Recenzja książki "Greywalker"
Nie za bardzo przepadam za wampirami pod jakąkolwiek postacią. To pierwsze zdanie-twierdzenie może narazić mnie na ostracyzm niektórych czytelników, lecz nim ktoś będzie ferował ocenę całości, proszę o przeczytanie recenzji do końca.
„Greywalker” to powieść Kat Richardson, a właściwie wstęp do serii powieści (do tej pory pojawiły się na rynku łącznie trzy pozycje) o przygodach Harper Blaine, kobiety, która para się niezwykle rzadką dla swej płci profesją prywatnego detektywa. Ten niecodzienny zawód wiąże się wszakże z ryzykiem, które jest w niego niejako wpisane.
Zamieszkującą Seattle pannę Harper poznajemy właśnie podczas jednej z takich chwil, gdy walczy o życie i, choć udaje jej się uniknąć śmierci, przewrotny los przyszykował dla niej coś o wiele ciekawszego. Wydaje jej się, że mdleje wskutek odniesionych ran, lecz to o wiele poważniejsza sytuacja, gdyż przez pełne dwie minuty pozostaje w stanie śmierci klinicznej. Po obudzeniu się w szpitalu stwierdza, iż zaczyna widzieć rzeczy, których nikt inny nie jest w stanie zauważyć. Z pomocą znajomych pewnego doktora dowiaduje się, iż jej pozorna śmierć otwarła ją na świat, którego do tej pory nie znała i nie miała pojęcia o jego istnieniu. Tym sposobem poznała Szarość. Lecz życie toczy się dalej i trzeba za coś żyć. Na całe szczęście Harper dostaje się dwa dość ciekawe i w miarę proste zlecenia... Dalszych losów panny Blaine nie będę zdradzał, wspomnę tylko, że będzie miała do czynienia ze zbirami zarówno z tego, jak i z tamtego świata.
No właśnie: tamten świat, czyli właściwie pomysł, na którym opiera się cała powieść, w żadnym miejscu nie jest opisany dokładnie, zawsze znajduje się gdzieś na granicy postrzegania głównej bohaterki. Oczywiście próbuje ona wejść weń, ale o efektach wspominać nie będę, nie chcąc psuć Wam zabawy. W powieści odczuwa się niedosyt obcowania z Szarością. Czytelnik z miłą chęcią zagłębiłby się w ów świat, poznając zamieszkujące go istoty, lecz autorka bardzo oszczędnie dawkuje informacje o nim. Być może w kolejnych częściach Harper, a wraz z nią czytelnik, będzie mieć możliwość częstszych i dłuższych odwiedzin w Szarości, bo jak na razie niewiele o niej wiadomo.
Również takie a nie inne przedstawienie krwiopijców przypadło mi do gustu. Nie są oni wyolbrzymieni ani za bardzo karykaturalni. Ogólnie nie grają pierwszych skrzypiec w całej historii. Mogłaby się ona bez nich spokojnie obejść, gdyby podmienić ich na inne stwory zamieszkujące Szarość, lecz z decyzjami autora (czy w tym przypadku autorki) dyskutować nie będę.
„Greywalkera” czyta się szybko i sympatycznie, co bardzo dobrze świadczy o książce liczącej sobie ponad 500 stron. Co prawda są momenty, kiedy czytelnik może zacząć zastanawiać się, które z dwóch zleceń właśnie rozpracowuje główna bohaterka oraz dlaczego niektóre postacie czyhają na jej życie, ponieważ żadnych przesłanek co do ich motywacji wcześniej nie znaleźliśmy w tekście, ale te chwile są odosobnione i nie sprawiają problemów pod koniec książki.
W ramach podsumowania trzeba powiedzieć, że jako pierwsza cześć dłuższej serii, „Greywalker” radzi sobie świetnie. Jako samodzielna powieść, książka ta jest warta wydanych na nią pieniędzy. Solidna pozycja na kilka jesiennych wieczorów.
Greywalker #1 - Greywalker
Autor: Kat RichardsonOkładka: Marta Żurawska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 6/2008
Tytuł oryginalny: Greywalker
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 520
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-044-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,90 zł
Sklep
Forum