Rzecz o znużonej rewolucji - recenzja "Pianoli" Kurta Vonneguta
Kurta Vonneguta nie trzeba przedstawiać czytelnikom – wystarczy przypomnienie takich tytułów jak Rzeźnia numer pięć, Śniadanie Mistrzów czy Matka Noc (wszystkie sfilmowane). Wszyscy kojarzący nazwisko twórcy wymieniają jednym tchem najbardziej charakterystyczne cechy jego stylu: pesymizm, cynizm, niewiarę w pozytywną rolę postępu etc. Bohaterowie powieści niemieckiego Amerykanina (a może amerykańskiego Niemca?) to ludzie poobijani wewnętrznie, nieskoordynowani ze światem, na ogół nie rozumiejący ani mechanizmów, który nim rządzi, ani wagi rozgrywających się wokół nich wydarzeń.
Pianola, pierwsza powieść Vonneguta, jest, na pierwszy rzut oka, klasyczną antyutopią. Świat po trzech wojnach światowych jest miejscem szczęśliwym. No, przynajmniej z punktu widzenia Amerykanina. Maszyny wykonują wszelkie prace, nad rozwojem technologicznym czuwa kasta inżynierów, wszystko jest poukładane i zaaranżowane, zgodnie z duchem życzliwości i tolerancji. O dziwo, w tym idealnym świecie pojawia się paru przedstawicieli najwyższych warstw społecznych, którym owa utopia kompletnie nie jest w smak. Widzą fałsz przeżerający na wylot największe korporacje, sztuczność gier integracyjnych napawa ich odrazą, nie potrafią też się pogodzić z faktem, iż rolę wykładowców czy najwyższych rangą polityków (np. urząd prezydenta) przejęli zawodowi aktorzy. Podejmują więc mniej lub bardziej niezborną próbę obalenia całego ładu...
Co dalej? Ano nic. Bunt w swojej fizycznej postaci, kiedy rosną barykady i dochodzi do krwawych starć, jest co najwyżej kłopotliwym dodatkiem, zresztą w swoim zamierzeniu nie ma doprowadzić do zmiany, tylko do pokazania ducha, być swoistym napomnieniem, po udzieleniu którego ludzkość skwapliwie wskoczy z powrotem w utarte koleiny. Jeżeli ktoś myślał, że mogłoby się zdarzyć inaczej... No cóż, naiwność również jest cechą ludzką. Zaraz po tym, jak opadnie pył bitewny i zagasną zgliszcza zrujnowanych fabryk, ludzie z nową mocą rzucą się do odbudowy wszystkiego, co dotąd zniszczyli, reperując każdą zdewastowaną kilka godzin wcześniej maszynę. Świetnie, przynajmniej przez kilka dni, a może nawet tygodni, poczują się użyteczni i twórczy.
Powiedzmy sobie wprost – powieść Vonneguta nie ma rewolucyjnej mocy My Zamiatina, nie miała nigdy szans na stanie się obiektem kultu jak 1984 Orwella czy Nowy wspaniały świat Huxleya. Podejrzewam, że nigdy nie miała stać się konkurencją czy epigonem tych tytułów, bo jest o czymś zupełnie innym. Leitmotivem Pianoli jest bowiem tracenie swojego miejsca w świecie. Inżynier wylany z pracy, gdyż maszyna wykonuje o wiele lepiej jego pracę (o ironio, sam tą maszynę wcześniej skonstruował), nie spełniający mechanicznych norm twórczości pisarz, tłamszony w świecie norm i fałszywych konwenansów dyrektor zakładu, czy żołnierze myślący wyłącznie kategoriami numerów służbowych, oderwani od świata jakichkolwiek wartości patriotycznych... Właśnie tacy ludzie zasiedlają tragikomiczny świat Pianoli, na który można reagować na dwa sposoby – albo histerycznym chichotem (jak wtedy, kiedy główny bohater w odruchu buntu stara się zwolnić z pracy), albo kompletnym przygnębieniem (np. czytając tyradę zdradzanej żony, wypartej przez maszyny z domu i z pracy, świadomej swej nieatrakcyjności i bezużyteczności). Obraz ten nabiera głębi, kiedy Vonnegut raz na jakiś czas porzuca główny wątek i bohatera, koncentrując się na pojedynczych jednostkach, takich jak żołnierz czy pracownik fizyczny, czy przygodach zwiedzającego Amerykę szacha małego, orientalnego kraju. W ten sposób uwypukla się wszystkie absurdy nowoczesnego, sytego społeczeństwa, którego udziałem stała się najbardziej niebezpieczna z chorób cywilizacyjnych – rozleniwiający pokój.
Jednak najważniejszą próbą dla każdej szanującej się powieści science–fiction (a do tej kategorii wypadałoby wpisać Pianolę) zawsze jest test aktualności. Próbę tą duży debiut Vonneguta zdaje wzorowo. Lekko anachroniczna technologia nie gryzie się z celnością obserwacji, wizja gnicia cywilizacji człowieka Zachodu jest wciąż przerażająco aktualna. Bez względu na dekoracje, człowiek wciąż pozostanie sobą – słabą istotą, która obdarzona jest zdolnością czynienia rzeczy wielkich. I chciałaby od czynienia takich rzeczy uciec jak najdalej.
Pianola
Autor: Kurt Vonnegut JrWydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie polskie: 1/2007
Liczba stron: 384
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7506-006-5
Cena z okładki: 29,90 zł
Sklep
Forum