Fragment #1 z książki "Gwiezdny wojownik #1: Działko, Szlafrok i Księżniczka"


Generał Borowik z zadowoleniem poklepał się po wystającym brzuchu. Na razie cała akcja przebiegała tak, jak zaplanował w najdrobniejszych szczegółach. Uwielbiał czuć, że ma kontrolę nad wszystkim. Sterowanie ludźmi było jego ulubionym zajęciem.

Zerknął na swój telefon międzyplanetarny. Mogły przychodzić na niego połączenia tylko z dwóch numerow. Teraz aparat milczał jak zaklęty. To ucieszyło Borowika. Nie chciał żadnych komplikacji.

Nagle drzwi do pomieszczenia kontroli lotów, w którym znajdował się on i co najmniej tuzin wojskowych oraz emisariusze różnych państw Ziemi, otworzyły się, z głośnym trzaskiem uderzając o ścianę. Wiekowy już tynk odpadł i uderzył w podłogę, wzniecając tuman kurzu.

Do środka wbiegł zdyszany technik.

– Generale! – zawołał pomiędzy spazmatycznymi oddechami. – Jest problem!

Borowik poczuł ukłucie niepokoju. Przecież miał ich wszystkich w garści. Nie mogli zawieść!

Zerknął szybko na pas startowy, na którym niczego nie było widać zza kłębów białego dymu, ktory pozostawił po sobieGwiezdny Wojownik.

– Jaki?! – warknął.

– Działko nuklearne – wydusił technik, który nagle skurczył się pod miażdżącą siłą spojrzenia generała.

– Co, działko nuklearne?! Przecież statek odleciał! – wycedził dowódca.

– Ale działko zostało… – Technik wskazał przez szybę na pas startowy.

Biały dym wypuszczony z potężnych silników statku kosmicznego powoli opadał.

Oczy wszystkich skierowały się na niewielki kształt leżący pośrodku pasa startowego, nad którym pochylało się kilku techników. Malutkie sylwetki pracowników ubranych w białe

kombinezony miotały się we wszystkich kierunkach, usiłując ustalić, czy działko nie zostało uszkodzone.

Gwiezdny Wojownik stał się tylko małą błyszczącą kropką na bezchmurnym niebie. Poleciał na swoją najważniejszą misję. Miał uratować Ziemię.

Tyle że nie zabrał broni…

 

 

W ładowni cuchnęło. I to tak bardzo, że księżniczka Macrosoft miała ochotę zwymiotować – i to natychmiast. Nie podejrzewała, że ucieczka okaże się tak mało ekscytująca i nieprzyjemna. A zwłaszcza że okaże się śmierdząca… W powieściach, którymi zaczytywała się od dzieciństwa, wszystko wyglądało zupełnie inaczej.

Księżniczka Sisi zasłoniła sobie usta drobną dłonią. Z misternej fryzury składającej się na dwa grube pasma brązowych włosów zawiniętych po obu stronach głowy w dwa preclopodobne twory przypominające olbrzymie słuchawki powysypywały się włosy i opadły na jej spocone czoło. Piękna niegdyś suknia z najpyszniejszego jedwabiu produkowanego na

Wenus była pognieciona i ubrudzona smarem.

Sisi jak każda księżniczka była próżna. Nie ze swojej winy jednak . Tak została wychowana. Znała swoją wartość i odpowiednio wysoko ją ceniła. Na szczęście ładownia międzyplanetarnego statku kosmicznego przewożącego sprzęt elektroniczny nie była zaopatrzona w lustra. W innym przypadku istniałoby dość duże prawdopodobieństwo panicznego wrzasku księżniczki i udawanego omdlenia.

Sisi jak wiele księżniczek była również samolubna. Nie interesowała jej przyszłość planety, sojuszu, a tym bardziej dobrego imienia ojca. Sam był sobie winien. Nie musiał kazać jej wychodzić za mąż za starszego o dwadzieścia lat księcia Epple.

Jednak to nie wiek był przeszkodą. Książę miał brzydkie zęby i śmierdzący oddech. To był chyba wystarczający argument przeciwko temu związkowi, nieprawdaż?

Ojciec Sisi nie zrozumiał jednak tej jakże prostej przyczyny.

Z tego powodu Sisi musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Nie myśląc wiele (a jak napisali w porannych dziennikach redaktorzy – wcale), wyszła z pałacu pod pretekstem spaceru z sarenkami i udała się do portu lotniczego.

Kazała swojej służącej odegrać rolę życia – czyli udawaną histerię w hali odlotów, aby ona spokojnie weszła do luku bagażowego statku lecącego na stację kosmiczną Satelę. Następnie ułożyła się wygodnie na kartonach ze sprzętem elektronicznym i usnęła. Zawsze spała o tej godzinie dla urody.

Teraz przeklinała swoje położenie. Podróż lukiem bagażowym nie była spełnieniem jej marzeń. Bo w jej marzeniach pojawiał się romantyczny bohater z pistoletami laserowymi,

który ocali ją od małżeństwa z księciem i zabierze na skraj kosmosu, gdzie będą przeżywać przygody.

Westchnęła ciężko. Nie pozostawało jej nic innego jak czekać na przylot na Satelę. Tam jej bohater na pewno ją odnajdzie.

Gwiezdny wojownik #1 - Działko, Szlafrok i Księżniczka

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: Uroboros
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2017
Liczba stron: 320
Format: 135x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788328037755
Wydanie: II
Cena z okładki: 34,99 zł


blog comments powered by Disqus