Recenzja książki "Naśmierciny"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Bool
10 stycznia 2010

Freak show czyli parada dziwaków to termin, który kołacze się w głowie po lekturze   „Naśmiercin”. Zbiór opowiadań Dąbrowskiego jak cyrkowy tabor przewala się po czytelniku, by po zamknięciu książki zostawić go poturbowanego, uwalanego w kurzu i błocie, lecz z uśmiechem na ustach i szybciej bijącym sercem. Inspirowany krótkimi formami spisywanymi rękoma takich mistrzów jak Poe, Lovecraft czy Bierce, zawiera w sobie niewspółmiernie większe pokłady cynizmu oraz ironii. Straszne autor przetyka śmiesznym, tworząc książkę groteskową, nie dającą się opisać prostymi słowami i recenzenckimi sloganami.

Gdyby jednak spróbować „Naśmierciny” owinąć w szary papier i schować do szuflady, kwadratowa paczuszka powędrowałaby z pewnością do sekcji z napisem „literatura niesamowita”. Doprawdy, trudno na naszym rynku fantastyki i grozy o zbiór opowiadań o tematyce tak różnorodnej i aurze tak zdumiewającej. Książka o rozmiarach nieco mizernych (raptem dziewięćdziesiąt stron) wypełniona jest treściami dosłownie nie z tej ziemi. W opowiadaniu tytułowym Dąbrowski z werwą wrzuca nas w świat rodem ze „Strzały czasu” Amisa, kiedy to czas zmienia swój bieg jako skutek nieznanego nam procesu duchowego i biologicznego odrodzenia. Kilka stron dalej stoimy na statku przemierzającym odległe galaktyki w utworze „Tam, gdzie gasną gwiazdy”. Fabularny twist w końcówce nadaje opowiadaniu nie mniejszej groteskowości niż perspektywa psa, którą musimy przyjąć w „Zemście Franciszka”. W nostalgiczny ton wpędzi nas następny na liście „Brrraciszek”, by zaraz potem rozbawiły słowa „010010101 Podryw”, koszmaru kiełkującego w głowie paranoidalnego informatyka. Nieco słabiej jest przy „Non Omnis Moriar”, gdyż Dąbrowski zdążył już przyzwyczaić czytelnika do tekstów najwyższych lotów. „Aniouuu” także nie wzbije się z nami w górne rejony literatury, pomimo usilnych prób rozśmieszenia czytelnika. Kolejnym kawałkiem humorystycznym jest „Było sobie życie”, w którym czytamy o poznanym w poprzednim utworze aniele i jego kolejnych problemach. Po zagładzie świata, wykręcimy numer „0-700”, będący furtką do interesująco skonstruowanego kawałka, którego finał jest aż nadto nie z tej ziemi. „Widziadło” wgapiające się w nas z kolejnych zadrukowanych kartek dowodzi jednak, że nie ma co w Dąbrowskiego wątpić – wnikliwie eksploruje w tym gorzkim opowiadaniu stany psychiki... no właśnie, kogo? „Misja” nie udała się tak, jak poprzednie utwory i przypomina nieco miniaturki z serii „fan fiction”. Szczęśliwie, autor kończy zbiór klasycznym, na tle pozostałych, kawałkiem „Portret”, zostawiając czytelnika w niepewności wstrzymującego oddech.

Pozornie wydaje się, że zamieszczonych w zbiorze opowiadań nic, poza osobą autora, nie łączy. Bynajmniej. Dąbrowski wszelakie bariery ma za nic i dowolnie folguje swojej wyobraźni w każdym, nawet najmniejszym objętościowo utworze. Utrzymane w najlepszej tradycji literatury niesamowitej przełomu wieków dziewiętnastego i dwudziestego, „Naśmierciny” są jednocześnie jej przeniesieniem na grunt współczesności, dostosowaniem do wyśrubowanych wymagań czytelnika A.D. 2010.

Naśmierciny

Autor: Krzysztof T. Dąbrowski
Wydawnictwo: Armoryka
Miejsce wydania: Sandomierz
Wydanie polskie: 10/2008
Liczba stron: 90
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60276-88-4
Wydanie: I


blog comments powered by Disqus