniejszych przecież! – stron.
Mimo wszystko całość można polecić, z jednym zastrzeżeniem: omijajcie edycję z wydawnictwa Solaris naprawdę szerokim łukiem. Szkoda nerwów i poczucia estetyki.

Ostatni władca pierścienia

Autor: K. J. Yeskov
Tłumaczenie: Eugeniusz Dębski
Wydawnictwo: Solaris
Miejsce wydania: Olsztyn
Wydanie polskie: 2002
Liczba stron: 425
Format: 120 x 180 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-88431-28-5


blog comments powered by Disqus